Czytelnia

W tym miejscu umieszczamy inspirujące artykuły różnych twórców nawiązujące do tego czym zajmujemy się w ramach naszej działalności.
Zapraszamy do lektury:

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

W popularnym znaczeniu słowo "egoizm" oznacza między innymi nadmierną miłość do siebie samego, zadufanie w sobie, przekładanie swoich spraw nad innymi, troszczenie się tylko o siebie, itd. To niemalże synonim "zła". Niestety tak właśnie jest, egoizm wciąż wielu osobą kojarzy się źle, przez co zrodził się niesamowity paradoks dotyczący chociażby kobiet.

Kobiety często mówią same o sobie, że się poświęcają dla dzieci, rodziców, męża. Samo otoczenie często "wymusza" na nich "poświęcanie się" dla innych. Kobiety wówczas mają wymówkę, aby "uciec" od własnych problemów, narastającego niezadowolenia itd. Mówią, że "dzieci są ważniejsze", "mąż jest ważniejszy" a tymczasem jest to tylko oznaka ich niskiego poczucia wartości.

Kobiety zapominają, że przecież myślenie o swoich potrzebach, pragnieniach i o tym jak je spełnić jest rzeczą naturalną i należy się zarówno im jak im dzieciom, partnerom, znajomym. Być może również nie wiedzą, że egoizm to przede wszystkim troska o siebie.

A więc kobieto, zwróć uwagę na to, że bierzesz na swoją głowę cały dom. Cały czas myślisz o swoich najbliższych, wszystko dla nich robisz a własne potrzeby ciągle spychasz na boczny tor. Odpowiedz sobie na pytanie "A kto zatroszczy się o mnie?

Na szczęście egoizm, wbrew pozorom, może być również pozytywną cechą. Wszystko zależy od tego jak będziemy go postrzegać i jakie intencje będą nami kierować.Tak naprawdę wystarczy się go tylko nauczyć, poczuć, że ma się do niego prawo  i wdrożyć
w życie nowe spojrzenie na egoizm.

Po pierwsze! Naucz się myśleć o sobie bez wyrzutów sumienia
Rób to na co masz ochotę, bez wyrzeczeń. Przestań zadręczać się, że kupiłaś sobie nowe perfumy zamiast mężowi nową koszulę. Przestań myśleć obsesyjnie "co u dzieci" gdy jesteś na babskim wypadzie z przyjaciółkami. Zadbanie o Twoje dobro i przyjemności jest równie ważne jak zadbanie o dobro innych.

Po drugie! Odnajdź w sobie siłę
Poszukaj w swoim wnętrzu siły, bo masz w sobie moc a zdrowy egoizm spowoduje, że poczujesz swoją wartość ze zdwojoną siłą. Egoizm nie jest grzechem lecz nieustającym źródłem wsparcia dla siebie samej.

Po trzecie! Przestań oczekiwać
Często oczekujesz od innych osób np. bliskich, aby byli wdzięczni za to, że się dla nich poświęcasz, ale po pierwsze nikt Ci sie nie karze poświęcać a po drugie jeśli robisz coś dla kogoś rób to z potrzeby serca w przeciwnym razie Twoje działania będą tak naprawdę oparte na chęci podbudowania własnej wartości.

Po czwarte! Znajdź czas dla siebie
Codziennie pytaj siebie "Co dziś zrobiłam dla siebie?" jeśli nic pamiętaj, żeby koniecznie coś zrobić. Ty jesteś najważniejsza - pamiętaj! Dzięki temu, że robisz coś dla siebie paradoksalnie robisz wiele dla swoich bliskich i otoczenia. Robiąc coś dla siebie emanujesz radością
i szczęściem. Idź więc na spacer, do lekarza, zadbaj o siebie, zrób maseczkę, ufarbuj włosy, kup sobie ulubione danie, pomedytuj, zrób sobie kąpiel, pobądź sama ze sobą. Zrób to na co masz ochotę a potem zajmij się pracą, dziećmi, mężem. Poświęcaj sobie co najmniej tyle czasu ile poświęcasz najbliższym.

Po piąte! Pokochaj siebie
Pogódź się ze swoimi wadami, zaakceptuj to jaką jesteś. Zaprzyjaźniaj ze swoim ciałem
i myślami. Rób dla nich jak najwięcej. Traktuj siebie jak swoją najlepszą przyjaciółkę
i wymagaj od siebie tyle samo, co od niej. Nie mniej i nie więcej. Codziennie mów jak bardzo się kochasz a dziś wypisz na kartce 30 swoich zalet i powieś je sobie nad łóżkiem. Jeśli będziesz miała problem z wypisaniem zalet, poproś o to najbliższych. Zakochaj się w sobie, bo drugiej takiej jak Ty nie ma!

Po szóste! Przestań być Matką Teresą
Przestań każdemu usługiwać. Dzieciom, mężowi, szefowi. Oni przez to nie będą Cie mocniej kochać czy akceptować. Stawiaj granice. Nie zbawisz świata poświęcając sie dla innych. Nie musisz podawać obiadu czy piwa mężowi ani odrabiać za dzieci lekcji. Nie musisz również godzić się na nadgodziny lub robić więcej niż powinnaś. Nie zadowolisz innych. I pamiętaj jedyną osobą jaka ma być zadowolona to TY sama.

Po siódme i ostatnie! Bądź egoistką
Wyznawaj w życiu zasadę zdrowego egoizmu. Zdrowy egoizm to nic innego jak świadome przeżywanie własnego życia przez odważne rozwijanie własnej tożsamości i śmiałe dążenie do swoich pragnień. To zdrowe stawianie siebie w centrum swojego własnego świata. To dbanie o swoje własne marzenia i robienie tego czego się chce. Może trudno Ci w to uwierzyć, ale naprawdę nie musisz się poświęcać dla niczego ani dla nikogo.

Zdrowy egoizm to styl życia, pozytywna cecha, która warunkuje równowagę. Rezygnując z egoizmu obarczasz innych odpowiedzialnością za siebie, ufasz bardziej innym niż sobie samej, zamiast szczerego wyrażania emocji jesteś uprzejmie grzeczna tracąc szacunek dla siebie a tym samym rezygnujesz z siebie samej i z własnych celów.
Wybór należy do Ciebie.

ASERTYWNOŚĆ

Zastanawiałeś się kiedyś czy Twoje dziecko jest asertywne? A może dopiero myślisz o powiększeniu rodziny i chciałbyś, aby Twoja pociecha właśnie taka była? Asertywność to termin dziś szeroko rozpowszechniony. Nie wszyscy jednak wiedzą, co on dokładnie oznacza.

A asertywność to posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie swoich emocji. To takie zachowanie, które pozwala na wyrażanie własnych opinii oraz bronienia swoich prawd, jednocześnie bez odmawiania ich innym. To umiejętność przyjmowania krytyki, ocen i pochwał, to świadomość siebie, stanowczość.To zdolność związana z umiejętnością stawiania granic i mówieniu komuś „nie” – bez poczucia winy, że zrobiłam coś wbrew sobie ale jedynie po to, aby nie zrobić komuś przykrości. Oczywiście mówiąc „NIE” trzeba jednocześnie pamiętać, że inni też mają prawo do tego samego.

Dla osoby asertywnej nie zawsze każdy będzie dobry i miły. Osoba asertywna nie jest też i nigdy nie będzie doskonałą osobą, bo ma również prawo do agresji czy uległości, ale wszystko co robi, jest zgodne z nią samą i z tym co czuje w sobie. Nie raz zdarza jej się popełnić jakiś błąd, jak każdemu, ale umie z niego wyciągnąć wnioski zamiast się za niego karcić, a tym samym umie, zaakceptować swoje porażki i iść dalej na przód z nowymi doświadczeniami.

Niestety asertywności trzeba się nauczyć, a najlepiej byłoby, gdyby nas jej nauczono, wtedy kiedy jest na to czas – czyli w dzieciństwie. Niestety żyjemy w czasach, w których większość osób wywodzi się z rodzin dysfunkcyjnych, których środowisko zahamowało prawidłowy rozwój asertywności ,czego skutki do dziś doświadcza nie jedna osoba. Może gdyby uczono nas asertywności w dzieciństwie więcej osób umiałoby dziś wyrażać otwarcie swoje opinie, mówić czego się tak naprawdę chce,a na co nie wyraża zgody. Wówczas może jako nastolatek umiałbyś odmówić presji kolegów sięgnięcia po pierwszego papierosa lub po pierwsze piwo. Być może nie zszedłbyś na złą drogę, mniej wagarował, nie uciekał z domu. Niestety czasu nie cofniemy, dlatego nie pozostaje nic innego jak nauczyć się bycia asertywnym, a najlepiej uczyć tej cechy swoje dzieci już od najmłodszych lat. Zapytasz po co? Bo dzięki odpowiednio wykształconej asertywności dziecku łatwiej będzie dorastać, nie da sobą tak łatwo manipulować, nie będzie agresywne w kontaktach z innymi, nie będzie ulegało negatywnemu wpływowi swoich rówieśników, będzie potrafiło odmówić, wyrazić własne zdanie i obronić je. Będzie umiało zadbać o własne interesy.Poza tym, jeśli się dobrze przyjrzysz, dzieci już od małego przejawiają postawy asertywne bądź nie. Są „niegrzeczne”, bronią swojego zdania za wszelką cenę, krzyczą, tupią nóżkami, bo coś im się nie podoba. Ale są też i uległe, robiące wszystko czego „TY” chcesz, nie znające sprzeciwu.

Poniżej proponujemy Ci „Prawa asertywności dla dzieci” w ujęciu o sytuacje wzięte z życia pociech.

1.PRAWO DO DOMAGANIA SIĘ TEGO, CZEGO CHCEMY
„Nie krzycz, uspokój się, założę Ci buty na rzepy, będzie Ci wygodniej, zobaczysz, uwierz mi, więc nie dyskutuj ze mną” – takim postępowaniem nie uczymy dziecka asertywności, a jedynie uległości. Słuchaj swojego dziecka, ono też tak jak i Ty, ma swoje potrzeby – mimo że jest małe. Jeśli nie chce zakładać butów na rzepy tylko na sznurowadła i mówi Ci o tym, pozwól mu na to, być może w butach na rzepy jest mu niewygodnie, a nóżka wypada z buta.

2.PRAWO DO WŁASNEGO ZDANIA, UCZUĆ I ICH ODPOWIEDNIEGO WYRAŻANIA
„Nie krzycz, daj koleżance wiaderko, przecież widzisz, że chce. Nie bądź taki niekoleżeński”. Taka postawa uczy dzieci agresji, bo ktoś im coś każe, a ono musi zrobić. Robi to, bo mama/tata kazali, a w nim samym aż się gotuje ze złości albo, co gorsza, bije ze złości koleżankę albo kopie co popadnie. Nie powinniśmy się złościć na dziecko w takiej sytuacji, bo jest niekoleżeńskie, bo nie chce pożyczyć wiaderka, bo to tylko nasz punkt widzenia, a dziecko ma swój i nie wiemy dokładnie, co nim kieruje. Zatem na siłę nie każ się dziecku dzielić zabawkami. To tak, jakby ktoś nam kazał pożyczyć lub oddać ulubioną sukienkę/książkę, do której jesteśmy bardzo przywiązani, koleżance z pracy. Prawda, że niektórym mogłoby się to nie spodobać i byłoby to trudne do wykonania? A my dziecku coś nakazujemy i jeszcze się złościmy jak tego nie zrobi. Powinnyśmy raczej powiedzieć: ‘”widzę ze jesteś zły i rozzłoszczony, bo dziewczynka chciała Ci zabrać Twoje wiaderko. Nie musisz jej go dawać, jeśli nie chcesz i nie masz na to ochoty” – takie nasze zachowanie to akceptowanie uczuć dziecka i okazywanie szacunku dla jego indywidualności. Dziecko nie poczuje się wtedy źle, nie będzie się złościć, kopać – będzie natomiast wiedzieć, że szanujesz jego zdanie i masz szacunek jak wyraża uczucia, które nie do końca pochwalasz.


3.PRAWO DO WYPOWIADANIA WŁASNYCH OPINII, BEZ KONIECZNOŚCI ICH UZASADNIANIA
„Dlaczego złościsz się na brata, no powiedz dlaczego, dlaczego powiedziałeś że nie chcesz się z nim bawić? Czemu milczysz? Mówię do ciebie!” Jeśli nasza pociecha powie nam, że nie chce bawić się z bratem – uszanujmy to. Dziecko nie musi mieć ochoty, na to, co my byśmy chcieli albo nam się wydaje, że ono, by chciało. Powiedzmy w takiej sytuacji: „Rozumiem, że nie chcesz bawić się z bratem. Masz swoje powody, szanuje je. Jak będziesz chciał o tym porozmawiać, jestem obok w pokoju, a tymczasem możesz bawić się sam”. Dzięki takiemu podejściu Twoje dziecko nie będzie się w przyszłości bało wyrażać swoich potrzeb i opinii.


4.PRAWO DO PODEJMOWANIA WŁASNYCH DECYZJI I RADZENIA SOBIE Z ICH SKUTKAMI
Jeżeli dziecko wybierze sweterek zamiast kurtki na popołudniowy spacer i mocno się z Tobą o to awanturuje, odpuść, pozwól mu na ten sweterek i powiedz, że to jest jego własna decyzja, a jak będzie mu zimno, będzie musiał wytrzymać. Nauczysz go wtedy podejmowania własnych decyzji i radzenia sobie z ich konsekwencjami. Jak będzie mu zimno podczas spacerku zauważysz, że to był zły wybór, ale będzie musiał wytrzymać, bo taka podjął samodzielna decyzje. Nauczysz go tym, że każda podjęta przez niego decyzja będzie miała swoje konsekwencje, czasem też te złe, ale uczysz tym dziecko brania odpowiedzialności za własne czyny i wybory, a nie spychania odpowiedzialności na innych.


5.PRAWO DO NIEWIEDZY NIEROZUMIENIA/PROSZENIA O POMOC
„Jak możesz nie wiedzieć jak robią krówki albo gdzie odlatują ptaki na zimę?” czy „Znowu nie zawiązałeś butów. Ile jeszcze razy mam Cię tego uczyć?” Przykładów można mnożyć wiele. Dziecko ma też prawo czegoś nie wiedzieć, a nam nie wolno się na nie złościć. W dorosłym życiu nasza pociecha może nigdy nie umieć prosić o pomoc ze strachu, że ktoś na nie nakrzyczy albo wyśmieje za niewiedze. Pomagajmy raczej dziecku odkrywać pewne rzeczy jeszcze raz. Pokażmy jak robią te krówki i powiedzmy, że ptaki odlatują na zimę do ciepłych krajów. Pomóżmy po raz setny zawiązać buciki, ale zróbmy to z pomocą samego dziecka. Dzięki temu nasza pociecha zawsze będzie przychodziła do nas prosić o pomoc, a w dorosłym życiu nie będzie bała się o nią prosić innyc


6.PRAWO DO POPEŁNIANIA BŁĘDÓW
Znowu zrobiłeś to źle, daj zrobię to za Ciebie. Gapa z ciebie” – zapewne częsty scenariusz. Denerwujemy się na dzieci, bo robią coś za wolno, bo robią źle, a my zamiast nauczyć je jak robić poprawnie krzyczymy, złościmy się albo, co gorsza, wyręczamy. Pamiętajmy jednak, my też popełniamy błędy i nie lubimy jak wtedy ktoś na nas krzyczy. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką i naturalną i taką wiedzę powinnyśmy przekazywać naszym dzieciom.


7.PRAWO DO ODNOSZENIA SUKCESÓW
Pozwólmy dziecku zrobić coś samemu. Pozwólmy wystąpić w przedstawieniu, wziąć udział w konkursie – nawet jeśli nie wierzymy w jego wygraną. Wspierajmy go w jego zmaganiach, dajmy odnieść sukces. Nic nie jest dla dziecka większą nagrodą niż pochwała, nawet za te małe sukcesy życiowe.


8.PRAWO DO ZMIANY ZDANIA
Tak jak i my, dzieci również czasem zmieniają zdanie. Nie złośćmy się, kiedy nasza pociecha nagle powie, że chce zostać w domu, a my już stoimy ubrani przy drzwiach i gotowi do wyjścia. A może po prostu coś ją rozbolało, albo przypomniała sobie o jakiejś nowej zabawie?Nie mówmy, że jest niezdecydowane, bo dziś siedziało w ławce z Kasią, a wczoraj z Antkiem – ma prawo zmieniać zdanie i kieruje się w tej zmianie jakimś swoimi wewnętrznymi powodami – zupełnie jak my dorośli.


9.PRAWO DO PRYWATNOŚCI
Dajmy dziecku prywatność. Pukajmy jak wchodzimy do niego do pokoju, nie czytajmy pamiętników, nie śmiejmy się, kiedy nagle zacznie wychodzić do drugiego pokoju, aby się przebrać. Powiedzmy również dziecku, że nikomu, bez jego zgody nie wolno ruszać jego rzeczy osobistych. Uczymy tym samym tego, że nasze dziecko będzie szanowało czyjąś prywatność.


10.PRAWO DO BYCIA ASERTYWNYM
Prawo najważniejsze. Dajmy prawo swojemu dziecku do nauki bycia asertywnym już od najmłodszych lat. Tłumaczmy mu, jakie ma prawa i jak może z nich korzystać. I przede wszystkim pozwólmy dzieciom być asertywnymi.


Jak widzisz prawa asertywności mogą również służyć dzieciom, a nie tylko dorosłym. Mogą pomóc w ich rozwoju oraz w lepszym zrozumieniu świata. Dlatego asertywności powinno się uczyć dzieci już od najmłodszych lat. A jeśli sam nie jesteś asertywny, mamy dla Ciebie dobrą wiadomość. Można jej się nauczyć w każdym wieku, przy odrobinie chęci i czasu. Bo będąc samemu asertywnym najlepiej nauczysz asertywności swoje dzieci!

Kamila Przypis

UZALEŻNIENIA, WSPÓŁUZALEŻNIENIA, MOLESTOWANIE

Okaleczenia, które nie zostawiają szram na ciele, ale głęboko ranią duszę. Trudno o nich mówić otwarcie, bo powodują poczucie wstydu albo poczucie winy.

Osoby, które mają trudności z stworzeniem udanego związku, powinny głęboko się zastanowić czy nie były ofiarami molestowania. Nie do końca zdajemy sobie sprawę, jaki wpływ na nasze życie mogą mieć takie doświadczenia oraz co może być uważane za molestowanie.....

Wiele osób doznało molestowania, często nie uświadamiając sobie tego, że przekraczanie pewnych granic jest naruszeniem intymności. Formą molestowania jest brak szacunku do ciała drugiej osoby taki jak poklepywanie, obmacywanie jak również wyśmiewanie i szydzenie - to rani psychikę i powoduje niewłaściwe podejście do sfery seksualnej ( od zablokowania po rozwiązłość).

Molestowanie seksualne to przekroczenie granic naszej intymności, granic których nikt nie ma prawa naruszać. Często nie widzimy wielu zachowań, które okaleczają sferę intymną. Mężczyźni, którzy nie radzą sobie z własnym popędem seksualnym, rozładowują go w różny sposób (niestety akceptowany w naszym społeczeństwie). Ojcowie, wujkowie, dziadkowie, sąsiedzi naśmiewający się z piersi dorastającej dziewczynki (nazywając je różnymi epitetami) lub obmacujący ich piersi tak, jak by mieli do tego prawo. Obrzydliwe teksty typu „ dupeczki”, „ suczki” sprowadzające kobiety do rangi przedmiotu, zabawki seksualnej. Przerażające jest to, że dorosłe kobiety, będąc świadkiem takich sytuacji nie reagują na zachowania mężczyzn, często nawet wobec własnych dzieci. Takie zachowania nie są normalne.

Inną formą naruszania granic jest brak szacunku dla intymności poprzez nieodpowiednie warunki w których, młoda osoba nie ma możliwości w swobodny sposób zadbać o swoje potrzeby fizjologiczne i higieniczne.
Należy także wspomnieć o osobach, których podniecają patrząc na dorastające dziewczęta. Takie spojrzenie jest skrzywdzeniem. Tak wiec krzywdzić możemy tylko patrząc na tę młodą istotę z intencją, że chciałoby się z nią pójść do łóżka. Tę energię się czuje i jest ona obrzydliwa, chce się przed nią uciec.

Wiele kobiet jeszcze, jako dziewczynki doświadczyło molestowania seksualnego. Ten fakt ma ogromny wpływ na późniejsze relacje z mężczyznami i życie seksualne. Jeśli pierwszym doświadczeniem seksualnym było molestowanie, może to odbijać się to na budowaniu związków lub/ i pożyciu erotycznym.

Jeśli uświadomimy sobie, że byłyśmy ofiarami molestowania to warto o tym porozmawiać z bliskim nam kobietami. Może się okazać, że molestowanie w tej rodzinie jest wielopokoleniowe. Warto się od tego uwolnić by nie kontynuować tego przez kolejne pokolenia oraz by nie wpływało ono na obecne relacje.

Doświadczenie molestowania jest trudne, jest jak cierń w naszej psychice. Czasem nie rozumiemy dlaczego nasze życie nie układa się po naszej myśli, czemu nie mamy udanych związków, a przyczyna może tkwić w molestowaniu. Warto sobie to uświadomić, uwolnić się od nieracjonalnego poczucia winy i wstydu. Wewnątrz czujemy, że to co się zdarzyło było bolesnym doświadczeniem. Jeszcze trudniej jest wtedy, kiedy nasi bliscy, będąc świadkiem takich wydarzeń, nie potrafili nas ochronić, często nie zdając sobie sprawy z tego, że dzieje się coś niewłaściwego, co nie miało prawa nigdy się zdarzyć.

Bądźmy świadomi i nie pozwalajmy by inni ranili nasze dzieci, wyśmiewając, poniżając ich rozkwitające ciała, a już na pewno reagujmy, gdy ktoś rości sobie prawo, by dotykać, poklepać, pozaglądać, posprawdzać, bez względu na to, czy nasze dzieci mają lat 5, 10 czy 17 lat. Zadbajmy o ich prawo do intymności i stwórzmy warunki by mogło wzrastać bez bolesnych doświadczeń molestowania.
Bądź rodzicem, który jest czujny i chroni swoje dziecko.

Marzena Banasiewicz
http://www.akademialiderow.pl/kadra/mgr-marzena-banasiewicz.html
W tym artykule pragnę przybliżyć problem uzależnień, które w dzisiejszym świecie są zjawiskiem dość powszechnym. Jedne są nam doskonale znane jak uzależnienia od substancji o innych nie wiemy, że są uzależnieniem. Przybliżę, na czym polega uzależnienie, jakie mity krążą na temat picia, jak również, w jaki sposób bliscy wspierają osobę uzależnioną oraz o rodzajach uzależnień.

Uzależnienie jest to stanie umysłu, który przejawia się ciągłym myśleniem o substancji, która pozwoli poczuć się lepiej, dostarczy dodatkowej energii i będzie źródłem przyjemności. Zachowanie jest powtarzalne, a osoba uzależniona nie może przestać tego robić, czuje bardzo silny wewnętrzny przymus.

Wyobraźmy sobie osobę, która cokolwiek robi ciągle ma z tyłu głowy myśl - jak stąd wyjdę to wreszcie się napiję, wreszcie się odprężę. Wytrzymuje np. osiem godzin w pracy a po wyjściu z niej kieruje swoje kroki prosto do punktu, gdzie może zaspokoić swoje pragnienie. Każdy jej dzień ma podobny scenariusz a przymus jest tak silny, że nie potrafi się powstrzymać, łamie obietnice dane sobie i bliskim, przestaje kontrolować własne zachowanie a zaczyna manipulować ludźmi by robili za nią to, czego ona z powodu picia robić nie może, reorganizuje swoje życie po to, by móc pić i ponosić jak najmniej konsekwencji swojego postępowania; zmienia swój styl życia, system wartości i przekonań, rezygnuje z czynność, które przeszkadzają w piciu, często zmienia także towarzystwo.

Krąży wiele mitów o alkoholizmie. Jeden z nich dotyczy myślenia, że alkoholik to osoba z marginesu społecznego (pijak spod sklepu). Jest to błędne myślenie. Jak pokazują badania coraz częściej alkoholizm dotyczy biznes klasy. Osoby, które stać na markowy alkohol, zajmują wysokie stanowiska, które upijają się dwa razy w tygodniu do nieprzytomności (lub częściej), bo nie panują nad ilością wypitego alkoholu są w grupie wysokiego ryzyka! Każde upicie do nieprzytomności kończące się urwanym filmem, codzienne popijanie nisko procentowych alkoholi też prowadzi do uzależnienia. Drugi mit dotyczy częstości picia, uważa się powszechnie, że tylko osoba, która pije codziennie ma problem. Alkoholikiem może być także osoba, która pije tylko raz w roku, ale jej myślenie krąży nieustannie wokół tego, kiedy ten dzień nastąpi. Uzależnienie wiąże się ze stanem umysłu i wewnętrznym przymusem do zaspokojenia potrzeby w sposób najbardziej efektywny.

Bez względu na to ile by się mówiło o uzależnieniach, pisało to nadal istnieją ludzie, którzy nie wiedzą, że ich bliscy mają problem. Czasem nie mówią, bo to wstyd, ale bywa też tak, że osoby wychowane w domach alkoholowych nigdy nie usłyszały, że matka lub ojciec jest np. alkoholikiem. Istniejąca w domu sytuacja została owiana tajemnicą tak jakby jej nie było – nazywamy to zjawiskiem "hipopotama w pokoju stołowym". Bliscy wiedzą, że coś jest nie tak, ale udają, że jest wszystko w porządku.

Wyobraźmy sobie osobę, która pije regularnie, szuka okazji do świętowania i często znajduje ją wraz z towarzystwem do picia. Czuje wewnętrzny przymus, by zaspokoić swoją potrzebę i chce doświadczyć stanu odprężenia w całym swoim ciele, chce zapomnieć. O czym? Z tego sobie nie zdaje sprawy, a tak na prawdę nie chce sobie tego uświadomić. Często za uzależnieniem kryje się nieuświadomiony ból psychiczny.

Trzyma się wymówek typu „miałem trudny dzień”, „ktoś” lub „coś” go zdenerwowało, nadarzyła się okazja i nie mógł za nic odmówić, bo było by to źle odebrane – zaczyna żyć w świecie własnych iluzji wierzyć w to, co mówi! Czemu tak się dzieje? Bo pomyślenie o sobie jestem alkoholikiem jest bardzo trudne. Przyznanie się, wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za siebie. Alkoholik jest osobą, która ma świetnie urządzony świat i często nie ponosi konsekwencji swojego postępowania. Ma sztab ludzi wokół siebie, które zadbają by był czysty, by miał co zjeść, ma go kto sprzątnąć z ulicy, kiedy trzeba i zapewnić mu alibi w pracy, gdy nie jest w stanie do niej iść. Jak on ma zauważyć, że w jego życiu jest coś nie tak? Bliscy osoby uzależnionej powinni sobie uświadomić, że gdy nie pozwalają by alkoholik zaczął odczuwać konsekwencje swojego postępowania na własnej skórze to tak jakby wbijali mu bardzo powoli gwoździe do trumny.

Oglądałam wywiad z AA, który w ten sposób opowiadał o wyjściu z nałogu. Któregoś dnia żona po spotkaniu w poradni poinformowała go, że ma dosyć jego picia i od dzisiejszego dnia nie będzie go w tym wspierać. Co on zrobił - poszedł się napić, a gdy rano powiedział do niej zadzwoń do pracy i powiedz, że mnie nie będzie odpowiedziała - sam sobie zadzwoń. Co zrobił - znów się upił, gdy pojechała do ojca na urodziny zapytana gdzie ma męża, wsadziła ojca do samochodu i przywiozła go do domu i pokazała, w jakim stanie jest. Gdy sąsiad przyszedł pożyczyć wiertarkę też skierowała go do pokoju gdzie leżał nieprzytomny. Była bardzo konsekwentna w swoim postanowieniu. Niedługo wyprowadziła się od niego. Gdy już wszyscy wokół dowiedzieli się, że jest alkoholikiem, stracił pracę, ocknął się w kilku nieprzyjemnych miejscach i zechciał coś ze sobą zrobić, bo zauważył, że ma problem. Bo do tej pory całą odpowiedzialność za niego brała jego żona. Dbała o jego wizerunek na zewnątrz, załatwiała alibi, by nie stracił pracy, kłamała przed rodziną i znajomymi. On był więźniem alkoholu, a ona więźniem jego. Trzeba sobie zadać pytanie czy wspierając osobę uzależnioną pomagam czy też tak naprawdę szkodzę? Dlaczego to robię?

Wg. Bohdana Tadeusza Woronowicza osoby uzależnione możemy podzielić na dwie grupy - pierwsza to łowcy nagród osoby, które drażnią lub pobudzają ośrodek przyjemności w mózgu poprzez różne uzależnienia (typu alkohol, seks praca) robią to, by poczuć się fajnie. Drudzy to osoby poszukujące ulgi – czują się źle, maja niskie poczucie własnej wartości, są w ciągłym dołku psychicznym, dlatego zażywają substancje by poczuć się lepiej, by wyjść z tego stanu, choć na chwilę.

Okazuje się, że gdy przekracza się granicę uzależnienia (od alkoholu, seksu, pracy itd.) nie jest ono już źródłem radości, staje się powodem cierpienia, przed którym chce się uciec.

Rozwój cywilizacyjny oprócz typowych uzależnień od substancji przyniósł nam uzależnienia psychiczne i fizyczne, które przez Światową Organizację Zdrowia zostały nazwane zależnościami. Co kryje się pod tym terminem np.:

  • uzależnienie od wiedzy, kiedy chodzimy na różnego rodzaju szkolenia, warsztaty, mamy ukończone kilka fakultetów, a nie wykorzystujemy tej wiedzy w praktyce;
  • uzależnienie od religii, kiedy staje się jedyną inspiracją do życia;
  • uzależnienie od pracy, kiedy pochłania zbyt dużo czasu i staje się miejscem, bez którego nie potrafimy funkcjonować;
  • uzależnienie od seksu, kiedy potrzeba rozładowania napięcia seksualnego jest tak silna, że nie panujemy nad tym, z kim i w jakich okolicznościach dochodzi do zbliżenia byle tylko na chwilę pozbyć się tego uczucia;
  • uzależnienie od sukcesu, kiedy własną wartość mierzymy osiągniętymi sukcesami, które i tak nas nie cieszą;
  • uzależnienie od ludzi, kiedy nie potrafimy samodzielnie funkcjonować, a brak drugiej osoby pozbawia nas sensu życia itp.

Uzależnienie wiąże się ze stanem umysłu, w którym osoba odczuwa silny przymus, żyje w świecie własnych iluzji i zaprzeczeń, rozładowuje narastające w sobie napięcie, zaspokaja nieuświadomiony ból psychiczny, następuje powtarzalność tego zjawiska oraz brak kontroli nad własnym zachowaniem.

Marzena Banasiewicz
http://www.akademialiderow.pl/kadra/mgr-marzena-banasiewicz.html

Zagadnienie współuzależnienia jest ściśle związanie z przebywaniem w otoczeniu osoby uzależnionej. Cechami współuzależnienia dotknięta jest duża część naszego społeczeństwa. Postaram się przybliżyć, na czym polega współuzależnienie, jaki ma wpływ na dorosłe życie oraz jakie uzależnienia i zachowania bliskich mogą powodować powstanie wzorca współuzależnienia.

Opowiem przypadek kobiety - ma 30 lat, samodzielna, wykształcona od lat mieszkająca poza domem, przyjechała odwiedzić rodziców. Informacje o tym, że ojciec może wrócić pijany pojawiła się tego dnia. Z godziny na godzinę stawało się to coraz bardziej pewne. Siedziała w fotelu, była zajęta rozmową, ale ciągle czuła narastające w sobie napięcie, zagubienie i poczucie bezradności. Pojawiło się też uczucie złości, lecz nie wiedziała, dlaczego się tak dzieje. Nic ją przecież nie łączyło z domem rodzinnym, na ile mogła odcinała się od niego, nie obchodziło ją to, że ojciec pije. Uważała się jednak za kogoś gorszego, nieprzystosowanego do życia czy w wieku młodzieńczym czy dorosłym życiu. Starała się być zawsze odpowiedzialna i uważała, że jest za poważna, brakowało jej spontaniczności i nie potrafiła nawiązać dobrych relacji z płcią przeciwną. Chwilę przed tym nim ojciec wszedł do domu kompletnie pijany złapała te uczucia. Uświadomiła sobie, że na tym fotelu od kilku godzin nie siedziała dorosła 30 letnia kobieta, tylko mała zagubiona dziewczynka oczekująca na to, co się dziś wydarzy. Sparaliżowana strachem, bezradna, z poczuciem, że nie potrafi nic z tym zrobić. Najgorsze było to oczekiwanie!

Te automatycznie załączające się mechanizmy są tak silne, że nie uzmysławiamy sobie, że jesteśmy na innym etapie życia, że to już inny czas i nadal ulegamy dziecięcym emocjom. Zjawisko to zostało nazwane współuzależnieniem. Polega ono na tym, że osoba współuzależniona ma poukładany świat wokół osoby uzależnionej. Nie ważne jest to, że już od dawna nie mieszka w domu rodzinnym, że ma własne życie, że odcięła się od przeszłości i kiepskiego dzieciństwa. Niestety ten zbędny bagaż zabiera ze sobą w dorosłość. Współuzależnienie powstaje wtedy, gdy mamy do czynienia z następującymi elementami;

  1. Silnie objawiające się zjawisko - jakim jest uzależnienie
  2. Bliskość tego zjawiska - jesteśmy skazani na obcowanie z osobą uzależnioną, bo jesteśmy dzieckiem, partnerem, współpracownikiem, sąsiadem
  3. Niemożność poradzenia sobie z uzależnieniem tej osoby – bo co może zrobić dziecko z pijącym rodzicem?
  4. Przystosowanie się do tego zjawiska jakim jest np. alkoholizm w domu - opracowanie całej strategii zachowań, by się nie narazić i móc funkcjonować
  5. Powstaje w wyniku tego choroba lub stan chorobopodobny (w wyniku tego, że jest się narażonym na silne stany emocjonalne, dana osoba wykształca w sobie cechy, które pozwalają jej przetrwać w takim domu, ale tak naprawdę są one dla niej bardzo destrukcyjne). Można to porównać do uniformu z szeregu różnych cech i zachowań, który z jednej strony chroni przed osobą uzależnioną (np. zamrożenie uczuć), a z drugiej upośledza funkcjonowanie w świecie zewnętrznym (osoba nie odczuwa własnych uczuć, często nie potrafi ich nazwać, a jak czuje to nie do końca ufa temu, co czuje). W efekcie może prowadzić do tego, że czuje się gorsza, inna, nieprzystosowana.

Wyobraźcie sobie układankę pt. dom z uzależnieniem, osoba współuzależniona to jeden z elementów tej układanki (pojedynczy puzzel), który wciska się na siłę do innych układanek (np. praca, własna rodzina, związek). Mimo dużej umiejętności przystosowawczych osoby współuzależnione mogą czuć się wyobcowane w nowym środowisku, mogą odczuwać w sobie pustkę, mogą mieć silne poczucie kontroli nad własnym życiem, a każda zmiana może wiązać się ze stresem. To, co przeżywają dzieci alkoholików nazywamy syndromem Dorosłych Dzieci Alkoholików. Jest to zespół cech, które ujawniają się w dorosłym życiu, a powstają na skutek wieloletniej traumy i życia w napięciu.

Osoby z cechami współuzależnienia, często nie wiedzą o tym, że gdy ich bliscy są osobami uzależnionymi ma to ogromny wpływ również na ich życie i funkcjonowania. W dorosłym życie zachowują się tak jakby nadal nie mieli wyboru tak jak w dzieciństwie, a mają go, bo są dorośli. Sama świadomość czasem daje inne spojrzenie na dotychczasowe życie. Należy zacząć od przyznanie się przed sobą mój ojciec, moja matka nałogowo pili.

Wg badań PARPA tylko 77 tysięcy dzieci alkoholików otrzymuje pomoc w placówkach socjoterapeutycznych. Potrzeby w tym zakresie są dziesięciokrotnie większe. Dotyczą również dorosłych pochodzących z domów, gdzie była przemoc psychiczna czy fizyczna, gdzie uzależnieniem była, praca, hazard, narkotyki, leki, gdzie panowała oziębłość emocjonalna - u nich także wykształciły się cechy współuzależnienia.

Współuzależnienie ściśle wiąże się z obcowaniem z osobą uzależnioną i podporządkowaniem jej swojego życia i funkcjonowania. Co powoduje brak wybudowania własnej tożsamości, życie, życiem osoby uzależnionej, wybudowanie w sobie cech i zachowań, które chronią przed osobą uzależnioną, ale utrudniają funkcjonowanie w dorosłym życiu.

Marzena Banasiewicz
http://www.akademialiderow.pl/kadra/mgr-marzena-banasiewicz.html

DDA - zespół wzorców kojarzonych z dziećmi alkoholika, jednak na tyle popularnych, że trudno znaleźć osobę, która by nie posiadała choć kilku tych cech. Cechy DDA porównałabym do obroży czy też pancerza, który tak długo nosimy, aż wrasta nam w skórę i już nie czujemy, że to coś odrębnego od nas.

Wzorce te sterują życiem, myślami, reakcjami, działaniami, emocjami, a posiadająca je osoba jest przekonana, że to ona kieruje swoim życiem. Oczywiście ta obroża nie jest niewyczuwalna, ona uwiera, gniecie, tylko trzeba chcieć to zobaczyć. Szczególnie „uwiera” w relacjach, nie tylko tych partnerskich, ale wszystkich, ponieważ uniemożliwia wejście w bliską, zdrową relację z ludźmi.

Warto spojrzeć na to zagadnienie z szerszej perspektywy uwolnień od wzorców i scalania, ponieważ wzorce DDA uniemożliwiają kontakt z samym sobą nawet na poziomie osobowym, napakowana wzorcami podświadomość filtruje rzeczywistość tak, że bardzo ją zniekształca.
Wszystkie informacje można znaleźć w Internecie, od siebie dodam, że:
- DDA wiąże się najczęściej (o ile nie zawsze) ze współuzależnieniem.
Współuzależnienie to uzależnienie od osoby uzależnionej, ale to nie musi być alkoholik, może to być ktoś z problemami, ktoś o cechach DDA, DDTR itd., mowa tu o zależności od czyichś przeżyć, emocji, doznań, o życie cudzym życiem. Jednak DDA wcale nie uważa, że żyje cudzym życiem, taka osoba uważa, że pomaga i wspiera.
- DDA ma poczucie misji, lojalności, poświęcenia.

 Poza tym DDA cechują:
- niskie poczucie wartości i dowartościowywanie się przez „pomaganie” innym,
- nieumiejętność kochania siebie, wieczne poczucie niedosytu, niezadowolenia,
- nieumiejętność zajęcia się sobą, swoimi problemami, swoim życiem,
- wypieranie, bagatelizowanie swoich problemów,
- pragnienie kontroli wszystkiego i wszystkich. DDA „wie”, jak kto ma żyć, postępować, działać w każdej sytuacji. Jedyną rzeczą, jakiej DDA nie wie, to: jakie jest? Co lubi, a czego nie? Co czuje? Czego by chciało? Taki człowiek o innych wie wszystko, bo cała jego uwaga jest przerzucona na innych, a niskie poczucie własnej wartości i wypieranie nie pozwala zobaczyć mu siebie prawdziwego i dostrzec swoich problemów.
 - W związku z tym, co powyżej, DDA nie umie przyjmować krytyki, nawet słusznej, konstruktywnej. Po pierwszym odruchu będzie ją zawsze traktować jak atak. DDA nie przyzna się do błędu, nie przeprosi, bo ono WIE, dlatego tak trudno dotrzeć do niego, bo ono widzi, co chce widzieć, słyszy, co chce słyszeć, i rozumie wszystko tak, jak chce, czyli żeby pasowało do jego przekonań.
- Wzorce DDA zaślepiają, stają się pewnego rodzaju filtrem, przez który patrzy na życie. DDA zamiast żyć – REAGUJE.
- DDA cechuje rozchwianie emocjonalne, ono żyje emocjami, boi się ich, nie umie ich przeżywać, wypiera niektóre (takie jak złość). Emocje oczywiście nie są złe, dają wskazówki, ale kiedy zaczynają człowiekiem rządzić, zaciemnia się perspektywa postrzegania świata.
- DDA często nosi maskę, udaje, że jest dobrze i się uśmiecha, a wewnątrz jest spięte i kontroluje.
- DDA nie potrafi wchodzić w zdrowe relacje – albo się dystansuje, polega tylko na sobie, albo się na kimś zawiesza. Często na przemian wpada ze skrajności w skrajność, raz trzyma kogoś na dystans, innym razem nadmiernie na kimś polega.

Gdy zapoznamy się z charakterystycznymi dla DDA cechami, poczytamy artykuły, zauważymy ogrom tematu, zaczynamy mieć tego dość. To bardzo dobry objaw. Kiedy zaczynamy mieć czegoś dość, zaczyna nas to męczyć – wtedy pojawiają się warunki do zmiany. Jesteś zmęczony/a, to puść te wzorce, puść DDA. One są potwornie męczące, ale jak długo zgadzamy się je nosić, tak długo je nosimy, za naszą zgodą chodzimy z takim „garbem” wykrzywiającym rzeczywistość.
Może zmęczenie oznacza gotowość, by puścić, zostawić to wszystko za sobą?
Ja, kiedy tak naprawdę wzięłam się za DDA, byłam nie tylko zmęczona, ale przede wszystkim zdeterminowana, wiedziałam, że już dłużej nie dam rady tak „żyć” i zrobię WSZYSTKO, żeby uwolnić się od DDA, dosłownie wszystko, wypróbuję każdą metodę i sposób, ale uwolnię się.
Bo to nie życie, tylko wegetacja, to takie bycie marionetką – żyje się, reaguje, widzi przez wzorce, nic nie jest prawdziwe.

Wzorce DDA wprowadzają chaos, dezorientują, to dlatego, kiedy zaczynamy się w nich zagłębiać, wszystko wydaje się motać, bo to jest siatka połączonych kodów, tworzących cały mechanizm. To są jednak pozory, zajmowanie się tym, czyli uświadamianie sobie, nazywanie, rozumienie, puszczanie, zmiana na nowe, to działa tylko na samym początku, nie od razu widać oszałamiające efekty, ponieważ to jest proces przebijania się przez skorupę.

Jednym z wzorców DDA jest: „nie chce mi się”, wpadanie w stagnację – „nie podoba mi się tak, ale nie chce mi się zrobić nic, żeby było inaczej” – to dodatkowo utrudnia proces uzdrawiania. Jednak to dla nas nic nowego, takie czy inne kody są po to, żeby się od nich uwalniać i iść dalej.

Pisałam to już przy różnych okazjach, ale powtórzę i będę powtarzać do znudzenia:
trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie, swój rozwój, życie. Wziąć na siebie uwolnienie od wzorców DDA. Nie robić tego z przymusu, bo ktoś kazał. Nie patrzeć na to, co inni robią czy powiedzą, bo to jest odwracanie swojej uwagi od sedna sprawy, ale trzeba zwrócić się do siebie, do wewnątrz. Patrzeć na wszystko od swojej strony: dlaczego tak zareagowałem/am? Dlaczego to się stało/rozegrało w ten sposób? Co to dla mnie znaczy? Co ja czuję i dlaczego? Bo kluczowe jest to, co ja czuję. I zaraz potem: a co chciałbym/chciałabym czuć? I to jest kierunek, do którego powinno się dążyć.

NikodemMarszalek.pl

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.
http://artelis.pl/artykuly/52887/DDA-wstep
Czlowiek z aktywnymi wzorcami DDA jest marionetką tych wzorców, reaguje w wyuczony, schematyczny sposób na sytuacje: tu nie ma samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji. Jest wewnętrzne spięcie i impulsy zmuszające, by działać, myśleć i czuć tak, a nie inaczej. Wzorce DDA to maska, której podtrzymywanie kosztuje bardzo dużo energii, jaką można by poświęcić na uzdrawianie, uwalnianie.

Wzorce DDA blokują osobowość, dezorientują, ale z czasem – kiedy zaczynamy się im przyglądać – zaczynamy rozróżniać, co jest wzorcem, a co nami, co reakcją, a co decyzją. Trzeba świadomie się przyglądać, bez wyłączania uczuć, a nie zimno analizować. Brak odczuwania może wydawać się łatwiejszy, ale jest to pułapka, bo głową analizujemy, a skąd mamy wiedzieć, o co nam chodzi, jak to zrozumieć? Żeby jednak rozróżniać i zacząć uwalniać DDA, trzeba wiedzieć, na co zwracać uwagę.

Przy obserwacji i rozróżnianiu warto zwrócić uwagę na:
1. Powinności DDA.
2. Oczekiwanie porażki.
3. DDA zgaduje zachowania – co jest normalne?
4. Poczucie bezpieczeństwa budowane na kontroli = odbieranie otwartości, bliskości jako zagrożenia.
5. Wkręcanie się w spiralę wzorców.
6. Świat bez zasad.
7. Związki DDA.
8. Bycie potrzebnym.
9. Przeżywanie złości.
10. Przebaczenie.
11. Poczucie własnej wartości.


1. Powinności DDA

„Powinnam, powinienem” – to ulubione słowo DDA, a co to w ogóle znaczy, że „powinnam”?
Znaczy to tyle, że nie mam w ogóle na coś ochoty, ale muszę to zrobić z różnych względów, między innymi z mojej wrodzonej, wewnętrznej „szlachetności”, poświęcenia itd.
„Powinnam/powinienem” jest to słowo, od którego DDA zaczyna wiele swoich wypowiedzi/myśli, gdyż żyje powinnościami. Powinność nie ma nic wspólnego z tym, co się naprawdę chce robić, z pragnieniami – to jest to, co się uważa, że należy robić. Z DDA jest tym trudniej, że taka osoba utożsamia powinności z tym, co chce. Stawia tam znak równości i nie zastanawia się, czy jest inaczej. Kiedy zaczynałam terapię DDA i dowiedziałam się o tych powinnościach, zaczęłam widzieć, w jakich sytuacjach i jak często używam tego słowa i było tego bardzo wiele. „Powinnam to, powinnam tamto” plus ortodoksyjne wymaganie od innych, by równie sumiennie wykonywali swoje powinności. Wtedy rozpoczęłam swoją przygodę z odnajdywaniem tego, czego chcę, co lubię, czego potrzebuję, a słowo „powinnam” postanowiłam usunąć z mojego słownika.
Przygoda z odkrywaniem, czego chcę, ma cały czas swoją kontynuację, uświadomiła mi to ostatnia sesja z Nikodemem w temacie kontroli wewnętrznej. Kontrola wewnętrzna to taki gorset przekonań, zobowiązań, ról przyjętych jako ważne na to wcielenie i które zobowiązaliśmy się pełnić.
To są właśnie takie powinności – oczywistości – dla nas, nad którymi się nie zastanawiamy. Tylko że w tym nie ma nas prawdziwych, nie ma tego, czego byśmy chcieli, ten gorset sztucznie nas trzyma, scala, żebyśmy funkcjonowali i trwali na baczność w przyjętych zobowiązaniach. Jest na tyle mocno zasznurowany, by „brak oddechu” nie pozwalał się zastanowić, czy to na pewno my; nie daje nam prawa do bycia sobą. Nic tak bardzo nas nie oddala od siebie samych jak życie powinnościami, które szczelnie oddzielają nas od naszych prawdziwych potrzeb i pragnień i nie pozwalają ich zobaczyć. Powinność odbiera tożsamość.
Kiedy zdejmiemy ten sztucznie podtrzymujący nas gorset, wszystko się rozpada, bo nic nas już nie trzyma, i wtedy możemy zobaczyć, czego tak naprawdę chcemy i jacy jesteśmy. Przyznam, że to spotkanie z samym sobą może być bardzo zaskakujące, ale daje poczucie wolności i radości, dalekie od starych „standardów” powinności.


2. Oczekiwanie porażki

Zespół wzorców DDA to taki program na osiąganie porażek, na niedobór i brak.
Jeżeli DDA wierzy, że nie jest wystarczająco dobre w związku, to z jednej strony wymierza sobie kary, bo nie zasługuje na to, żeby było dobrze, przyjemnie, lekko itd., a z drugiej strony dowartościowuje się i buduje swoją wyjątkowość na trudnościach życiowych („tyle zniosę, z tyloma rzeczami sobie radzę”).
DDA ma problem z osiąganiem zadowolenia (zdarza się tylko chwilowe), nawet jeśli coś się uda, zawsze jest za mało, za słabo, można było lepiej, fajniej, dłużej – DDA czuje wieczny niedosyt. Ma być perfekcyjnie (niska samoocena) i niezmiennie, co stwarza iluzję bezpieczeństwa. Dlaczego iluzję? Bo DDA wyrasta z przekonania, że kontrola może dać bezpieczeństwo i szczęście, że da się kontrolować coś takiego jak przepływ.
Kiedy w końcu zdarza się coś, co pokazuje, że kontrola zawodzi, cały plan bierze w łeb, a DDA czuje, że traci grunt pod nogami. Wyobrażenia są zawsze większe niż rzeczywistość.
Ten idealizm, niedosyt i parcie, żeby się działo, sprawia, że DDA nie może zaznać spokoju.
Chce mieć wszystko dograne, zaplanowane, zapięte na ostatni guzik, pragnie przewidzieć wszystkie możliwości, zabezpieczyć się, by nie zostawić miejsca na sytuacje nieprzewidziane – wszystko ma być pod kontrolą. Nie można spocząć, cieszyć się tym, co jest, tym, co się ma. Poczucie niedosytu ciągle pcha dalej, nie obiecując jednak, że na końcu tego biegu będzie zadowolenie. DDA wymyśla sobie idealistyczny, nierealny scenariusz, a potem wzdycha: „no tak, przecież mówiłem, że się nie uda...”.
DDA nie będzie zadowolone, bo nie umie być zadowolone z siebie, stan idealny jest nieosiągalny w wyśrubowanych standardach takiego człowieka, bo nie istnieje.
Idealny stan, jeśli tak można mówić, to dający spokój stan akceptacji, otwartości, przepływu, a w wersji DDA ideał to dążenie do ułudy, że można tak kontrolować życie, żeby było dokładnie tak, jak się zaplanowało.
Często słyszę wypowiedzi typu: „jak to załatwię, to już odpocznę” lub: „jak byś przestał robić to czy tamto, to miałbym już spokój”, „przez twoje pomysły nie mogę spać, denerwuję się”. DDA nie spocznie, póki cały świat nie będzie działał jak należy – czyli tak, jak ono sobie wymyśliło.


3. DDA zgaduje zachowania – co jest normalne?

DDA wychowało się w tak traumatycznych/toksycznych/dysfunkcyjnych warunkach, że ma słabe pojęcie o tym, jakie panują normy zachowań obyczajowych, grzecznościowych w codziennym życiu. To, co innym przychodzi naturalnie, bo wychowali się w zdrowym otoczeniu, dla DDA jest zawsze łamigłówką. Jak się zachować, co powiedzieć, jak zareagować, żeby było normalnie?
Stąd reakcje na pewne zdarzenia, emocje, zachowania u DDA są przesadzone i nieadekwatne lub zbyt zdystansowane, zimne. Wtedy otoczenie często sądzi, że albo DDA zwariowało, bo się za bardzo ekscytuje, albo że nie ma uczuć i jest socjopatą. Jednak we wnętrzu DDA wrze kocioł z emocjami i przeżyciami, który jest pod ciągłą kontrolą, by się z niego nie wylało. DDA pożytkuje masę energii, by trzymać swoje wnętrze na wodzy, przeprowadza ciągłe analizy swojego zachowania, reakcji. Nawet entuzjastyczna radość najczęściej jest wyreżyserowana. Na twarzy DDA widnieje maska spokoju, życzliwego uśmiechu, a w środku – wulkan, i tak sobie DDA trwa, aż dochodzi z jakichś względów do erupcji i wylania tłumionych emocji. Ponieważ te długo skrywane, odpychane, wypierane emocje, przeżycia kłębiące się w człowieku w końcu znajdują ujście – DDA wybucha. Można oczywiście temu zapobiec, nie bać się tak swoich emocji, nie traktować ich z przerażeniem, nie odpychać, tylko przeżywać na bieżąco, zrozumieć, przyglądać się im, ale nie utożsamiać się z nimi, DDA nie rozumie, że nie jest emocjami, które przeżywa. A przecież czuje złość, ale nie jest złe, czuje smutek, ale nie jest smutne – to jest naprawdę kolosalna różnica w podejściu.

DDA są osobami o tendencji do dużej otwartości na ludzi albo wycofania i zamknięcia. Albo poddają się pragnieniu bliskości niezaspokojonej w domu, albo pragnieniu ucieczki przed zranieniem i utrzymują dystans. Odnośnie moich przeżyć, zawsze miałam dużą otwartość na ludzi, często większą niż mieli oni, z czasem zaczęło mnie to onieśmielać, gdy widziałam ich dystans, bo odczytywałam to jako odrzucenie. Ale teraz widzę, że tym, czego mi kiedyś brakowało, jest poczucie własnej wartości – to oczywiste – ale też poszanowanie czyichś potrzeb, w tym przypadku potrzeby dystansu. Parcie i brak poczucia własnej wartości sprawia, że nie umiemy szanować cudzej przestrzeni. Jesteśmy tak skupieni na sobie i swoim kruchym wnętrzu, że nie widzimy szerszego kontekstu. Każdy człowiek ma przecież inne potrzeby i prawo do decydowania o swojej przestrzeni, trzeba zostawić ludziom przestrzeń na ich potrzeby i zaspokajać swoje.


4. Poczucie bezpieczeństwa budowane na kontroli = odbieranie otwartości, bliskości jako zagrożenia.

Żeby być z kimś blisko, doświadczyć prawdziwej miłości, trzeba się otworzyć, a żeby się otworzyć, trzeba zrezygnować z kontroli. Otwarcie na innych i na świat wymaga choćby najmniejszej utraty kontroli.
A co jeśli poczucie bezpieczeństwa jest zbudowane na tej kontroli, jest sztuczne, jest czymś na kształt protezy? Wtedy takiego człowieka ogarnia panika, traci grunt pod nogami, wszystko się chwieje. A prawda jest taka: gdy rezygnujemy z kontroli, spotykamy na naszej drodze odpowiednią osobę, z którą możliwy jest przepływ, zaczynamy w ogóle czuć, zaczynamy czuć bliskość, czuć to, czego chcemy. Często jednak strach, że staniemy się bezbronni – paraliżuje. Ten strach bywa tak wielki, że tracimy przytomność myślenia, widzenia rzeczywistości, wyrzekamy się radości z bliskości, podtrzymując iluzję poczucia bezpieczeństwa, zamiast budować autentyczne poczucie bezpieczeństwa.

Poczucie bezpieczeństwa jest trwałe i ugruntowane, kiedy oparte jest na ufności, nie zaś na czynnikach zewnętrznych, a kiedy budowane jest na kontroli, zależne jest od wszystkiego, wszystkich zmiennych, aspektów, osób, które się kontroluje lub wydaje się, że się to robi.
Kontrola daje nam iluzję bezpieczeństwa. Dlaczego iluzję? Bo wyrasta z przekonania, że kontrola może dać bezpieczeństwo i szczęście, że da się kontrolować coś takiego jak przepływ.
Kiedy w końcu zdarza się coś, co demaskuje kontrolę, DDA czuje, że traci grunt pod nogami i ucieka w popłochu, ale czy życie polega na uciekaniu?
Jak być sobą, poznawać siebie, kiedy odmawia się sobie prawa do zaspokajania potrzeb, kiedy się blokuje jedną z pierwotnych i naturalnych potrzeb przepływu i wymiany energii między istotami?
Uczucia, czucie nie są dla nas zagrożeniem, natomiast zagrożeniem jest wypieranie uczuć, odcinanie się od nich, bo zamykamy się w ten sposób na siebie, dezintegrujemy się. A uczucia są, nie znikają, kiedy odgradzamy się od nich murem, zagrożeniem jest to, że nie wiemy, co się dzieje wewnątrz nas. Przecież to, że udajemy, że czegoś nie ma, nie oznacza, że to zniknie, więc nie wiem, czemu w tym przypadku masowo stosowana jest ta metoda.

Tacy jesteśmy wrażliwi, mamy serca, czujemy – to my prawdziwi, nie wyrzekniemy się tego, że uczucia są integralną częścią nas samych. Możemy je za to przyjąć z miłością i akceptacją, otworzyć się na to, co wielokrotnie odpychaliśmy, scalić i pokochać jak wszystkie inne „części” siebie. Przepływ między istotami to naturalny stan istnienia, jak oddech dla ciała fizycznego. Oddech płynie – wdech, wydech – wymiana, przepływ między ludźmi, to się po prostu dzieje instynktownie, bez wysiłku. Ciekawe, co się po drodze stało, że zrezygnowaliśmy z płynięcia w żywym nurcie energii i postanowiliśmy go regulować, zmieniać, dopasowywać do wymyślonych schematów. Kiedy zdarza mi się czuć z kimś przepływ, jest to fascynujące i orzeźwiające, przyjemne, dające lekkość, radość, kontakt nie męczy, nie trzeba wkładać wysiłku energetycznego, bo nie ma blokad i oporu, kiedy natomiast nie ma przepływu, nie ma lekkości, bez obiegu energii trzeba jej więcej wydatkować, trudniej się rozmawia, trudniej o wzajemne zrozumienie. I mówię tu w ogóle o relacjach, interakcjach, nie tylko o tych partnerskich czy małżeńskich. Wszystkie kontakty lepiej się udają, gdy jest przepływ. Kiedy traci się kontrolę, strach odpada na tyle, żeby zauważyć różnicę, zaczynamy widzieć, jaki ciągły opór musimy pokonywać w codziennych relacjach, ile się zmagamy, męczymy, zamiast płynąć i przypominać sobie, kim jesteśmy.

NikodemMarszalek.pl

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.
http://artelis.pl/artykuly/52889/DDA---Najwazniejsze-problemy-wyzwania-i-tematy-do-pracy-cz.1-
W tej części artykułu opisuję mechanizmy:  wkręcania się w spirale wzorców DDA, strachu przed zmianami, wynikającym z dorastania w trudnych i nieprzewidywalnych warunkach, oraz o związkach DDA, a także o pragnieniu bycia potrzebnym. 5. Wkręcanie się w spiralę wzorców. DDA wciąga jak narkotyk, wkręca jak hazard - już chcesz to przerwać, już się bronisz, a stare mechanizmy pociągają za sznurki, aż znów je uwolnisz. Im szybciej się orientujesz, że się wkręcasz, tym szybciej możesz temu zaradzić, a z  czasem już nie dasz się w to wciągać. Niewkręcanie się nie zawsze jest wynikiem zerwania kontaktu, tylko wycofania się z kontaktu (rozmowy, przekonania, dyskusji, działania) opartego, napędzanego na wzorcach DDA.
Ileż to razy dajemy się wkręcać w rozmowy, o których wiemy, że nakręcają tylko spiralę złości i nieporozumienia. Ile razy prowadzimy dyskusje, po raz kolejny próbując kogoś przekonać do czegoś, do czego ten ktoś nie da się przekonać. Odgrywaliśmy setki razy te same sytuacje i wiedząc, jak się to zakończy, nie potrafiliśmy zachować się inaczej niż poprzednio. Coś pchało nas do tego, by postąpić właśnie tak, powiedzieć właśnie to i zrobić taką minę, a nie inną. Każdy z nas mógłby pewnie przytoczyć takie sytuacje ze swojego życia, pokazać, kiedy działa schematycznie. Dotyczy to szczególnie relacji rodzinnych, rodziców, rodzeństwa, a potem własnego partnera i dzieci. Ile ja takich rozmów „kierowanych” przeprowadziłam w życiu, starając się przekonać kogoś do tego, o czym ten ktoś kompletnie nie był przekonany. Ogromny wydatek energetyczny i nakręcenie. Taka sytuacja zaczyna się z pozoru spokojnie, choć w środku już wszystko świdruje, starannie dobieramy słowa, jeszcze nie widząc, że toczymy walkę na argumenty, aż wzorce już nas mają, emocje biorą górę i nawet jeśli nie kończy się to wybuchem, długo trzeba dochodzić do siebie energetycznie, człowiek jest rozbity, skołowany.
Kiedy odkryłam tę prawidłowość, czułam niemoc, wiedziałam już, kiedy to się dzieje, ale bezwolnie się temu poddawałam, czując bezradność wobec fali, która mnie niosła. Chcę wyjść, wycofać się, skończyć rozmowę, ale nie mogę, dalej stoję i mówię. I ulegałam temu tak długo, jak długo wewnętrznie, gdzieś w głębi podświadomości, czułam taką potrzebę, czułam jakąś przyjemność z tego („ale fajna jazda”), ale przyszedł moment, że już nie było przyjemności, że zmęczenie brało górę.
Bo to było jak walka rozbitka z morzem w czasie sztormu, rzucało mną na lewo, prawo, do przodu i do tyłu, a ja nic nie mogłam zrobić. A jednak mogłam! Zanim nauczyłam się nie reagować na zaczepki i prowokacje, to udawało mi się znaleźć tyle siły woli, by wycofać się z rozmowy w trakcie jej trwania, zanim się pogrążyłam i zaczęłam odczuwać silne negatywne skutki. To był pierwszy krok, potem przychodzi drugi – nie musisz wychodzić, żeby przerwać rozmowy, po prostu kończysz rozmawiać, zmieniasz temat i nie czujesz już negatywnych emocji w stosunku do tej osoby, sytuacji. Jeżeli te negatywne emocje jednak są, najlepiej spojrzeć w siebie, porozmawiać z duszą i uwolnić się. Przychodzi też kolejny etap, kiedy od razu dostrzegasz prowokację i możliwe wzorce i z uśmiechem z nich rezygnujesz, zanim na nie zareagujesz. Oczywiście nie jest to możliwe zawsze, stale spotykamy nowych ludzi i sytuacje, ale to jest już zupełnie inny poziom funkcjonowania, inny poziom relacji, kontaktów międzyludzkich.
Gdy rozluźnia się pancerz wzorców, widzimy coraz więcej, coraz więcej decyzji podejmujemy „my”, a coraz rzadziej są to reakcje na wzorce. Kiedy zauważasz, że rozmawiają wzorce, a nie ty sam, trzeba się zatrzymać, przyjrzeć temu i zacząć samemu mówić za siebie i rozmawiać na tematy, na które ma się ochotę, i z ludźmi, z którymi naprawdę chce się rozmawiać.


6. Świat bez zasad

DDA/DDTR dorasta w świecie bez stałych zasad i norm, w środowisku kompletnie nieprzewidywalnym, w którym rosnące dziecko nie ma się czego złapać i czuje się zagrożone. Dzisiaj wolno jedno, jutro drugie, w trzeci dzień za pierwsze dostaniesz burę, a za drugie lanie. To ciągła potrzeba bezpieczeństwa oraz zmaganie się z chęcią aprobaty najbliższych i ciągłe znoszenie ich dezaprobaty. Nawet jeśli dziecko nie doświadcza przemocy fizycznej, ta psychiczna i emocjonalna potrafi ranić jeszcze dotkliwiej i na dłużej. Dlatego dziecko próbuje znaleźć choć odrobinę stałości i pewności, a później ta stałość i pewność staje się substytutem poczucia bezpieczeństwa. Dlatego DDA boi się zmian, boi się, by było inaczej, przeraża je, że coś zmieni swój dotychczasowy porządek, bo to oznacza zagrożenie utraty tej stabilności, którą wypracowało. Życie w tak rozdygotanym świecie jest niezmiernie trudne, więc ścisła kontrola i pilnowanie rytuałów i powtarzalności pozwala przetrwać.
Jednak potem, w dorosłym życiu, ten plan na przetrwanie nie pozwala się rozwijać, zawęża widzenie/rozumienie do walki o przetrwanie. Nawet kiedy już tego nie pamiętamy i ten dziecięcy strach zepchnęliśmy gdzieś głęboko, on nadal jest, a program ochrony/przetrwania nadal funkcjonuje. Jako dorosłe osoby go nie potrzebujemy, powiem więcej, jeśli mamy dorosnąć, ten program ochrony trzeba zdezaktualizować i wyłączyć, bo będzie nam utrudniał życie, zamiast wspierać i pomagać. Wciąż będzie wracał do nas (w zupełnie już nieadekwatnych sytuacjach) lęk małego dziecka, że sobie nie poradzi, mimo że nie ma do tego realnych podstaw. Potem wielu rzeczy w życiu DDA/DDTR nie spróbuje, bo się ich boi, odruchowo mówi „nie”, choć chciałoby spróbować, kiedy jednak czuje znajomy niepokój, poddaje się, myśląc, że to intuicja, a to tylko stary program. Nierzadko wybiera coś w zamian, w zastępstwie, coś, co wydaje się w danej chwili bezpieczniejsze i mniej przeraża. DDA boi się wziąć odpowiedzialność za chęci i znaleźć siły, by je realizować, jest to obawa o zmianę rytuałów, znajomych zwyczajów. Taka osoba woli „bezpiecznie” pozostać w tym, co znajome, nawet jeśli nie jest to dla niej satysfakcjonujące. Tak się dzieje oczywiście do czasu, aż postanowimy zbudować prawdziwe poczucie bezpieczeństwa, prawdziwą zdrową samoocenę i zrezygnujemy wreszcie z kontroli, która blokuje nas lękiem, by sięgnąć po to, czego chcemy, spróbować nowych rzeczy, nowego życia na wolności.


7. Związki DDA

DDA/DDTR buduje związki – to jest dopiero ciekawa rzecz. Z pozoru wszystko może wyglądać dobrze, że kocha, że dba, że dla bliskich zrobi wiele albo wszystko, tylko że to dzieje się własnym kosztem, nie jest prawdziwe, to odgrywanie wizji związku/rodziny, jaką DDA ma w swojej głowie. DDA/DDTR ma WYOBRAŻENIE, a nie WIEDZĘ czy doświadczenie na temat tego, jak wygląda miłość, jak wygląda dobry związek, jak wyglądają bliskość, zwyczaje rodzinne, rozmowy.
Doświadczenia domu rodzinnego DDA/DDTR to nie sielanka, a trauma, więc marzeniem każdego DDA jest stworzyć „idealny związek/idealną rodzinę” i taką wizję tworzy w swojej głowie wraz z misternym planem, jak to ma wyglądać. Kiedy już znajdzie partnera, jak się wydaje odpowiedniego, zaczyna realizować ten plan, z klapkami na oczach podąża ku swojej wizji, nie zważając na nic, zwłaszcza na chęci i potrzeby partnera czy pozostałych członków rodziny. Cały plan DDA dotyczący idealnego związku i rodziny jest ograniczony jego wyobrażeniami, nie ma tu miejsca na niespodzianki, spontaniczność, zmiany, bo nie ma otwartości (wcześniejszy wpis o poczuciu bezpieczeństwa budowanym na kontroli).
Idea idealnego związku wydaje się DDA tak porywająca, że nie przyjdzie mu do głowy wprowadzić korekty w planach – bo po co? I to jest największa pułapka, ponieważ DDA nie zważa na zmiany w otoczeniu, w sobie, partnerze i nie koryguje planu pod te zmiany, tylko trzyma się sztywno wcześniejszych ustaleń, które – co ciekawe – poczyniło samo ze sobą, a nie z partnerem, rodziną.

Wiec tak naprawdę gdzie tu miłość, gdzie tu bliskość, gdzie tu idealny związek?
Dla DDA miłość to zbitka wyobrażeń własnych, podłapanych z otoczenia, mediów, strzępków rozmów, książek, romantycznych lub ekscytujących filmów i nie taka łatwa jest konfrontacja tego z rzeczywistością i przyznanie, że to mit oraz otwarcie się i poszukanie szczerego, prawdziwego uczucia. Dlatego DDA na partnera najczęściej wybiera kogoś, kto też nie ma tej otwartości, co daje „bezpieczeństwo” utrzymania stworzonego światka i niewychylania z niego nosa na rzeczywiste możliwości gamy odczuć, doznań możliwych do przeżywania w relacji/ach przy otwarciu, przepływie, otwartym sercu i kanale miłości. DDA nie chce płynąć z nikim, chce trzymać się tego, co ma w swojej wizji – ze strachu, że to straci, że cała reszta to niepewność.
Tylko co możemy zyskać, oszukując siebie, żyjąc w iluzji, zamykając się na siebie i na bliskich? Bo czy kontrolowana miłość to miłość? Kontrolowana bliskość to bliskość? Czy są to tylko wyobrażenia, że tak jest?
Co to za miłość odtąd – dotąd, otwarcie się na kogoś w ograniczonym zakresie, bliskość od – do? To takie ħś-owe (hś – hierarchia światła). Ja sama teraz już nie rozumiem, co mogło być tak pociągającego w takim dozowaniu, manipulowaniu? To krzywdzenie siebie i bliskich.
Oczywiście tu w grę jeszcze wchodzą wszystkie misje ochrony/nauki/ratowania od.. więc zdaniem DDA ono pomaga bliskim, prowadzi ich, broni, chroni, bo więcej wie, rozumie itd.
W efekcie blokuje partnerowi i rodzinie możliwość poznania prawdziwej nieograniczonej miłości, bliskości, przepływu, rozwoju, samodzielności.
Przyznam, że trzeba mieć dużo odwagi, by to przyznać i podważyć prawdziwość świata, w którym się żyje, który się zbudowało. Zrobiłam to ładnych parę lat temu i wtedy było to dla mnie wielkim szokiem. Cały misternie ułożony plan stworzenia „idealnej rodziny/związku” legł w gruzach, bo zobaczyłam, że jest iluzją. Zrozumiałam, dlaczego mimo iż z pozoru wszystko wyglądało dobrze, ciągle mi czegoś brakowało, że stale coś było nie tak. A było „nie tak”, bo było nieprawdziwe, bo to był mój plan, a nie plan mojego partnera czy rodziny, i dążyłam sobie do niego sama. Mój partner nie „nadążał” za mną, miał inne potrzeby, nie szukał tego co ja.

Czemu czegoś brakowało? A można się najeść wirtualnym jedzeniem? Jeśli ktoś szuka autentycznej miłości, bliskość, relacji, przepływu, to czy choćby najpiękniejsza iluzja da spełnienie? Jednak jeśli szuka się autentyczności, nie można ograniczać jej swoimi wyobrażeniami. Najczęściej jednak nawet nie wiemy, że mamy wyobrażenia, realizujemy je, żyjemy nimi, zanim je odkryjemy. I kiedy już to zobaczymy i rozpoznamy, dopiero wtedy można przyjrzeć się temu, co realnie stworzyliśmy, gdzie w tym wszystkim jesteśmy my i jacy jesteśmy, gdzie w tym wszystkim są nasi bliscy, partner i jacy są. Odnaleźć to, czego się naprawdę chce, jakiej się chce relacji i zobaczyć, czy to się pokrywa z pragnieniami partnera, bo po latach może się okazać, że priorytety, potrzeby i chęci są rozbieżne albo że między partnerami nie ma przepływu.


8. Bycie potrzebnym

Ważnym aspektem tworzenia relacji przez DDA jest to, że właściwie wszystkie relacje stworzone przez nie opierają się najczęściej na byciu potrzebnym (często mylone jest to z miłością) osobom, z którymi się wiążą – to główny napęd działania, często nieświadomy. DDA wiąże się z tymi, którym, jak sądzi, jest potrzebne, bo sobie bez niego nie poradzą, bo musi z nimi być i im pomagać (życie cudzym życiem, przeżyciami, emocjami – współuzależnienie).
DDA zatem najlepiej czują się w towarzystwie tych, którym na różne sposoby mogą pomagać, udzielać rad, wyręczać i w sumie tylko z takimi osobami dobrze się czują i widzą sens wiązania się z nimi. Nie umieją cieszyć się z bycia z kimś dla samej przyjemności bycia, dzielenia się sobą, partnerskie relacje to zagrożenie zburzeniem porządku świata, odrzuceniem (bo kiedy ktoś nie potrzebuje, to zostawia), ale często też DDA kontynuują tylko te znajomości, w których są bardzo ważne jako doradcy, pomagający, wspierający, ci mądrzejsi. Tam, gdzie nie muszą się opiekować, pomagać, brać odpowiedzialności, to nie ma tej atrakcyjności i DDA często nie widzą sensu dalszej znajomości. Swoją misję uważają za skończoną.
Dzięki życiu cudzym życiem mogą „podbudować” swoją samoocenę, są przydatni, użyteczni, niezbędni i czują się bezpiecznie w swoim wyobrażeniu, bo takie „opiekujące” relacje nie są wyzwaniem. Partnerstwo jest natomiast ogromnym wyzwaniem dla DDA, tam gdzie zakładana jest równość, nie ma mądrzejszego, lepszego z założenia.

A co w sytuacji, kiedy partner okaże się silniejszy, mądrzejszy, w czymś lepszy? To koniec świata dla DDA. To znaczy jego świata iluzji bezpieczeństwa, idealnych relacji i kontroli. Bo przecież w partnerskiej relacji nie ma miejsca na kontrolę.

NikodemMarszalek.pl

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.
http://artelis.pl/artykuly/52891/DDA---Najwazniejsze-problemy-wyzwania-i-tematy-do-pracy-cz.2-
W ostatniej części artykułu zajmę się takimi zagadnieniami i tematami do pracy dla DDA jak: przeżywanie złości i konieczności zmiany podejścia do jej przeżywania, przebaczenie jako niezbędny element w  procesie uzdrawiania oraz poczucie własnej wartości, które trzeba zbudować na zdrowych podstawach. 9. Przeżywanie złości Mimo iż DDA jest mistrzem w nakręcaniu się emocjami, to jednak nie oznacza, że przeżywa je świadomie. Są to raczej emocje nierozpoznane, niezrozumiale, dlatego DDA uznaje je za niebezpieczne i wręcz szkodliwe.
Najbardziej niebezpieczną emocją dla DDA wydaje się być złość. DDA wielokrotnie w swoim otoczeniu widzi, jak złość staje się przyczyną krzywdy psychicznej bądź fizycznej, widzi, jak bliscy ludzie krzywdzą się, reagując w złości, podejmując decyzje, działając pod wpływem złości czy furii.
Natomiast to, czego DDA/DDTR nie zobaczy w swoim domu, to konstruktywne i świadome przeżywanie złości, dlatego myśli, że taka opcja nie istnieje. DDA zakwalifikowały złość jako złą, krzywdzącą i raniącą, nie rozróżniając, że to sposób przeżywania i uzewnętrzniania złości może być krzywdzący, niewłaściwy, a nie sama złość. Złość to emocja jak każda inna, sygnalizator tego, co się dzieje w nas, a nie intruz, którego trzeba bezzwłocznie usunąć.
Kiedy na terapii dowiedziałam się, że złość to taka sama emocja jak każda inna, że można ją swobodnie przeżywać, że złość się odczuwa, a nie jest się nią („nie jestem zły, wściekły, tylko czuję złość”), byłam bardzo zdziwiona, bo była to dla mnie totalna nowość. Wzorzec, jaki miałam w domu, podpowiadał mi, że złość się albo wypiera, chowa i udaje, że jej nie ma, albo złością się miota, manipuluje innymi, złość krzywdzi. Na początku samo dopuszczenie, by się złościć, jest trudne, ze strachu, że skończy się krzywdą, jak w domu, jednak zacząć się w ogóle złościć bez hamowania to pierwszy ważny krok, by zacząć być tego świadomym i by znaleźć konstruktywne sposoby jej przeżywania.

Pamiętam, kiedy pierwszy raz pozwoliłam sobie na złość, niehamowaną, niecenzurowaną złość – przez parę miesięcy chodziłam permanentnie wkur..., ponieważ tyle złości miałam nagromadzonej w ciele fizycznym i innych ciałach (czego wtedy nie wiedziałam).
To było niewiarygodne, ile złości można w sobie pomieścić. Oczywiście moja nauka złoszczenia się zakładała, że będę na początku powielać wzorce z domu, że jak pójdę, to na całego, że wybuchnę, będę krzyczeć. Więc krzyczałam – i nic złego się nie stało. Bałam się, że złość mnie zdominuje, ale w rzeczywistości bałam się swoich wyobrażeń na temat złości wyrosłych na doświadczeniach z domu.
Nikt nie zginął, nikogo nie pobiłam, nie złamałam prawa. Za to miałam ogromną lekcję obserwacji złości i siebie złoszczącej się. Zobaczyłam, że kiedy nie zatrzymuję złości, pozwolę jej płynąć, mogę skorzystać z drogowskazu, jaki mi daje, czyli znaleźć jej przyczynę W SOBIE, o co zaczepia, co się za nią kryje itd. Zobaczyłam, że kiedy zrozumiem, skąd pochodzi złość, ona odchodzi.
Druga ważna rzecz, to nauczyć się nie podkręcać złości, co jest nawykiem wyniesionym z domów DDA. Zamiast tego należy patrzeć świadomie w swoje wnętrze: co ono czuje? Gdzie czuje? Jak czuje i dlaczego czuje?
To jest droga do tego, by zacząć poznawać siebie, ale nie uda się to bez choćby względnej akceptacji siebie i tego, co się przeżywa. Wiadomo, że brak akceptacji blokuje zobaczenie tego, co czujemy, przeżywamy, jeśli wykracza to poza akceptowalne ramy. Dlatego warto dać sobie prawo,  by czuć to, co się naprawdę czuje, przeżywać to, co się przeżywa, i skorzystać z tego, co nam to pokazuje, bo możemy na tym niezmiernie dużo skorzystać.


10. Przebaczanie

Patrząc z perspektywy osobowości, przebaczenie jest bardzo potrzebnym procesem.
Dopóki patrzymy na sytuacje poprzez role, jakie pełnimy z poziomu osobowości, czujemy się ofiarą, a z ojca czy matki robimy kata. Dopóki patrzymy z poziomu: dlaczego on lub ona mi to zrobili? Dlaczego uczynili piekło z mojego dzieciństwa? Dlaczego mnie to spotkało?, dopóty czujemy ciężar, a żeby go zrzucić, szukamy sposobu na przebaczenie.
Jednak mając świadomość istnienia duszy, możemy zobaczyć, że tak postawione pytanie nie ma sensu i nie przyniesie nam rozwiązania. Potrzeba tutaj szerszej perspektywy, żeby zrozumieć, dlaczego coś nas spotyka, to MY musimy być w centrum naszego zainteresowania i pytań.
Tu nie chodzi o naszych rodziców, tu chodzi o nas, więc zainteresowanie trzeba skierować na siebie:
- Dlaczego wybrałam/wybrałem sobie takich rodziców?
- Dlaczego namówiłem ich, by pełnili taką, a nie inną rolę w moim życiu?
- Co było powodem pomysłu, by urodzić się w takich warunkach?
Tak stawiane pytania przyniosą odpowiedzi, które dadzą nam zrozumienie, rozwiązanie i uwolnienie.

Przez lata próbowałam wybaczyć mojemu ojcu wszystkie krzywdy, jakich – moim zdaniem – doznałam przez niego, szukałam sposobu, by ból i poczucie krzywdy nie wracało. Sądziłam, że ogrom jego winy wymaga mojego przebaczenia jako jego ofiary, ale kiedy znalazłam odpowiedź na pytanie: dlaczego wybrałam sobie takiego ojca i takie warunki?, okazało się, że nie ma NIC do wybaczania, bo nie ma winnego, nie ma kata i nie ma ofiary. Dlaczego?
Dlatego, że kat katuje wbrew naszej woli, natomiast ja się umówiłam na poziomie dusz z moim obecnym ojcem, że tak będzie wglądać to wcielenie.
Wyraził zgodę, że będzie grał mojego kata na moje życzenie, żebym mogła doświadczyć cierpień, upokorzeń w ramach kary, którą chciałam sobie wymierzyć. Teraz widzę, że to było coś więcej niż zwykłe ukaranie siebie, to była lekcja zrozumienia, że pojęcie kary i winy to sztuczne twory zrodzone na potrzebę równie sztucznego systemu karmicznego.

Oboje graliśmy role, których się podjęliśmy, najlepiej jak potrafiliśmy. Taki był wybór, nasz wybór – MÓJ wybór.
Nikt mnie nie zmuszał, byłam krzywdzona, bo tego chciałam na to wcielenie. Więc co tu jest do wybaczania? Że ktoś z godnie z umową pełnił swoją rolę?
Mogłam tylko z wdzięcznością podziękować mojemu ojcu, że tak sumiennie i dobrze wykonywał swoją rolę i zwolnić go z jej pełnienia, bo lekcję odebrałam i ten układ ról nie był już potrzebny. Nie zapomnę dnia, w którym sobie uświadomiłam, że tak naprawdę nie muszę wybaczać, bo nie ma nic do wybaczenia, to było jak zrzucenie tony ciężaru z ramion, a największym skarbem okazało się zyskanie perspektywy szerszej niż kat-ofiara, zobaczenie świadomie podjętych przez dusze decyzji i wyborów, wzięcie odpowiedzialności za nie na siebie.


11. Poczucie własnej wartości

Poczucie własnej wartości opiera się na zdrowej miłości do siebie, szacunku do swojej osoby, energii, przejawiania oraz akceptacji tego, jacy jesteśmy, co czujemy i co nam się przydarza.
DDA/DDTR cierpią na niedosyt miłości od dzieciństwa i zawsze jest im jej brak. Jak każde dziecko czekają na miłość od rodziców, na wyrazy tej miłości, których się jednak nie doczekują.


To jest bardzo zadziwiające zjawisko, którego doświadczyłam ja sama i wiele osób z rodzin dysfunkcyjnych – potrzeba bycia kochanym przez rodziców, a zwłaszcza tego rodzica, który kochać nie potrafi, jest tak silna, że wbrew wszelkiej logice i wiedzy cały czas oczekujemy, że w jakiś nieokreślony sposób rodzic, który nigdy nie okazywał miłości (lub rzadko i dziwacznie okazywał), nagle zacznie to robić. Oczekujemy tego jako dzieci, przez całe dzieciństwo, ale potem ta niezaspokojona potrzeba „rośnie” z nami i cały czas głęboko w nas tkwi niekochane dziecko.
Takie doświadczenia sprawiają, że ugruntowuje się przekonanie: „nie zasługujemy na miłość”, a co za tym idzie na wszystkie inne fajne rzeczy, bo jeśli mama/tata nas nie kocha, to musi być coś z nami nie tak, więc jesteśmy niewystarczająco dobrzy, by być kochani, szczęśliwi, zadowoleni, bogaci itd.
Całe życie zatem udowadniamy, że jest inaczej, że zasługujemy, że jesteśmy fajni, potrzebni, wartościowi. Motorem wszelkich działań bywa takie: „ja wam pokażę”, wszystko to, co uda nam się osiągnąć, ma przynieść upragnione potwierdzenie od rodziców w postaci pozytywnej reakcji, pochwały itp. Już jako dorośli ludzie robimy wszystko nie dla siebie, nie dla przyjemności, tylko dla poklasku rodziców lub w drugiej wersji na złość im, wbrew, czyli w myśl zasady: „na złość rodzicom odmrożę sobie uszy”.
Na zewnątrz, w obu przypadkach, emanuje głęboką energią nie akceptacja siebie wynikająca z przekonania, że nie jestem wystarczająco dobry. Zamykamy się tym samym na miłość, tę w sobie i tę na zewnątrz. Nawet jeżeli jakimś cudem w naszej okolicy znajdzie się osoba, która nas pokocha, to najprawdopodobniej bez przebudzenia się z tej postawy, nie zauważymy tego i dalej będziemy płakać, jacy jesteśmy biedni, odrzuceni i nadal będziemy czekać na akceptację i miłość rodziców, zamiast skorzystać z jedynej skutecznej metody, jaką jest pokochanie siebie. Czekając na „ratunek z zewnątrz”, zdajemy się na łaskę i niełaskę, na rozczarowanie, więc najlepiej zostać swoim przyjacielem, swoim wsparciem i pokochać siebie. Oczywiście można być nieszczęśliwym, niekochanym i czekającym na miłość rodziców do śmierci, jednak wcale tak nie musimy, tylko tu znowu trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie samego, otworzyć się na miłość w sobie, ponieważ ta cała wiara w „nie zasługuję na…” zamyka nas na nią, a przecież wszyscy znamy Miłość, bo od niej pochodzimy.

Rodzice zrobili to, co zrobili, są, jacy są i się nie zmienią, a nawet gdyby jakimś cudem tak się stało, to nie dadzą nam tego, czego potrzebujemy, nie nadrobią lat dzieciństwa, nie zaspokoją dziecka w nas.
Z tą świadomością możemy przystąpić do samowychowania, samorozwoju i samokochania.
Byłam już dobrze po dwudziestce, gdy dotarło do mnie, że mój ojciec się nie zmieni, tak po prostu nie zacznie mnie kochać, tak jak tego potrzebuję, nie będzie ze mnie zadowolony, więc mogę dać sobie spokój z czekaniem na to i ze staraniem się o to. Natomiast to, co mogę zrobić, to pokochać siebie tak, jak tego chcę, być dla siebie taka, jak potrzebuję, dać sobie wszystko to, czego mi brak, mało tego, jestem jedyną osobą, która wie, czego potrzebuję. Zaczęłam kochać siebie, akceptować, doceniać siebie, wspierać, lubić siebie, zaczęłam być szczera i życzliwa wobec siebie.
To było oczywiste od samego początku, ale łatwiej żyć nadzieją, niż samemu się za coś wziąć.
Wyłączyłam też rodzica w głowie, bo to, czym „karmią” nas najbliżsi, pozostaje w nas w postaci tak zwanego wewnętrznego rodzica, który przemawia do nas głosem prawdziwych rodziców, gdy ich przy nas nie ma. A to znaczy, że „skażenie” jest tak silne, że odbywa się już bez ich udziału, potem byłam dla Kasi (siebie) taka, jak tego potrzebowała, zwłaszcza gdy szło coś nie tak, gdy się nie udało, gdy było trudno. Zamiast się biczować i krytykować, siadałam i mówiłam: „no tak, nie wyszło najlepiej, to się zdarza, a teraz zastanowimy się, co najlepszego można zrobić dalej”.

Mówiłam do siebie: „Kocham, szanuję i akceptuję cię, Kasiu, kocham z tym, co... (czujesz, przeżywasz, robisz albo nie robisz właśnie) – to jest potrzebne, ponieważ bardzo długo włącza się wyuczony przez lata pierwszy odruch krytyki, rozczarowania, niezadowolenia, który zamieniamy w nawyk akceptacji.
A tak w ogóle, dlaczego ja mam być niezadowolona, bo coś się nie udało? Przecież dzięki błędom uczę się, jak właściwie działać, one są niezbędne. To że mój ojciec czy matka nie potrafili znieść błędu, zareagować na niego jak na wskazówkę, nie oznacza, że ja mam robić tak samo. Wszystko jedno w jakiej sferze coś się nie udało, osobistej, duchowej, zawodowej czy innej. Niezapomniany jest moment, w którym przestajesz reagować na krytykę rodzica, ona już nie zaczepia w tobie o niskie poczucie wartości, poczucie winy czy niezasługiwanie. Jeżeli wiesz, że zasługujesz na miłość, że jesteś wartościowy bez miłości tych, od których jej oczekiwałeś, to oni tracą władzę nad tobą.

NikodemMarszalek.pl

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.
http://artelis.pl/artykuly/52892/DDA---Najwazniejsze-problemy-wyzwania-i-tematy-do-pracy-cz.3-

WEWNĘTRZNE DZIECKO

Integracja Wewnętrznego Dziecka jest bardzo pomocną metodą w pracy nad sobą. Szczególnie osoby wzorcami DDA/DDTR, ale nie tylko one, posiadają w sobie zranione dziecko z różnych okresów życia, którego potrzeby zostały zaniedbane, niezaspokojone i których zaspokojenia ono się domaga.

W swoim artykule pt: „DDA – Najważniejsze problemy, wyzwania i tematy do pracy”, w podpunkcie o poczuciu własnej wartości pisałam:

„To jest bardzo zadziwiające zjawisko, którego doświadczyłam ja sama i wiele osób z rodzin dysfunkcyjnych – potrzeba bycia kochanym przez rodziców, a zwłaszcza tego rodzica, który kochać nie potrafi, jest tak silna, że wbrew wszelkiej logice i wiedzy cały czas oczekujemy, że w jakiś nieokreślony sposób rodzic, który nigdy  nie okazywał miłości (lub rzadko i dziwacznie okazywał), nagle zacznie to robić. Oczekujemy tego jako dzieci, przez całe dzieciństwo, ale potem ta niezaspokojona potrzeba „rośnie” z nami i cały czas głęboko w nas tkwi niekochane dziecko”.

To tkwiące w nas niekochane dziecko, to właśnie Wewnętrzne Dziecko (WD). Kiedy doznaje ono krzywd w trakcie naszego życia i zostaje z nimi samo, odosobnione i zapomniane, czeka, byśmy je utulili i przyjęli.

Wewnętrzne dziecko umiejscowiłabym w naszej sferze podświadomej, tam gdzie wyparte i przechowywane są wszystkie doznania, emocje, uczucia, kody, wzorce. Najczęściej nie lubimy zaglądać do naszej podświadomości, źle nam się to kojarzy, ponieważ kryją się tam rzeczy i sprawy, do których nie chcemy się przyznać, których nie chcemy pamiętać, o których nie chcemy ani myśleć, ani mówić – ze strachu, wstydu, przerażenia, poniżenia itd.

Nasze wewnętrzne dziecko nie będzie dobrze się tam czuło, w takim otoczeniu i zapomnieniu, dlatego w procesie integracji Wewnętrznego Dziecka zapraszamy je do dialogu, przyjmujemy i akceptujemy, obdarowując tym, czego potrzebuje. Z każdą zintegrowaną postacią wraca do nas nasza odblokowana energia, stajemy się pełniejsi. Mimo iż integracja dotyczy poziomu osobowości i podświadomości, to wracająca energia dopełnia nas na wszystkich poziomach, które są ze sobą połączone.

Integracja wewnętrznego dziecka jest bardzo pomocną metodą w pracy nad sobą, ważnym elementem uwalniania od wzorców DDA/DDTR. Szczególnie osoby z tymi wzorcami, ale nie tylko one, posiadają w sobie zranione dziecko z różnych okresów życia, którego potrzeby zostały zaniedbane, niezaspokojone i których zaspokojenia ono cały czas się domaga.

Jest smutne, tupie nóżką, płacze, złości się lub strzela fochy, a tak naprawdę czeka na naszą miłość, nasze przyjęcie, chce być zauważone. Reakcje osób ze zranionym wewnętrznym dzieckiem są niezrozumiałe dla otoczenia, ale też dla nich samych.

Dorosły już człowiek nie rozumie np.: kto w nim się tak złości na widok mamy? Kto płacze, czy domaga się uwagi i uznania non stop? Kto ciągle namawia do psot, zamiast pomagać myśleć i działać? To wewnętrzne dziecko czekające na uzdrowienie i zintegrowanie.

Dziecko z rożnych okresów życia, w którym doznało krzywdy, traumy, bólu, potrzebuje przyjęcia, akceptacji i miłości. Proces integracji WD jest w istocie procesem przyjmowania samych siebie z różnych okresów, niesieniem sobie pomocy, integrowaniem rozszczepionych części samych siebie. Takie wewnętrzne dzieci czekają na zauważenie. Kiedy zaspokoimy ich potrzeby emocjonalne i zostaną przyjęte i ukochane, nie są już skrzywdzone, stają się częścią nas, prawdziwą i integralną, zaczynają z nami współpracować. Zaopiekuj się sobą tak, jak chciałbyś być zaopiekowany przez rodziców, i tak, jak chce tego twoje wewnętrzne dziecko. Daj sobie miłość ciepłą, czułą, mądrą, taką jakiej potrzebujesz, przecież ty sam wiesz najlepiej, jakiej miłości potrzebujesz.

Twoje wewnętrzne dziecko czeka na miłość, tak jak ty czekasz na miłość swoich rodziców, której ci nie dali takiej, jak potrzebowałeś, nie zaspokoili twoich potrzeb, bo tego nie potrafili i nie nadrobią już tych braków. Jedyną osobą, która może nadrobić te braki, jesteś ty. Zastanów się, czego potrzebujesz – bliskości, bezpieczeństwa, ciepła, przyjęcia? To wszystko możesz sobie podarować w najlepszej jakości. Wewnętrzne dziecko nie musi być samotne, smutne czy odrzucone, w procesie integracji odnajdujemy wszystkie dzieci, dajemy im wsparcie, jakiego potrzebują. To podróż w głąb siebie, która wymaga miłości. Pojęcie wewnętrznego dziecka może brzmieć jak bajka, ale nią nie jest. Przekonujemy się o tym w trakcie kontaktu z wewnętrznym dzieckiem, w trakcie rozmów z nim, bliskości, kiedy zaczynamy rozumieć jego potrzeby, rozumieć przyczyny zachowań, kiedy dajemy mu miłość.

Spotykając się z wewnętrznym dzieckiem, widzimy je w różnym wieku i sytuacjach. Główne pytania, na jakie szukamy odpowiedzi, to: ile ma lat? Jakie jest jego samopoczucie, co przeżywa? Czego od nas potrzebuje, co możemy mu dać, by pomóc?

Bardzo ważne, a wręcz niezbędne dla procesu, jest to, by WD było przekonane o naszym szacunku, życzliwej trosce i gotowości niesienia pomocy, ponieważ to zbuduje zaufanie i przekonanie, że może liczyć na nasze wsparcie, a nie na ocenę i krytykę.

Fragment przykładowej sesji na integrację Wewnętrznego Dziecka:

M: Jak się czasami mylę w wieku 5-6 lat z czytaniem, że sobie nie poradzę, takie skrajności. W tym wieku nie trzeba umieć czytać
Kasia: Nie trzeba jasne. Ja nie czytałam w ogóle w tym wieku, dukałam literki
M: Zresztą nawet później można się mylić, nie zauważyć literki czy coś
Kasia: Ok to tam się zaczął mechanizm
M: Tak to wtedy nie chciałem czytać
Kasia: Chcesz odzyskać to wewnętrzne dziecko, odblokować
M: Chciałem ale dla siebie, nie dla nich. Tak chce
Kasia: Słusznie, że dla siebie :) To zaproś do rozmowy tego małego Marcinka 5-6 letniego
M: Zapraszam go, idzie
Kasia: On od ciebie chce i potrzebuje usłyszeć, że ma prawo do pomyłek, nie musi być doskonały
M: On ma mniej niż 6 lat
Kasia: ok
M: Wcześniej się nie bał jeszcze. On się boi, że będzie biedakiem, bo się pomylił
Kasia: Ach rozumiem
M: ...że będzie głupi i na studia go nie przyjmą
Kasia: Ale bycie biedakiem nie zależy od tego czy się myli w literkach czy nie. Nie zależy też od mądrości tak na prawdę. A ty studiujesz?
M: Już nie
Kasia: Ale studiowałeś
M: Tak
Ja: I co?
M: Skończyłem 3 lata i przerwałem
Kasia: Co się stało?
M: Trochę zawaliłem nawet nie tyle z nauką co bardziej sprawy organizacyjne
Kasia: Popatrz teraz ten mały Marcinek w tobie, niezintegrowany, który wierzy że jest głupi, że mu się nie uda "przyblokował". Mimo iż nie ma racji co do swoich/twoich możliwości :) bo byłeś na studiach i mogłeś je skończyć
M: Terminy olałem
Kasia: No jasne, bo przecież nie wierzyłeś, że się uda
M: Tak to było najgorsze, że miałem oceny ok
Kasia: Czyli co sam dążyłeś do upadku, zawalenia
M: Ale nie pojechałem na jakieś praktyki - studiowałem geografie, dużo zajęć typu wycieczki. Ten Marcin z dzieciństwa
Kasia: Teraz masz możliwość porozmawiać z małym Marcinkiem opowiedz mu, że się mylił, że jest mądry, że się rozwija, że byłeś na studiach
M: On jakby czeka na śmierć, poważnie tak w wieku 89 lat
Kasia: Ale żyjesz
M: On się jeszcze wzmacnia
Kasia: Wróć do tego 5-6 letniego z nim trzeba rozmawiać
M: Tak mam go
Kasia: Zaprosiłeś go do rozmowy, pogadajcie o studiach, o tym, że wolno i można się mylić, popełniać błędy i jak ważne one są w procesie uczenia. Tylko dzięki pomyłkom możemy się uczyć, iść dalej, rozumieć jak działać. Kochasz tego małego Marcinka, który nie wierzy w siebie i się boi?
M: Tak
Kasia: To niech on to poczuje, spraw by miłość od ciebie popłynęła do niego. Miłość go wzmocni, doda sil i wiary, a resztę ty mu wytłumaczysz
M: On jakby wzrasta robi się duży
Kasia: Od miłości?
M: … i zrozumienia
Kasia: Super
M: Jakby dorasta i jest mną teraz
Kasia: I jak on/ty się czuje teraz ?
M: Ok to ten Marcin 5-6 lat
Kasia: Czy zrozumiał, że może się mylić, popełniać błędy
M: Tak
Kasia: Czujesz się z nim zintegrowany, że go przyjąłeś?
M: Jest w porządku
Kasia: Czy Marcinek chcę coś powiedzieć jeszcze?
M: Dziękuje mi mówi i Tobie
Kasia Prozę bardzo Marcinku, pozdrawiam ciebie
M: Teraz ten troszkę starszy(…)

Zanim rozpoczęłam pracę z duszą, ale także już w trakcie niej, wielokrotnie integrowałam wewnętrzne dziecko, czy wewnętrzne postacie. To były bardzo różne postacie z różnych okresów życia, rożne sytuacje, w których je spotykałam. Różnie się czuły i różnie wyglądały rozmowy z nimi, spotkania oraz sposób pomagania im, gdyż każda z tych postaci miała inne przeżycia. Zawsze jednak istniał wspólny element łączący je wszystkie – chodziło o przyjęcie i zrozumienie części siebie, odzyskanie energii i zintegrowanie się z samym sobą, z „kawałkiem” nas, którego wcześniej nie chcieliśmy widzieć, do którego nie chcieliśmy się przyznać albo którego po prostu nie zauważaliśmy, zakładając, że nie istnieje. Otoczenie miłością, troską, cierpliwością i uwagą wypartej części siebie, tak aby ośmielić „ja” do pokazania się, dialogu, zaufania i ponownego scalenia.
To jest niezbędne dla procesu integracji, by WD było przekonane o naszym szacunku, życzliwej trosce i gotowości niesienia pomocy, bo tylko wtedy otworzy się przed nami.

NikodemMarszalek.pl

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.
http://artelis.pl/artykuly/53034/Integracja-Wewnetrznego-Dziecka

ROZWÓJ I ZMIANA

Czy lubisz, gdy w Twoim życiu zachodzi zmiana? Jak na lepsze – to tak – odpowiesz. A jak na gorsze – to nie. Okazuje się, że nie zawsze tak jest. Twój umysł świadomy podchodzi do zmiany inaczej niż Twój umysł podświadomy. Podświadomość zwykle boi się zmian i chroni Cię przed nimi.

Przyjrzyjmy się więc zmianie z punktu widzenia podświadomości, bo zmiana u niej zawsze jest na początku "na gorsze".

Dlaczego tak się dzieje?

Podświadomość ma swoją strefę komfortu, lubi to, do czego jest przyzwyczajona, bojkotuje więc wszelkie nasze działania, które w nią godzą. Podświadomość nie lubi nieznanego, traktuje zmianę jako zagrożenie. Łatwiej będzie, gdy zajdą pewne warunki.

Te warunki to:
M  - Odpowiednia motywacja lub potrzeba
W  - Wyraźna wizja, na co zamieniamy to, co mamy teraz  
P  - Znajomość pierwszych kroków, jakie mamy do wykonania, aby zmiana zaszła

Rochard Beckhard i David Glejcher opracowali teorię dotyczącą zmian nazywaną „Wzorem na zmianę” lub „Formułą Glejchera” Teoria ta wyjaśnia nie tylko dlaczego ludzie z rezerwą odnoszą się do tego, co nowe, jak też jest wykorzystywana przy planowaniu większych zmian.

Wzór na zmianę pokazuje, że aby zmiana nastąpiła, niezbędne są trzy czynniki – Motywacja, Wizja i Pierwsze kroki. Powinny być one na tyle silne i wyraziste, aby pozwoliły człowiekowi pokonać Opór przed nieznanym.

Zgodnie z Formułą Glejcherta, jeśli chcesz dokonać zmiany w swoim życiu (masz motywację lub potrzebę zmiany) i posiadasz wyraźną wizję swojego celu oraz sytuacji po zmianie, to wystarczy, że znasz pierwsze kroki, jakie możesz zrobić, abyś był w stanie pokonać opór przed zmianą.

M x W x P > O

Żaden z tych czynników nie może być równy zeru, gdyż wtedy wartość iloczynu trzech czynników także jest równa zeru. Innymi słowy, brak jakiegokolwiek z trzech kluczowych czynników, zgodnie z tą teorią, uniemożliwia pokonanie oporu (lęku) przed zmianą.

Tak więc jeśli nie chcesz dokonać zmiany (motywacja wtedy = 0), to nawet posiadając wizję celu i znając działania jakie powinieneś podjąć, nie dokonasz zmiany.

Podobnie niemożliwe jest przeprowadzenie zmiany, gdy brakuje Ci celu (wizji) lub znajomości pierwszych, niezbędnych działań.

Twoim zadaniem, gdy chcesz dokonać zmiany (motywacja wtedy > 0), jest uświadomienie sobie Celu (wizji) oraz określenie Pierwszych kroków. (Do przeprowadzenia zmiany nie jest konieczna znajomość wszystkich niezbędnych działań, ważna jest świadomość pierwszych kroków, które będą stanowiły solidny początek i pociągną za sobą kolejne działania).

Pomyśl więc jaką wartość mają u Ciebie powyższe trzy czynniki – Motywacja, Wizja, Pierwsze kroki.Czy czasem któryś z nich nie jest równy lub bliski zeru?

Jeśli nie, to wystarczy je wzmocnić i zmiana jest łatwa do przyjęcia :)

Pamiętaj jednak, że motywacja to klucz, bo przez nią "krzyczy" nasza podświadomość.


Małgorzata Trznadel
pomoc psychologiczna, coaching, mediacje
MalgorzataTrznadel.pl

Artykuły do przedruku
http://artelis.pl/artykuly/55382/Jak-latwiej-przejsc-przez-zmiane-
Wszystko, co wydarza się w Twoim życiu, jest zawsze najpierw kontrolowane i uzyskuje zgodę na zaistnienie od Twojego osobistego strażnika, którym jesteś Ty sam. To trochę tak, jakby człowiek był sobie panem i władcą, królem i Bogiem. I po części jest to prawda.

Ten strażnik jest przez jednych nazywany podświadomością, przez innych drugim ja, przez jeszcze innych aniołem stróżem.
Nie wdając się w zbyteczne dywagacje na temat nazewnictwa tego czegoś, można powiedzieć, upraszczając sprawę do granic możliwości, że aby coś mogło zaistnieć w Twoim życiu, najpierw musi nastąpić zgodność pomiędzy tym czymś, wewnętrznym obrazem siebie samego.

Jak to działa? Otóż w najprostszym znanym mi podejściu jest tak. Myśląc w określony sposób, tworzysz siebie. Tworzysz zarówno to, co możesz, na co Cię stać, jak i to, czego nie jesteś w stanie zrobić, czego dokonać. Często czytamy lub słyszymy takie stwierdzenie, że granice naszych możliwości są wytyczane przez nas samych i jeśli coś staje na naszej drodze, to z reguły my sami. Odnosząc się poważnie do takiego podejścia, że na swojej drodze stajemy sami, czy mówiąc inaczej, jeśli chcąc osiągnąć coś, powiedzmy nieprzeciętnego, największym problemem jesteśmy my, to znaczy, że zlikwidowanie tego ograniczającego nas „kamsztora” spowoduje zaistnienie okoliczności dających się poznać jako realizacja postawionego przez nas samych celu.

I jak to z reguły bywa, ta wiedza powinna dać nam już dostatecznie wiele wskazówek na temat tego, co dalej mamy robić z naszym życiem, ale jednocześnie ta sama reguła w dalszej części powie nam, że teoria, a praktyka to często różnica jak przy zestawieniu Nieba z Ziemią.

Zastanawiając się nad zależnościami Twojego życia stanowiącymi o rozwoju zdarzeń pewnie znalazłeś taką sytuację, która z pozoru nie miała źródła w Tobie. Jeśli tak się stało, to znaczy, że nie dostrzegłeś tej zależności. Jedno jest pewne. Ona zaistniała. Nasza pamięć krótkoterminowa ma jedną wadę: jest krótkoterminowa, a ta długoterminowa ma też wadę — jeśli można ich podstawy konstrukcyjne nazwać wadami — że magazynuje wszystko, ale dostać się do niej nam samym jest niezmiernie trudno.

Nic się nie dzieje bez Twojego przyzwolenia. Wszystko, co wydarza się w Twoim życiu, ma źródło w Tobie i może zaistnieć dopiero wtedy, kiedy wyrazisz przyzwolenie na to myślą, słowem, czynem czy emocją. Jeśli już przyjmiemy tę kwestię jako fundamentalną i niepodważalną, będziemy mogli przejść dalej. Jeśli nie ufasz do końca tej koncepcji, podejdźmy do tego z punktu widzenia zaakceptowania korzyści płynącej z przekonania siebie do takiego podejścia. Argument „za” takim podejściem jest następujący. Jednym z wielu kluczy do Sukcesu, szczęśliwego życia, samorealizacji jest wzięcie odpowiedzialności za to, co wydarza się w życiu, na siebie. Jeśli przyjmujemy, że wszystko, co się wydarza w naszym życiu, jest zależne od tego, czy wyrazimy na to przyzwolenie, to nie ulega już chyba wątpliwości, że to my o tym decydujemy, a co za tym idzie — mamy nad tym władzę, by zdecydować właśnie o tym, co się wydarzy. Jeśli tak jest, to odpowiedzialność, która — tak jak wspomniałem — stanowić będzie jeden z fundamentów świadomego i spełnionego życia, będzie po naszej stronie.

Ty jesteś odpowiedzialny za wszystko, co wydarza się w Twoim życiu. Nikt inny. Żadna siła wyższa, żadne gwiazdy, żaden los, żaden inny ktoś. Ty sam. Ci wszyscy i to wszystko, co wymieniłem, czyli gwiazdy, siła wyższa, inni ludzie, los, przeznaczenie mają wpływ na to, co się wydarzy w Twoim życiu. Mają wpływ, często bardzo określony, ale nie mają władzy nad Tobą i nad tym, co się będzie działo z biegiem upływającego czasu. Mieć wpływ, a mieć władzę, to dwie różne sprawy. To dwie różne kwestie. Poprzez posiadanie wpływu wymienione czynniki mogą wywierać presję, nakłaniać, stwarzać tendencje do tego, byś Ty postępował w taki, a nie inny sposób. To stwarzanie okoliczności.

Jeśli okoliczności sprzyjają, jest większe prawdopodobieństwo, że coś się wydarzy. Ale sprzyjające okoliczności nie determinują na sto procent zdarzenia. Czyni to człowiek poprzez podjęcie decyzji. Pada deszcz, jesteś skacowany, jest niedziela, natomiast w planach był na dzisiaj bieg przełajowy. Trening przed maratonem. Możesz spać do wieczora, wszak okoliczności są ku temu sprzyjające. I jeszcze do tego łeb pęka. Ale możesz wstać, założyć dres i pobiec. Wybór należy do Ciebie.

Więcej informacji na ten temat znajdziesz na tej stronie >
Marek Zabiciel
Psychorada.pl - Internetowa Platforma Psychologiczna
Konsultacje. Szkolenia. Poradniki. www.psychorada.pl PS Jeśli chcesz wypełnij bezpłatny test psychologiczny "Jaki naprawdę jesteś", a dowiesz się jaki jest Twój podstawowy profil psychologiczny. Możesz też zapisać się na darmowy mini kurs „Wolność w kreowaniu własnej rzeczywistości”.


Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.
http://artelis.pl/artykuly/33129/Wszystko-zaczyna-sie-od-Ciebie
Nasze podejście do wielu spraw w otaczającym nas życiu jest bardzo często bierne. Nie obserwujemy właściwie tego co się wokół nas dzieje, a w tym tkwi wiele wskazówek, które możemy wykorzystać. Zacznij więc obserwować i analizować co robisz i jakie to przynosi skutki.

Większość ludzi posiada głęboko zakorzenione reguły/zasady postępowania/postawy, które podświadomie przeszkadzają w realizacji wielu celów. Człowiek podświadomie, mając zakorzenione niewłaściwe postawy, działa na własną niekorzyść. Przykładem takiej zakorzenionej postawy może być przykład dziecka, któremu się od małego powtarza, że u nas w rodzinie to nikt nigdy nie zrobił biznesu, więc nikt nie ma na to szans. To dziecko nawet jak jest dorosłe, ma w sobie ciągle to zdanie, które podświadomie na nie wpływa. Przy każdej okazji gdy się coś nie uda, zostanie wytłumaczone tym zdaniem. A kolejne próby będą po prostu zanikać, do całkowitego zaprzestania prób. Proszę zwrócić uwagę, że stwierdzenie jest kompletnie bzdurne – bo czy ktoś kto nie zrobił nigdy biznesu, nawet nie próbował, może ocenić, że dziecko gdy dorośnie nie będzie w stanie tego zrobić?

Jeżeli jest coś co Ci mówi, że się nie da, że taki/a jak Ty nie ma na coś szans, że to niemożliwe bo coś tam – to najpierw trzeba sobie to uświadomić, krok za tym pójdzie umiejętność zignorowania tego, a następnie kompletne pozbycie się wpływu. W lokalizacji z czym jest problem mogą Ci pomóc pytania: dlaczego tego nie zrobiłem/am? Co mógłbym/mogłabym poprawić, żeby to zrobić? Czego muszę się nauczyć, żeby to zrobić? Co mnie powstrzymuje przed zrobieniem tego? Co mi przeszkadza we mnie? Itp. Następnie odpowiadając sobie na takie pytania możemy podejmować decyzje od czego zacząć, należy zmieniać siebie w sposób aby ograniczenia znikały. Z czasem można nabrać wprawy w analizowaniu i eliminowaniu ograniczeń. Ten fakt będzie następował już podświadomie, ale początki są trudne.

Przykłady:

  • jeśli jesteś nieśmiały/ła – ćwicz prezentacje, zapisz się na zajęcia z prowadzenia prezentacji, itp.
  • jeśli masz problem z kontaktem z ludźmi – zorganizuj sobie spotkania z nowymi ludźmi, wstąp do klubu dyskusyjnego
  • jeśli nie wierzysz w jakieś przedsięwzięcie – znajdź ludzi, którym się to udało
  • itd. itd. itd.


Blog o prowadzeniu biznesu i rozwoju ludzi

Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.
http://artelis.pl/artykuly/28470/Lokalizuj-i-eliminuj-swoje-ograniczenia 

MIŁOŚĆ I ZWIĄZKI

To pragnienie powraca u moich klientów jak mantra. Kiedy znajdzie się na świecie ktoś, kto wreszcie mnie pokocha? Głód miłości jest dojmującym stanem, uczuciem palącym tak jak zwykły głód. Jeśli nie został zaspokojony w dzieciństwie,przeradza się w obsesję.

Gdzie ludzie szukają bezwarunkowej miłości?

Bezmierna tęsknota nie daje spokoju. Głód miłości każe szukać drugiej połówki jabłka. Intensywne doświadczenie namiętności, cudowne zauroczenie i fascynacja pozwalają zniekształcić obraz wybranka. Świat widziany przez różowe okulary pozwala wierzyć, że Twoje marzenie wreszcie się spełniło. Wszystko, co on robi, jest wyjątkowe, wszystko, co ty robisz, jest przyjmowane z zachwytem. Przeglądasz się w oczach, które darzą Cię bezgranicznym uwielbieniem. Wreszcie znalazłaś poszukiwaną bezwarunkową miłość. Najpóźniej po dwóch latach czar pryska. A w bajkach mówią, że będą żyli długo i szczęśliwie. Twój królewicz zamienia się w nudziarza, Twoja księżniczka staje się zrzędliwą jędzą.

Czy rodzice kochają dziecko bezwarunkowo?

Większość rodziców jest przekonanych, że kocha swoje dziecko miłością bezwarunkową. Właśnie dlatego starają się o dziecko. Skoro sami nie dostali takiej miłości, to może dadzą ją dziecku? Jak może być inaczej? Przecież wychowanie to wiele bezsennych nocy, bolące plecy, znoszenie nieustannej krytyki, gdy nadchodzi wiek dorastania. Nie szkodzi, że dziecko słyszy: „Powinnaś być nam wdzięczna za wychowanie”. To wszystko, co robimy, jest dla ciebie, a ty tak się odwdzięczasz! Przynosisz nam wstyd.” Miłość pozostaje.

Jeśli jesteś gotowa, przypomnij sobie moment, gdy dowiedziałaś się o tym, że będziesz matką. Jaka była Twoja pierwsza myśl? Jeśli długo czekałaś na dar macierzyństwa, pewnie poczułaś ulgę. Jeśli ta informacja Cię zaskoczyła – prawdopodobnie przestraszyłaś się nadchodzących zmian. Załóżmy, że ochłonęłaś. Może pomyślałaś: „Niech tylko będzie zdrowe!” Co działo się dalej? Nie uwierzę, jeśli nie zaczęło się fantazjowanie na temat przyszłego potomka. Kim będzie? Jakie będzie? Mężczyzna musi mieć syna! A potem plany związane z edukacją, przyszłym zawodem, kontynuacją linii rodu. Nauczy się pięciu języków, będzie modelką albo prawnikiem, nie, lepiej lekarzem. Musi zrobić doktorat. I tak dalej, i tak dalej. Dziecko przychodzi na świat pełen oczekiwań i planów, ma zaspokoić niespełnione ambicje swoich rodziców, zrealizować ich niedokończone plany. Chyba tylko nieliczne dzieci mają szczęście zmieścić się ze swoim potencjałem w realizacji „boskiego snu”, ponieważ dziecko nie jest „zrobione” przez rodziców, jak to często słychać w potocznej mowie.

Może jest jednak ktoś, kto potrafi kochać bezwarunkowo?

Wyobraź sobie, że tak. Uważam, że tym kimś jesteś właśnie Ty. A właściwie dziecko, którym kiedyś byłaś. Dziecko pojawia się na świecie w rodzinie, o której nic nie wie. Ono nie ma pojęcia, kim będą jego rodzice i co podaruje mu Los. Przychodzi na świat wyposażone w naturalne cechy. Jest doskonale niedoskonałe, optymistycznie zależne, odważnie bezradne. To właśnie ono posiada niezwykły dar, dar bezwarunkowej miłości. Kocha i wierzy, że to, co dostaje od rodziców, jest dobre. Jeśli czasem doświadcza krzywdy, myśli, że to na pewno przez nie. Słyszy przecież, że zdenerwowało rodzica. Kiedy tatuś z mamusią się kłócą, musiało zrobić coś złego i dlatego rodzice mają kłopoty.

Jeśli zapomniałaś, jak to było być dzieckiem, zacznij się mu przyglądać. Nauczysz się najważniejszej techniki NLP – dopasowania do rozmówcy. Nauczysz się zapomnianych emocji, przypomnisz sobie, czym jest bezwarunkowa miłość.

Paulo Coelho w książce „Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam...” napisał: „Bóg objawia się na ziemi, aby ujawnić naszą moc. Jesteśmy częścią jego snu, a On pragnie śnić szczęśliwie”.

Dlatego podarował dzieciom dar bezwarunkowej miłości.

Alicja Grabska
www.kobiecedusze.pl

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.
http://artelis.pl/artykuly/47804/Gdzie-sie-podziala-bezwarunkowa-milosc

KOBIECOŚĆ

Ewolucja człowieka opiera się na systemach filozoficznych, społecznych i politycznych, w których mężczyźni, za sprawą swej siły, tradycji, prawa, języka, obyczaju i ceremoniału, wychowania i podziału pracy, decydują o tym, jaką rolę w życiu kobiety mają odgrywać, a jakiej nie.

Bezkrytycznie przyjmowane i uznawane za prawdę mity i stereotypy, którymi nasycona jest nasza kultura i religijność, nasze koncepcje pedagogiczne i obyczajowość, stanowią początek cierpienia w życiu większości kobiet. Wystarczy zobaczyć, jaką rolę ma do spełnienia kobieta w państwach fundamentalistycznych: ma być posłuszna mężczyźnie w sposób absolutny w każdej dziedzinie życia.

Historycznie rzecz ujmując - było podobnie. W czasach stosów i palenia na nich tzw. czarownic, kobieta uważana była za dzieło Szatana i źródło wszelkiego zła, które spotykało mężczyzn.

Gdyby założyć, że Ewa jest wyodrębnionym aspektem Adama, okazałoby się, że nie jest ona jakimś rozrywkowym, czy pomocniczym dodatkiem do mężczyzny, jak sugeruje przekaz katechetyczny. Na pewno jest równoprawnym aspektem jednolitego i doskonałego boskiego dzieła, które z woli Stwórcy zostało podzielone na dwie części. Jakoś nikt nie zapytał, dlaczego Stwórca nie stworzył Adamowi drugiego Adama, tylko istotę wyposażoną fizjologicznie w atrybuty kobiecości, gotową do seksu i rodzenia dzieci. Tak więc kobietę oskarża się i karze za to, do czego została przez Boga stworzona.

Z psychologicznego punktu widzenia rozwój mężczyzny polega - od pewnego momentu - na budzeniu swojego aspektu żeńskiego. Natomiast rozwój kobiety - w jej dojrzałym życiu - polega na budzeniu aspektu męskiego. W ten sposób zarówno fizjologicznie jak i psychicznie - kobieta i mężczyzna dążą do jedności, do dopełnienia. Mężczyzna i kobieta spotykają się w życiu po to, aby się od siebie wzajemnie uczyć. Mężczyzna spotyka kobietę po to, żeby uczyć się od niej kobiecości, a kobieta spotyka mężczyznę po to, aby uczyć się od niego męskości.

Takie ujęcie równowagi między kobiecością a męskością pokazuje jednocześnie różnice między nimi. Niszczący aspekt kobiety jest związany z jej fizjologiczną rolą matki. Niszczone jest wszystko, co stare, nieużyteczne, nieprzydatne, kwestionowane są formy skończone.

Mężczyzna, natomiast bywa kolekcjonerem, przywiązanym do efektów swojej pracy, własnego myślenia, idei. Broni ich zażarcie w niekończących się wojnach. Kobieta natomiast łatwiej dostrzega względność ideologii czy doktryny. Bywa inspiratorką niszczenia tego, co stare.

W związkach na ogół to właśnie kobieta dąży do zmiany, szuka inspiracji, pomysłów, staje się wyzwaniem dla swojego mężczyzny. Wyłaniający się z interpretacji religijnej archetyp mężczyzny jest upokarzający dla mężczyzn. Adam jawi się tu jako naiwny półgłówek, który najpierw dał się namówić na coś, czego nie rozumiał (tu: zjedzenie zakazanego owocu w Raju), a potem miał o to pretensje. Do dziś dnia ma pretensje i złudzenia, że jest pierworodnym dzieckiem Boga, które ktoś (tu: Ewa) sprowadził na złą drogę. W konsekwencji mężczyźni uzurpują sobie prawo do bycia władcami kobiet i od wieków, często w imię Boga karzą, poniżają, kontrolują i eksploatują kobiety. Mało tego - dzielą je i napuszczają na siebie nawzajem.

Zauważmy, jak często mężczyzna bywa niedojrzały i nieszczęśliwy. Mimo to czuje się zwolniony z obowiązku pracy nad sobą i odpowiedzialności za swoje czyny. Chętnie natomiast daje sobie prawo do zmieniania świata i rządzenia, nie zauważając nawet faktu, że nie jest często w stanie kontrolować własnej seksualności. Z drugiej strony drzemie w nim lęk i niepewność uzurpatora domagającego się nieustannych pochwał i zaszczytów.

Odpowiedzialnością za seksualne zachowania mężczyzn obarczane są kobiety - zgodnie z zasadą odpowiedzialności ofiary, że nią jest. Ten pogląd do dziś w sposób nieświadomy kształtuje nasze obyczaje, prawo i praktykę sądowniczą.

Nic dziwnego, że tak wiele kobiet żyje w świadomym, a częściej - nieświadomym - przekonaniu, że nie ma dla nich miejsca na tym świecie, że są czymś w rodzaju boskiej pomyłki.

Może więc pora w tej bezsensownej, odwiecznej walce płci o dominację, zająć się bezradnością w poszukiwaniu etosu kobiecości i męskości na zasadzie zrozumienia i tolerancji słabości i siły obu płci; zrozumienia, że On i Ona bez siebie nic nie znaczą, a razem są tym, o co Bogu w dziele stworzenia chodziło.

www.rowerempokraju.blogspot.com
www.hamer369.blogspot.com
www.hamer.pinger.pl
 
Artykuły do przedruku
http://artelis.pl/artykuly/28752/Kobieta-bez-winy-i-wstydu