ksiazki sm

Książki

DUSZA KOBIETY. EGO MĘŻCZYZNY

dusza bookNiezwykła opowieść o kobiecie i mężczyźnie i ich związku. Jedna historia przedstawiona z dwóch punktów widzenia, tak by kobieta i mężczyzna mogli zrozumieć siebie.
 
Jednocześnie opowieść na tyle wspaniała, bo pokazująca, jak pokochać siebie i swoje życie. Jak znaleźć szczęście i prawdę. Dzięki książce nauczysz się pracować ze sobą, dążyć do celu i pokonywać bariery, które stoją na drodze do najskrytszych marzeń.
 
Najważniejsze to być dla siebie dobrym i pokochać swoje życie, a wtedy wszystko będzie prostsze i piękniejsze. Jeśli nie wierzysz, przeczytaj tę książkę i skorzystaj z doświadczeń, zresztą bardzo wiarygodnych, bo opartych na zapisie prawdziwych relacji ze spotkań terapeutycznych.
 
Jeśli ważny dla Ciebie jest rozwój duchowy, jeśli wciąż szukasz drogi do celu lub kolejny raz stwierdziłaś/stwierdziłeś, że na nic nie masz wpływu, a Twoje życie to pasmo porażek... to czas sięgnąć po tę książkę.
 
Nigdy nie jest za późno na zmianę, więc rozpocznij ją teraz najlepiej od przyjrzenia się swojemu życiu z innej niż dotychczas strony.

Recenzja z bloga "HERBATKA Z KSIĄŻKĄ"

Ostatnimi czasy poszukuję książek, które mogą w jakiś sposób nakierować na dobrą życiową drogę. Jest to ważne, zwłaszcza dla młodych osób, które chcą poznać swoje własne ja i potrzebują wskazówek. Jednym takim ważnym – dla kobiet zwłaszcza – tytułem jest, albo będzie: Dusza kobiety... Ego mężczyzny... Zastanawiałam się najpierw, od której części mam zacząć. Może od tej kobiecej, żeby się utożsamić bardziej z bohaterką, a może od męskiej, aby zobaczyć problem z jego perspektywy? Rozpoczęłam swoją lekturę od popatrzenia na sprawę z punktu widzenia kobiety, aby bardziej ją zrozumieć, przeanalizować na swój sposób. Zdziwiło mnie najpierw, że to właśnie część męska jest dłuższa, a spodziewałam się odwrotnej sytuacji zważywszy, że to płeć piękna bardziej rozczula się nad tematem i musi zrozumieć dokładnie co się dzieje wokół niej. Mamy przed sobą dwoje ludzi, Hanię i Krzysztofa, którzy nie czują się dobrze w swoim dotychczasowym życiu. Kobieta potrzebuje miłości, a Mężczyzna – zmiany, choć sam jeszcze o tym nie wie. Całość jest napisana świetnym językiem, który momentami był za bardzo poetycki, wyimaginowany, nienaturalny. Mimo to, książka wciąga i bardzo interesuje swoją treścią. 

Dusza kobiety...

Hanna właśnie awansowała w pracy, dostała własny pokoik. Także została oczarowana przez granatowe oczy dyrektora Krzysztofa Olszewskiego. Zaczyna o nim dużo myśleć, a także przez to odsunęła się od swojego męża, z którym tak naprawdę nigdy nie miała świetnego kontaktu. Czuła się jednak źle w zaistniałej sytuacji. Postanawia chodzić na terapię, podczas której widzi swój problem z innej strony, patrzy i poznaje także swoje wnętrze i dawne ja, które wiele komplikuje w jej teraźniejszej egzystencji. Podczas czytania tej części odczuwałam złość w stosunku do Krzysztofa. Wydawało mi się, że pogrywa z Hanią, że jego intencje nie są dobre. Być może się myliłam... 

Ego mężczyzny...

Spodziewałam się zobaczyć historię tych dwoje od początku, jednak już od razu zostałam zaatakowana przez przemyślenia Krzysztofa. Czuje się on przywiązany do żony, z którą przeżył wiele dobrych i złych lat. Uważa także, że jest za stary na romanse i nową miłość, jednocześnie jednak, nie może zapomnieć o Hani. Jego życie zmienia się zarówno zależnie od niego, jak i całkowicie niespodziewanie. Dokucza mu zdrowie, oraz jest bliski depresji. Postanawia także udać się do terapeutki, tej samej, do której uczęszcza jego kochanka. W tej części mamy więcej terapii, niż samej historii romansu. Dowiadujemy się, dlaczego Krzysztof tak ignoruje Hanię i być może jesteśmy w stanie go polubić. Jego problemy mają swoje podstawy przede wszystkim w dzieciństwie, kiedy to kobieta – jego matka – rządziła wszystkim, co go dotyczyło. Mężczyzna poznaje swoje wnętrze, sekrety i obawy. 

Elżbieta Liszewska stworzyła nietuzinkowe dzieło, które naprawdę warto przeczytać. Na pewno otwiera oczy na wiele życiowych aspektów – nie tylko tych związanych ze zdradą i miłością. Podczas zapoznawania się z kolejnymi rozdziałami ma się wrażenie, że uczestniczy się regularnie w sesjach terapeutycznych wraz z bohaterami. Pragnie się zmienić coś w swoim życiu, jakby te przedstawione problemy dotyczyły także nas samych. Wielką zaletą tej książki jest wielość przykładów osób, które potrzebowały wizyty u psychologa. Dzięki temu, lektura nabiera autentyczności, a czytelnik dowiaduje się wiele cennych dla niego rzeczy. Co wpływa na jego teraźniejsze zachowanie? Jak zmienić swoje podejścia do własnej egzystencji? Dlaczego oceniamy innych? Takie właśnie dylematy i wiele innych będą przechodziły przez naszą głowę zapoznając się z Dusza kobiety... Ego mężczyzny.... (...)

 Odczuwałam nieco niedomówień i brak odpowiedzi. Przeszkadzało mi to, ale książkę przeczytałam błyskawicznie. Widać w niej wiele lat doświadczenia autorki i obserwacji poczynań ludzkich. Lektura ta wiele analizuje, wiele wyjaśnia. Jest to pozycja warta uwagi, dlatego polecam ją fanom psychologii i tym, którzy chcą dowiedzieć się więcej o sobie. Bo to nie jest tylko historia o zakazanym uczuciu, ale także o zachowaniach człowieka.

Recenzja z bloga Książki & filmy

Książka dość nietypowa. Przedstawia ona jedną, tą samą historię z dwóch punktów widzenia - mężczyzny oraz kobiety. Krzysztofa oraz Hanny. Każde z nich ma inne spojrzenie na sytuację, która ma miejsce. Oboje mają odmienne spojrzenie na relacje między nimi oraz świat w którym żyją. Kobieca część ukazuje wrażliwą naturę kobiety oraz skierowana jest bardziej na emocje, natomiast męski punkt widzenia pokazuje jak ważnym i nieodłącznym elementem człowieka jest jego 'ego'.
     Pozycja przedstawia nam jak mamy sobie poradzić z otaczającym nas światem, emocjami jakie w nas tkwią. Ukazuje kilka metod, które pomogą nam zmienić nastawienie do nas samych jak i ludzi, którzy nas otaczają. W książce znajdziemy kilka sposobów jak zmienić siebie, swoje życie. Zaznacza, że zmiany powinniśmy zacząć od siebie, od swojego sposobu myślenia. Nie powinniśmy zmieniać na siłę innych. Jak zmienimy siebie to zupełnie inaczej zaczną nas postrzegać nasi znajomi, czy nawet zupełnie obcy ludzie. Z innym nastawieniem cały świat może się zmienić. Niektóre rady na pewno sama zastosuje w swoim życiu :).
     (...)
     Książka jest odpowiednia dla osób, które chcą zmienić swoje życie ale nie wiedzą jak się do tego zabrać. W prosty sposób ukazane są elementy, których powinniśmy przestrzegać aby poprawiło się nasze dotychczasowe życie. Abyśmy żyli szczęśliwi zgodnie z własnymi przekonaniami.
     Bardziej przekonująca dla mnie była wersja "Dusza Kobiety" relacjonowana z punktu widzenia kobiety. Możliwe, że jest to spowodowane faktem iż sama jestem kobietą :).

     Moja ocena: 7/10.

Fragmenty książki "Dusza Kobiety. Ego Mężczyzny" do pobrania

POBIERZ Dusza Kobiety (pdf)POBIERZ Ego Mężczyzny (pdf)

MIŁOŚĆ PO PRZEJŚCIACH

milosc bookŻycie uczuciowe przypomina ogród. Jeśli się o nie troszczymy, mamy gwarancję, że rozkwitnie. Zaniedbane popadnie w ruinę. Dzięki poradom autorki bestsellerowej „Duszy kobiety. Ego mężczyzny” zostaniesz wzorowym ogrodnikiem miłości.
 
Jeśli znasz gorycz rozstania i nie chcesz go ponownie przeżyć, jest to książka idealna dla Ciebie. Podpowie Ci ona, w jaki sposób możesz ustrzec się błędów popełnianych w Twoich poprzednich związkach. Upewnisz się również, że toksyczne relacje z przeszłości nie rzucą cienia na obecne szczęście, a Twój związek będzie oparty wyłącznie na bezwarunkowej, zdrowej miłości.
 
Dzięki praktycznym poradom zawartym w książce nauczysz się odnajdywać swoje wyzwalacze pozytywnych uczuć i będziesz wykorzystywać je w odpowiednich momentach. Z łatwością będziesz dostrzegał zagrożenia dla związku i zawczasu zapobiegniesz potencjalnym kryzysom. Dowiesz się również, jak wyleczyć się z żalu do poprzedniego partnera, zaakceptować wady obecnego, a także jak nie powtarzać błędów popełnianych przez Twoich rodziców. Poznasz też sposoby na nadanie większej pikanterii swojemu życiu erotycznemu i wykorzystasz terapeutyczną moc afirmacji.
 
Czas zadbać o miłość!

"Miłość po przejściach" nie jest zwyczajnym poradnikiem z opisanym naukowo studium przypadku i odpowiednio dobranymi rozwiązaniami, poradami czy technikami radzenia sobie z sytuacją. Książka ta jest fabularyzowana. Opowiada historię Krzysztofa i Hanny, których związek nie należy do łatwych. Zanim Krzysztof postanowił związać się z Hanią, był żonaty, a decyzja pozostawienia pierwszej kobiety, którą poślubił, odbiła się na nim i na relacji z nową partnerką. Tak naprawdę mało o sobie wiedzieli, przede wszystkim o swoich potrzebach, przyzwyczajeniach, oczekiwaniach wobec siebie nawzajem. W budowaniu wspólnej przyszłości postanowili więc zwrócić się o pomoc do Joanny i zacząć terapię.Od razu uspakajam - książka nie jest typową fabularną historią. Jest to w specyficzny sposób napisany pełnowartościowy poradnik dotyczący zrozumienia siebie, partnera i relacji jaka was łączy. Znajdziemy tu wiele ćwiczeń, zadań, refleksji, zasad i prawd, które pomogą zbudować udane i dojrzałe życie uczuciowe. Według mnie wykorzystanie historii dwojga ludzi do zobrazowania problemów, jakie mogą pojawić się między partnerami, było świetnym posunięciem. Nie wszyscy dobrze przyswajają "suche" poradniki i potrzebują żywszych przykładów. Tutaj znajdziemy wszystko, co potrzebne.
Dodatkowo pozycja napisana jest barwnym i prostym, zrozumiałym językiem. Brak tu pustych naukowych frazesów, a jedynie to, co naprawdę najważniejsze.Przyznam szczerze, że "Miłość po przejściach" skłoniła mnie do głębokich refleksji na temat mojego własnego związku i pozwoliła spojrzeć z boku i obiektywnie na pewne jego aspekty. Dzięki niej wiele zrozumiałam i jeszcze nie raz będę wcielać w życie rady, jakie książka mi przyniosła.Zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom poradników i osobom, które chcą czegoś więcej niż dobrego związku. Osobom, które chcą go zrozumieć.Agata

Fragment książki "Miłość po przejściach" do pobrania

POBIERZ Miłość po przejściach (pdf)

 

Czytaj więcej...

Filmy

Zapraszamy do obejrzenia filmów dotyczących rozwoju osobistego. W filmach biorą udział wykładowcy z Akademii Liderów oraz dyrektor szkoły. Dzięki filmom dowiesz się kto będzie Cię uczył, jak i o czym :)

Czytaj więcej...

Czytelnia

W tym miejscu umieszczamy inspirujące artykuły różnych twórców nawiązujące do tego czym zajmujemy się w ramach naszej działalności.
Zapraszamy do lektury:

POCZUCIE WŁASNEJ WARTOŚCI

W popularnym znaczeniu słowo "egoizm" oznacza między innymi nadmierną miłość do siebie samego, zadufanie w sobie, przekładanie swoich spraw nad innymi, troszczenie się tylko o siebie, itd. To niemalże synonim "zła". Niestety tak właśnie jest, egoizm wciąż wielu osobą kojarzy się źle, przez co zrodził się niesamowity paradoks dotyczący chociażby kobiet.

Kobiety często mówią same o sobie, że się poświęcają dla dzieci, rodziców, męża. Samo otoczenie często "wymusza" na nich "poświęcanie się" dla innych. Kobiety wówczas mają wymówkę, aby "uciec" od własnych problemów, narastającego niezadowolenia itd. Mówią, że "dzieci są ważniejsze", "mąż jest ważniejszy" a tymczasem jest to tylko oznaka ich niskiego poczucia wartości.

Kobiety zapominają, że przecież myślenie o swoich potrzebach, pragnieniach i o tym jak je spełnić jest rzeczą naturalną i należy się zarówno im jak im dzieciom, partnerom, znajomym. Być może również nie wiedzą, że egoizm to przede wszystkim troska o siebie.

A więc kobieto, zwróć uwagę na to, że bierzesz na swoją głowę cały dom. Cały czas myślisz o swoich najbliższych, wszystko dla nich robisz a własne potrzeby ciągle spychasz na boczny tor. Odpowiedz sobie na pytanie "A kto zatroszczy się o mnie?

Na szczęście egoizm, wbrew pozorom, może być również pozytywną cechą. Wszystko zależy od tego jak będziemy go postrzegać i jakie intencje będą nami kierować.Tak naprawdę wystarczy się go tylko nauczyć, poczuć, że ma się do niego prawo  i wdrożyć
w życie nowe spojrzenie na egoizm.

Po pierwsze! Naucz się myśleć o sobie bez wyrzutów sumienia
Rób to na co masz ochotę, bez wyrzeczeń. Przestań zadręczać się, że kupiłaś sobie nowe perfumy zamiast mężowi nową koszulę. Przestań myśleć obsesyjnie "co u dzieci" gdy jesteś na babskim wypadzie z przyjaciółkami. Zadbanie o Twoje dobro i przyjemności jest równie ważne jak zadbanie o dobro innych.

Po drugie! Odnajdź w sobie siłę
Poszukaj w swoim wnętrzu siły, bo masz w sobie moc a zdrowy egoizm spowoduje, że poczujesz swoją wartość ze zdwojoną siłą. Egoizm nie jest grzechem lecz nieustającym źródłem wsparcia dla siebie samej.

Po trzecie! Przestań oczekiwać
Często oczekujesz od innych osób np. bliskich, aby byli wdzięczni za to, że się dla nich poświęcasz, ale po pierwsze nikt Ci sie nie karze poświęcać a po drugie jeśli robisz coś dla kogoś rób to z potrzeby serca w przeciwnym razie Twoje działania będą tak naprawdę oparte na chęci podbudowania własnej wartości.

Po czwarte! Znajdź czas dla siebie
Codziennie pytaj siebie "Co dziś zrobiłam dla siebie?" jeśli nic pamiętaj, żeby koniecznie coś zrobić. Ty jesteś najważniejsza - pamiętaj! Dzięki temu, że robisz coś dla siebie paradoksalnie robisz wiele dla swoich bliskich i otoczenia. Robiąc coś dla siebie emanujesz radością
i szczęściem. Idź więc na spacer, do lekarza, zadbaj o siebie, zrób maseczkę, ufarbuj włosy, kup sobie ulubione danie, pomedytuj, zrób sobie kąpiel, pobądź sama ze sobą. Zrób to na co masz ochotę a potem zajmij się pracą, dziećmi, mężem. Poświęcaj sobie co najmniej tyle czasu ile poświęcasz najbliższym.

Po piąte! Pokochaj siebie
Pogódź się ze swoimi wadami, zaakceptuj to jaką jesteś. Zaprzyjaźniaj ze swoim ciałem
i myślami. Rób dla nich jak najwięcej. Traktuj siebie jak swoją najlepszą przyjaciółkę
i wymagaj od siebie tyle samo, co od niej. Nie mniej i nie więcej. Codziennie mów jak bardzo się kochasz a dziś wypisz na kartce 30 swoich zalet i powieś je sobie nad łóżkiem. Jeśli będziesz miała problem z wypisaniem zalet, poproś o to najbliższych. Zakochaj się w sobie, bo drugiej takiej jak Ty nie ma!

Po szóste! Przestań być Matką Teresą
Przestań każdemu usługiwać. Dzieciom, mężowi, szefowi. Oni przez to nie będą Cie mocniej kochać czy akceptować. Stawiaj granice. Nie zbawisz świata poświęcając sie dla innych. Nie musisz podawać obiadu czy piwa mężowi ani odrabiać za dzieci lekcji. Nie musisz również godzić się na nadgodziny lub robić więcej niż powinnaś. Nie zadowolisz innych. I pamiętaj jedyną osobą jaka ma być zadowolona to TY sama.

Po siódme i ostatnie! Bądź egoistką
Wyznawaj w życiu zasadę zdrowego egoizmu. Zdrowy egoizm to nic innego jak świadome przeżywanie własnego życia przez odważne rozwijanie własnej tożsamości i śmiałe dążenie do swoich pragnień. To zdrowe stawianie siebie w centrum swojego własnego świata. To dbanie o swoje własne marzenia i robienie tego czego się chce. Może trudno Ci w to uwierzyć, ale naprawdę nie musisz się poświęcać dla niczego ani dla nikogo.

Zdrowy egoizm to styl życia, pozytywna cecha, która warunkuje równowagę. Rezygnując z egoizmu obarczasz innych odpowiedzialnością za siebie, ufasz bardziej innym niż sobie samej, zamiast szczerego wyrażania emocji jesteś uprzejmie grzeczna tracąc szacunek dla siebie a tym samym rezygnujesz z siebie samej i z własnych celów.
Wybór należy do Ciebie.

ASERTYWNOŚĆ

Zastanawiałeś się kiedyś czy Twoje dziecko jest asertywne? A może dopiero myślisz o powiększeniu rodziny i chciałbyś, aby Twoja pociecha właśnie taka była? Asertywność to termin dziś szeroko rozpowszechniony. Nie wszyscy jednak wiedzą, co on dokładnie oznacza.

A asertywność to posiadanie i wyrażanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie swoich emocji. To takie zachowanie, które pozwala na wyrażanie własnych opinii oraz bronienia swoich prawd, jednocześnie bez odmawiania ich innym. To umiejętność przyjmowania krytyki, ocen i pochwał, to świadomość siebie, stanowczość.To zdolność związana z umiejętnością stawiania granic i mówieniu komuś „nie” – bez poczucia winy, że zrobiłam coś wbrew sobie ale jedynie po to, aby nie zrobić komuś przykrości. Oczywiście mówiąc „NIE” trzeba jednocześnie pamiętać, że inni też mają prawo do tego samego.

Dla osoby asertywnej nie zawsze każdy będzie dobry i miły. Osoba asertywna nie jest też i nigdy nie będzie doskonałą osobą, bo ma również prawo do agresji czy uległości, ale wszystko co robi, jest zgodne z nią samą i z tym co czuje w sobie. Nie raz zdarza jej się popełnić jakiś błąd, jak każdemu, ale umie z niego wyciągnąć wnioski zamiast się za niego karcić, a tym samym umie, zaakceptować swoje porażki i iść dalej na przód z nowymi doświadczeniami.

Niestety asertywności trzeba się nauczyć, a najlepiej byłoby, gdyby nas jej nauczono, wtedy kiedy jest na to czas – czyli w dzieciństwie. Niestety żyjemy w czasach, w których większość osób wywodzi się z rodzin dysfunkcyjnych, których środowisko zahamowało prawidłowy rozwój asertywności ,czego skutki do dziś doświadcza nie jedna osoba. Może gdyby uczono nas asertywności w dzieciństwie więcej osób umiałoby dziś wyrażać otwarcie swoje opinie, mówić czego się tak naprawdę chce,a na co nie wyraża zgody. Wówczas może jako nastolatek umiałbyś odmówić presji kolegów sięgnięcia po pierwszego papierosa lub po pierwsze piwo. Być może nie zszedłbyś na złą drogę, mniej wagarował, nie uciekał z domu. Niestety czasu nie cofniemy, dlatego nie pozostaje nic innego jak nauczyć się bycia asertywnym, a najlepiej uczyć tej cechy swoje dzieci już od najmłodszych lat. Zapytasz po co? Bo dzięki odpowiednio wykształconej asertywności dziecku łatwiej będzie dorastać, nie da sobą tak łatwo manipulować, nie będzie agresywne w kontaktach z innymi, nie będzie ulegało negatywnemu wpływowi swoich rówieśników, będzie potrafiło odmówić, wyrazić własne zdanie i obronić je. Będzie umiało zadbać o własne interesy.Poza tym, jeśli się dobrze przyjrzysz, dzieci już od małego przejawiają postawy asertywne bądź nie. Są „niegrzeczne”, bronią swojego zdania za wszelką cenę, krzyczą, tupią nóżkami, bo coś im się nie podoba. Ale są też i uległe, robiące wszystko czego „TY” chcesz, nie znające sprzeciwu.

Poniżej proponujemy Ci „Prawa asertywności dla dzieci” w ujęciu o sytuacje wzięte z życia pociech.

1.PRAWO DO DOMAGANIA SIĘ TEGO, CZEGO CHCEMY
„Nie krzycz, uspokój się, założę Ci buty na rzepy, będzie Ci wygodniej, zobaczysz, uwierz mi, więc nie dyskutuj ze mną” – takim postępowaniem nie uczymy dziecka asertywności, a jedynie uległości. Słuchaj swojego dziecka, ono też tak jak i Ty, ma swoje potrzeby – mimo że jest małe. Jeśli nie chce zakładać butów na rzepy tylko na sznurowadła i mówi Ci o tym, pozwól mu na to, być może w butach na rzepy jest mu niewygodnie, a nóżka wypada z buta.

2.PRAWO DO WŁASNEGO ZDANIA, UCZUĆ I ICH ODPOWIEDNIEGO WYRAŻANIA
„Nie krzycz, daj koleżance wiaderko, przecież widzisz, że chce. Nie bądź taki niekoleżeński”. Taka postawa uczy dzieci agresji, bo ktoś im coś każe, a ono musi zrobić. Robi to, bo mama/tata kazali, a w nim samym aż się gotuje ze złości albo, co gorsza, bije ze złości koleżankę albo kopie co popadnie. Nie powinniśmy się złościć na dziecko w takiej sytuacji, bo jest niekoleżeńskie, bo nie chce pożyczyć wiaderka, bo to tylko nasz punkt widzenia, a dziecko ma swój i nie wiemy dokładnie, co nim kieruje. Zatem na siłę nie każ się dziecku dzielić zabawkami. To tak, jakby ktoś nam kazał pożyczyć lub oddać ulubioną sukienkę/książkę, do której jesteśmy bardzo przywiązani, koleżance z pracy. Prawda, że niektórym mogłoby się to nie spodobać i byłoby to trudne do wykonania? A my dziecku coś nakazujemy i jeszcze się złościmy jak tego nie zrobi. Powinnyśmy raczej powiedzieć: ‘”widzę ze jesteś zły i rozzłoszczony, bo dziewczynka chciała Ci zabrać Twoje wiaderko. Nie musisz jej go dawać, jeśli nie chcesz i nie masz na to ochoty” – takie nasze zachowanie to akceptowanie uczuć dziecka i okazywanie szacunku dla jego indywidualności. Dziecko nie poczuje się wtedy źle, nie będzie się złościć, kopać – będzie natomiast wiedzieć, że szanujesz jego zdanie i masz szacunek jak wyraża uczucia, które nie do końca pochwalasz.


3.PRAWO DO WYPOWIADANIA WŁASNYCH OPINII, BEZ KONIECZNOŚCI ICH UZASADNIANIA
„Dlaczego złościsz się na brata, no powiedz dlaczego, dlaczego powiedziałeś że nie chcesz się z nim bawić? Czemu milczysz? Mówię do ciebie!” Jeśli nasza pociecha powie nam, że nie chce bawić się z bratem – uszanujmy to. Dziecko nie musi mieć ochoty, na to, co my byśmy chcieli albo nam się wydaje, że ono, by chciało. Powiedzmy w takiej sytuacji: „Rozumiem, że nie chcesz bawić się z bratem. Masz swoje powody, szanuje je. Jak będziesz chciał o tym porozmawiać, jestem obok w pokoju, a tymczasem możesz bawić się sam”. Dzięki takiemu podejściu Twoje dziecko nie będzie się w przyszłości bało wyrażać swoich potrzeb i opinii.


4.PRAWO DO PODEJMOWANIA WŁASNYCH DECYZJI I RADZENIA SOBIE Z ICH SKUTKAMI
Jeżeli dziecko wybierze sweterek zamiast kurtki na popołudniowy spacer i mocno się z Tobą o to awanturuje, odpuść, pozwól mu na ten sweterek i powiedz, że to jest jego własna decyzja, a jak będzie mu zimno, będzie musiał wytrzymać. Nauczysz go wtedy podejmowania własnych decyzji i radzenia sobie z ich konsekwencjami. Jak będzie mu zimno podczas spacerku zauważysz, że to był zły wybór, ale będzie musiał wytrzymać, bo taka podjął samodzielna decyzje. Nauczysz go tym, że każda podjęta przez niego decyzja będzie miała swoje konsekwencje, czasem też te złe, ale uczysz tym dziecko brania odpowiedzialności za własne czyny i wybory, a nie spychania odpowiedzialności na innych.


5.PRAWO DO NIEWIEDZY NIEROZUMIENIA/PROSZENIA O POMOC
„Jak możesz nie wiedzieć jak robią krówki albo gdzie odlatują ptaki na zimę?” czy „Znowu nie zawiązałeś butów. Ile jeszcze razy mam Cię tego uczyć?” Przykładów można mnożyć wiele. Dziecko ma też prawo czegoś nie wiedzieć, a nam nie wolno się na nie złościć. W dorosłym życiu nasza pociecha może nigdy nie umieć prosić o pomoc ze strachu, że ktoś na nie nakrzyczy albo wyśmieje za niewiedze. Pomagajmy raczej dziecku odkrywać pewne rzeczy jeszcze raz. Pokażmy jak robią te krówki i powiedzmy, że ptaki odlatują na zimę do ciepłych krajów. Pomóżmy po raz setny zawiązać buciki, ale zróbmy to z pomocą samego dziecka. Dzięki temu nasza pociecha zawsze będzie przychodziła do nas prosić o pomoc, a w dorosłym życiu nie będzie bała się o nią prosić innyc


6.PRAWO DO POPEŁNIANIA BŁĘDÓW
Znowu zrobiłeś to źle, daj zrobię to za Ciebie. Gapa z ciebie” – zapewne częsty scenariusz. Denerwujemy się na dzieci, bo robią coś za wolno, bo robią źle, a my zamiast nauczyć je jak robić poprawnie krzyczymy, złościmy się albo, co gorsza, wyręczamy. Pamiętajmy jednak, my też popełniamy błędy i nie lubimy jak wtedy ktoś na nas krzyczy. Popełnianie błędów jest rzeczą ludzką i naturalną i taką wiedzę powinnyśmy przekazywać naszym dzieciom.


7.PRAWO DO ODNOSZENIA SUKCESÓW
Pozwólmy dziecku zrobić coś samemu. Pozwólmy wystąpić w przedstawieniu, wziąć udział w konkursie – nawet jeśli nie wierzymy w jego wygraną. Wspierajmy go w jego zmaganiach, dajmy odnieść sukces. Nic nie jest dla dziecka większą nagrodą niż pochwała, nawet za te małe sukcesy życiowe.


8.PRAWO DO ZMIANY ZDANIA
Tak jak i my, dzieci również czasem zmieniają zdanie. Nie złośćmy się, kiedy nasza pociecha nagle powie, że chce zostać w domu, a my już stoimy ubrani przy drzwiach i gotowi do wyjścia. A może po prostu coś ją rozbolało, albo przypomniała sobie o jakiejś nowej zabawie?Nie mówmy, że jest niezdecydowane, bo dziś siedziało w ławce z Kasią, a wczoraj z Antkiem – ma prawo zmieniać zdanie i kieruje się w tej zmianie jakimś swoimi wewnętrznymi powodami – zupełnie jak my dorośli.


9.PRAWO DO PRYWATNOŚCI
Dajmy dziecku prywatność. Pukajmy jak wchodzimy do niego do pokoju, nie czytajmy pamiętników, nie śmiejmy się, kiedy nagle zacznie wychodzić do drugiego pokoju, aby się przebrać. Powiedzmy również dziecku, że nikomu, bez jego zgody nie wolno ruszać jego rzeczy osobistych. Uczymy tym samym tego, że nasze dziecko będzie szanowało czyjąś prywatność.


10.PRAWO DO BYCIA ASERTYWNYM
Prawo najważniejsze. Dajmy prawo swojemu dziecku do nauki bycia asertywnym już od najmłodszych lat. Tłumaczmy mu, jakie ma prawa i jak może z nich korzystać. I przede wszystkim pozwólmy dzieciom być asertywnymi.


Jak widzisz prawa asertywności mogą również służyć dzieciom, a nie tylko dorosłym. Mogą pomóc w ich rozwoju oraz w lepszym zrozumieniu świata. Dlatego asertywności powinno się uczyć dzieci już od najmłodszych lat. A jeśli sam nie jesteś asertywny, mamy dla Ciebie dobrą wiadomość. Można jej się nauczyć w każdym wieku, przy odrobinie chęci i czasu. Bo będąc samemu asertywnym najlepiej nauczysz asertywności swoje dzieci!

Kamila Przypis

UZALEŻNIENIA, WSPÓŁUZALEŻNIENIA, MOLESTOWANIE

Okaleczenia, które nie zostawiają szram na ciele, ale głęboko ranią duszę. Trudno o nich mówić otwarcie, bo powodują poczucie wstydu albo poczucie winy.

Osoby, które mają trudności z stworzeniem udanego związku, powinny głęboko się zastanowić czy nie były ofiarami molestowania. Nie do końca zdajemy sobie sprawę, jaki wpływ na nasze życie mogą mieć takie doświadczenia oraz co może być uważane za molestowanie.....

Wiele osób doznało molestowania, często nie uświadamiając sobie tego, że przekraczanie pewnych granic jest naruszeniem intymności. Formą molestowania jest brak szacunku do ciała drugiej osoby taki jak poklepywanie, obmacywanie jak również wyśmiewanie i szydzenie - to rani psychikę i powoduje niewłaściwe podejście do sfery seksualnej ( od zablokowania po rozwiązłość).

Molestowanie seksualne to przekroczenie granic naszej intymności, granic których nikt nie ma prawa naruszać. Często nie widzimy wielu zachowań, które okaleczają sferę intymną. Mężczyźni, którzy nie radzą sobie z własnym popędem seksualnym, rozładowują go w różny sposób (niestety akceptowany w naszym społeczeństwie). Ojcowie, wujkowie, dziadkowie, sąsiedzi naśmiewający się z piersi dorastającej dziewczynki (nazywając je różnymi epitetami) lub obmacujący ich piersi tak, jak by mieli do tego prawo. Obrzydliwe teksty typu „ dupeczki”, „ suczki” sprowadzające kobiety do rangi przedmiotu, zabawki seksualnej. Przerażające jest to, że dorosłe kobiety, będąc świadkiem takich sytuacji nie reagują na zachowania mężczyzn, często nawet wobec własnych dzieci. Takie zachowania nie są normalne.

Inną formą naruszania granic jest brak szacunku dla intymności poprzez nieodpowiednie warunki w których, młoda osoba nie ma możliwości w swobodny sposób zadbać o swoje potrzeby fizjologiczne i higieniczne.
Należy także wspomnieć o osobach, których podniecają patrząc na dorastające dziewczęta. Takie spojrzenie jest skrzywdzeniem. Tak wiec krzywdzić możemy tylko patrząc na tę młodą istotę z intencją, że chciałoby się z nią pójść do łóżka. Tę energię się czuje i jest ona obrzydliwa, chce się przed nią uciec.

Wiele kobiet jeszcze, jako dziewczynki doświadczyło molestowania seksualnego. Ten fakt ma ogromny wpływ na późniejsze relacje z mężczyznami i życie seksualne. Jeśli pierwszym doświadczeniem seksualnym było molestowanie, może to odbijać się to na budowaniu związków lub/ i pożyciu erotycznym.

Jeśli uświadomimy sobie, że byłyśmy ofiarami molestowania to warto o tym porozmawiać z bliskim nam kobietami. Może się okazać, że molestowanie w tej rodzinie jest wielopokoleniowe. Warto się od tego uwolnić by nie kontynuować tego przez kolejne pokolenia oraz by nie wpływało ono na obecne relacje.

Doświadczenie molestowania jest trudne, jest jak cierń w naszej psychice. Czasem nie rozumiemy dlaczego nasze życie nie układa się po naszej myśli, czemu nie mamy udanych związków, a przyczyna może tkwić w molestowaniu. Warto sobie to uświadomić, uwolnić się od nieracjonalnego poczucia winy i wstydu. Wewnątrz czujemy, że to co się zdarzyło było bolesnym doświadczeniem. Jeszcze trudniej jest wtedy, kiedy nasi bliscy, będąc świadkiem takich wydarzeń, nie potrafili nas ochronić, często nie zdając sobie sprawy z tego, że dzieje się coś niewłaściwego, co nie miało prawa nigdy się zdarzyć.

Bądźmy świadomi i nie pozwalajmy by inni ranili nasze dzieci, wyśmiewając, poniżając ich rozkwitające ciała, a już na pewno reagujmy, gdy ktoś rości sobie prawo, by dotykać, poklepać, pozaglądać, posprawdzać, bez względu na to, czy nasze dzieci mają lat 5, 10 czy 17 lat. Zadbajmy o ich prawo do intymności i stwórzmy warunki by mogło wzrastać bez bolesnych doświadczeń molestowania.
Bądź rodzicem, który jest czujny i chroni swoje dziecko.

Marzena Banasiewicz
http://www.akademialiderow.pl/kadra/mgr-marzena-banasiewicz.html
W tym artykule pragnę przybliżyć problem uzależnień, które w dzisiejszym świecie są zjawiskiem dość powszechnym. Jedne są nam doskonale znane jak uzależnienia od substancji o innych nie wiemy, że są uzależnieniem. Przybliżę, na czym polega uzależnienie, jakie mity krążą na temat picia, jak również, w jaki sposób bliscy wspierają osobę uzależnioną oraz o rodzajach uzależnień.

Uzależnienie jest to stanie umysłu, który przejawia się ciągłym myśleniem o substancji, która pozwoli poczuć się lepiej, dostarczy dodatkowej energii i będzie źródłem przyjemności. Zachowanie jest powtarzalne, a osoba uzależniona nie może przestać tego robić, czuje bardzo silny wewnętrzny przymus.

Wyobraźmy sobie osobę, która cokolwiek robi ciągle ma z tyłu głowy myśl - jak stąd wyjdę to wreszcie się napiję, wreszcie się odprężę. Wytrzymuje np. osiem godzin w pracy a po wyjściu z niej kieruje swoje kroki prosto do punktu, gdzie może zaspokoić swoje pragnienie. Każdy jej dzień ma podobny scenariusz a przymus jest tak silny, że nie potrafi się powstrzymać, łamie obietnice dane sobie i bliskim, przestaje kontrolować własne zachowanie a zaczyna manipulować ludźmi by robili za nią to, czego ona z powodu picia robić nie może, reorganizuje swoje życie po to, by móc pić i ponosić jak najmniej konsekwencji swojego postępowania; zmienia swój styl życia, system wartości i przekonań, rezygnuje z czynność, które przeszkadzają w piciu, często zmienia także towarzystwo.

Krąży wiele mitów o alkoholizmie. Jeden z nich dotyczy myślenia, że alkoholik to osoba z marginesu społecznego (pijak spod sklepu). Jest to błędne myślenie. Jak pokazują badania coraz częściej alkoholizm dotyczy biznes klasy. Osoby, które stać na markowy alkohol, zajmują wysokie stanowiska, które upijają się dwa razy w tygodniu do nieprzytomności (lub częściej), bo nie panują nad ilością wypitego alkoholu są w grupie wysokiego ryzyka! Każde upicie do nieprzytomności kończące się urwanym filmem, codzienne popijanie nisko procentowych alkoholi też prowadzi do uzależnienia. Drugi mit dotyczy częstości picia, uważa się powszechnie, że tylko osoba, która pije codziennie ma problem. Alkoholikiem może być także osoba, która pije tylko raz w roku, ale jej myślenie krąży nieustannie wokół tego, kiedy ten dzień nastąpi. Uzależnienie wiąże się ze stanem umysłu i wewnętrznym przymusem do zaspokojenia potrzeby w sposób najbardziej efektywny.

Bez względu na to ile by się mówiło o uzależnieniach, pisało to nadal istnieją ludzie, którzy nie wiedzą, że ich bliscy mają problem. Czasem nie mówią, bo to wstyd, ale bywa też tak, że osoby wychowane w domach alkoholowych nigdy nie usłyszały, że matka lub ojciec jest np. alkoholikiem. Istniejąca w domu sytuacja została owiana tajemnicą tak jakby jej nie było – nazywamy to zjawiskiem "hipopotama w pokoju stołowym". Bliscy wiedzą, że coś jest nie tak, ale udają, że jest wszystko w porządku.

Wyobraźmy sobie osobę, która pije regularnie, szuka okazji do świętowania i często znajduje ją wraz z towarzystwem do picia. Czuje wewnętrzny przymus, by zaspokoić swoją potrzebę i chce doświadczyć stanu odprężenia w całym swoim ciele, chce zapomnieć. O czym? Z tego sobie nie zdaje sprawy, a tak na prawdę nie chce sobie tego uświadomić. Często za uzależnieniem kryje się nieuświadomiony ból psychiczny.

Trzyma się wymówek typu „miałem trudny dzień”, „ktoś” lub „coś” go zdenerwowało, nadarzyła się okazja i nie mógł za nic odmówić, bo było by to źle odebrane – zaczyna żyć w świecie własnych iluzji wierzyć w to, co mówi! Czemu tak się dzieje? Bo pomyślenie o sobie jestem alkoholikiem jest bardzo trudne. Przyznanie się, wiąże się z wzięciem odpowiedzialności za siebie. Alkoholik jest osobą, która ma świetnie urządzony świat i często nie ponosi konsekwencji swojego postępowania. Ma sztab ludzi wokół siebie, które zadbają by był czysty, by miał co zjeść, ma go kto sprzątnąć z ulicy, kiedy trzeba i zapewnić mu alibi w pracy, gdy nie jest w stanie do niej iść. Jak on ma zauważyć, że w jego życiu jest coś nie tak? Bliscy osoby uzależnionej powinni sobie uświadomić, że gdy nie pozwalają by alkoholik zaczął odczuwać konsekwencje swojego postępowania na własnej skórze to tak jakby wbijali mu bardzo powoli gwoździe do trumny.

Oglądałam wywiad z AA, który w ten sposób opowiadał o wyjściu z nałogu. Któregoś dnia żona po spotkaniu w poradni poinformowała go, że ma dosyć jego picia i od dzisiejszego dnia nie będzie go w tym wspierać. Co on zrobił - poszedł się napić, a gdy rano powiedział do niej zadzwoń do pracy i powiedz, że mnie nie będzie odpowiedziała - sam sobie zadzwoń. Co zrobił - znów się upił, gdy pojechała do ojca na urodziny zapytana gdzie ma męża, wsadziła ojca do samochodu i przywiozła go do domu i pokazała, w jakim stanie jest. Gdy sąsiad przyszedł pożyczyć wiertarkę też skierowała go do pokoju gdzie leżał nieprzytomny. Była bardzo konsekwentna w swoim postanowieniu. Niedługo wyprowadziła się od niego. Gdy już wszyscy wokół dowiedzieli się, że jest alkoholikiem, stracił pracę, ocknął się w kilku nieprzyjemnych miejscach i zechciał coś ze sobą zrobić, bo zauważył, że ma problem. Bo do tej pory całą odpowiedzialność za niego brała jego żona. Dbała o jego wizerunek na zewnątrz, załatwiała alibi, by nie stracił pracy, kłamała przed rodziną i znajomymi. On był więźniem alkoholu, a ona więźniem jego. Trzeba sobie zadać pytanie czy wspierając osobę uzależnioną pomagam czy też tak naprawdę szkodzę? Dlaczego to robię?

Wg. Bohdana Tadeusza Woronowicza osoby uzależnione możemy podzielić na dwie grupy - pierwsza to łowcy nagród osoby, które drażnią lub pobudzają ośrodek przyjemności w mózgu poprzez różne uzależnienia (typu alkohol, seks praca) robią to, by poczuć się fajnie. Drudzy to osoby poszukujące ulgi – czują się źle, maja niskie poczucie własnej wartości, są w ciągłym dołku psychicznym, dlatego zażywają substancje by poczuć się lepiej, by wyjść z tego stanu, choć na chwilę.

Okazuje się, że gdy przekracza się granicę uzależnienia (od alkoholu, seksu, pracy itd.) nie jest ono już źródłem radości, staje się powodem cierpienia, przed którym chce się uciec.

Rozwój cywilizacyjny oprócz typowych uzależnień od substancji przyniósł nam uzależnienia psychiczne i fizyczne, które przez Światową Organizację Zdrowia zostały nazwane zależnościami. Co kryje się pod tym terminem np.:

  • uzależnienie od wiedzy, kiedy chodzimy na różnego rodzaju szkolenia, warsztaty, mamy ukończone kilka fakultetów, a nie wykorzystujemy tej wiedzy w praktyce;
  • uzależnienie od religii, kiedy staje się jedyną inspiracją do życia;
  • uzależnienie od pracy, kiedy pochłania zbyt dużo czasu i staje się miejscem, bez którego nie potrafimy funkcjonować;
  • uzależnienie od seksu, kiedy potrzeba rozładowania napięcia seksualnego jest tak silna, że nie panujemy nad tym, z kim i w jakich okolicznościach dochodzi do zbliżenia byle tylko na chwilę pozbyć się tego uczucia;
  • uzależnienie od sukcesu, kiedy własną wartość mierzymy osiągniętymi sukcesami, które i tak nas nie cieszą;
  • uzależnienie od ludzi, kiedy nie potrafimy samodzielnie funkcjonować, a brak drugiej osoby pozbawia nas sensu życia itp.

Uzależnienie wiąże się ze stanem umysłu, w którym osoba odczuwa silny przymus, żyje w świecie własnych iluzji i zaprzeczeń, rozładowuje narastające w sobie napięcie, zaspokaja nieuświadomiony ból psychiczny, następuje powtarzalność tego zjawiska oraz brak kontroli nad własnym zachowaniem.

Marzena Banasiewicz
http://www.akademialiderow.pl/kadra/mgr-marzena-banasiewicz.html

Zagadnienie współuzależnienia jest ściśle związanie z przebywaniem w otoczeniu osoby uzależnionej. Cechami współuzależnienia dotknięta jest duża część naszego społeczeństwa. Postaram się przybliżyć, na czym polega współuzależnienie, jaki ma wpływ na dorosłe życie oraz jakie uzależnienia i zachowania bliskich mogą powodować powstanie wzorca współuzależnienia.

Opowiem przypadek kobiety - ma 30 lat, samodzielna, wykształcona od lat mieszkająca poza domem, przyjechała odwiedzić rodziców. Informacje o tym, że ojciec może wrócić pijany pojawiła się tego dnia. Z godziny na godzinę stawało się to coraz bardziej pewne. Siedziała w fotelu, była zajęta rozmową, ale ciągle czuła narastające w sobie napięcie, zagubienie i poczucie bezradności. Pojawiło się też uczucie złości, lecz nie wiedziała, dlaczego się tak dzieje. Nic ją przecież nie łączyło z domem rodzinnym, na ile mogła odcinała się od niego, nie obchodziło ją to, że ojciec pije. Uważała się jednak za kogoś gorszego, nieprzystosowanego do życia czy w wieku młodzieńczym czy dorosłym życiu. Starała się być zawsze odpowiedzialna i uważała, że jest za poważna, brakowało jej spontaniczności i nie potrafiła nawiązać dobrych relacji z płcią przeciwną. Chwilę przed tym nim ojciec wszedł do domu kompletnie pijany złapała te uczucia. Uświadomiła sobie, że na tym fotelu od kilku godzin nie siedziała dorosła 30 letnia kobieta, tylko mała zagubiona dziewczynka oczekująca na to, co się dziś wydarzy. Sparaliżowana strachem, bezradna, z poczuciem, że nie potrafi nic z tym zrobić. Najgorsze było to oczekiwanie!

Te automatycznie załączające się mechanizmy są tak silne, że nie uzmysławiamy sobie, że jesteśmy na innym etapie życia, że to już inny czas i nadal ulegamy dziecięcym emocjom. Zjawisko to zostało nazwane współuzależnieniem. Polega ono na tym, że osoba współuzależniona ma poukładany świat wokół osoby uzależnionej. Nie ważne jest to, że już od dawna nie mieszka w domu rodzinnym, że ma własne życie, że odcięła się od przeszłości i kiepskiego dzieciństwa. Niestety ten zbędny bagaż zabiera ze sobą w dorosłość. Współuzależnienie powstaje wtedy, gdy mamy do czynienia z następującymi elementami;

  1. Silnie objawiające się zjawisko - jakim jest uzależnienie
  2. Bliskość tego zjawiska - jesteśmy skazani na obcowanie z osobą uzależnioną, bo jesteśmy dzieckiem, partnerem, współpracownikiem, sąsiadem
  3. Niemożność poradzenia sobie z uzależnieniem tej osoby – bo co może zrobić dziecko z pijącym rodzicem?
  4. Przystosowanie się do tego zjawiska jakim jest np. alkoholizm w domu - opracowanie całej strategii zachowań, by się nie narazić i móc funkcjonować
  5. Powstaje w wyniku tego choroba lub stan chorobopodobny (w wyniku tego, że jest się narażonym na silne stany emocjonalne, dana osoba wykształca w sobie cechy, które pozwalają jej przetrwać w takim domu, ale tak naprawdę są one dla niej bardzo destrukcyjne). Można to porównać do uniformu z szeregu różnych cech i zachowań, który z jednej strony chroni przed osobą uzależnioną (np. zamrożenie uczuć), a z drugiej upośledza funkcjonowanie w świecie zewnętrznym (osoba nie odczuwa własnych uczuć, często nie potrafi ich nazwać, a jak czuje to nie do końca ufa temu, co czuje). W efekcie może prowadzić do tego, że czuje się gorsza, inna, nieprzystosowana.

Wyobraźcie sobie układankę pt. dom z uzależnieniem, osoba współuzależniona to jeden z elementów tej układanki (pojedynczy puzzel), który wciska się na siłę do innych układanek (np. praca, własna rodzina, związek). Mimo dużej umiejętności przystosowawczych osoby współuzależnione mogą czuć się wyobcowane w nowym środowisku, mogą odczuwać w sobie pustkę, mogą mieć silne poczucie kontroli nad własnym życiem, a każda zmiana może wiązać się ze stresem. To, co przeżywają dzieci alkoholików nazywamy syndromem Dorosłych Dzieci Alkoholików. Jest to zespół cech, które ujawniają się w dorosłym życiu, a powstają na skutek wieloletniej traumy i życia w napięciu.

Osoby z cechami współuzależnienia, często nie wiedzą o tym, że gdy ich bliscy są osobami uzależnionymi ma to ogromny wpływ również na ich życie i funkcjonowania. W dorosłym życie zachowują się tak jakby nadal nie mieli wyboru tak jak w dzieciństwie, a mają go, bo są dorośli. Sama świadomość czasem daje inne spojrzenie na dotychczasowe życie. Należy zacząć od przyznanie się przed sobą mój ojciec, moja matka nałogowo pili.

Wg badań PARPA tylko 77 tysięcy dzieci alkoholików otrzymuje pomoc w placówkach socjoterapeutycznych. Potrzeby w tym zakresie są dziesięciokrotnie większe. Dotyczą również dorosłych pochodzących z domów, gdzie była przemoc psychiczna czy fizyczna, gdzie uzależnieniem była, praca, hazard, narkotyki, leki, gdzie panowała oziębłość emocjonalna - u nich także wykształciły się cechy współuzależnienia.

Współuzależnienie ściśle wiąże się z obcowaniem z osobą uzależnioną i podporządkowaniem jej swojego życia i funkcjonowania. Co powoduje brak wybudowania własnej tożsamości, życie, życiem osoby uzależnionej, wybudowanie w sobie cech i zachowań, które chronią przed osobą uzależnioną, ale utrudniają funkcjonowanie w dorosłym życiu.

Marzena Banasiewicz
http://www.akademialiderow.pl/kadra/mgr-marzena-banasiewicz.html

DDA - zespół wzorców kojarzonych z dziećmi alkoholika, jednak na tyle popularnych, że trudno znaleźć osobę, która by nie posiadała choć kilku tych cech. Cechy DDA porównałabym do obroży czy też pancerza, który tak długo nosimy, aż wrasta nam w skórę i już nie czujemy, że to coś odrębnego od nas.

Wzorce te sterują życiem, myślami, reakcjami, działaniami, emocjami, a posiadająca je osoba jest przekonana, że to ona kieruje swoim życiem. Oczywiście ta obroża nie jest niewyczuwalna, ona uwiera, gniecie, tylko trzeba chcieć to zobaczyć. Szczególnie „uwiera” w relacjach, nie tylko tych partnerskich, ale wszystkich, ponieważ uniemożliwia wejście w bliską, zdrową relację z ludźmi.

Warto spojrzeć na to zagadnienie z szerszej perspektywy uwolnień od wzorców i scalania, ponieważ wzorce DDA uniemożliwiają kontakt z samym sobą nawet na poziomie osobowym, napakowana wzorcami podświadomość filtruje rzeczywistość tak, że bardzo ją zniekształca.
Wszystkie informacje można znaleźć w Internecie, od siebie dodam, że:
- DDA wiąże się najczęściej (o ile nie zawsze) ze współuzależnieniem.
Współuzależnienie to uzależnienie od osoby uzależnionej, ale to nie musi być alkoholik, może to być ktoś z problemami, ktoś o cechach DDA, DDTR itd., mowa tu o zależności od czyichś przeżyć, emocji, doznań, o życie cudzym życiem. Jednak DDA wcale nie uważa, że żyje cudzym życiem, taka osoba uważa, że pomaga i wspiera.
- DDA ma poczucie misji, lojalności, poświęcenia.

 Poza tym DDA cechują:
- niskie poczucie wartości i dowartościowywanie się przez „pomaganie” innym,
- nieumiejętność kochania siebie, wieczne poczucie niedosytu, niezadowolenia,
- nieumiejętność zajęcia się sobą, swoimi problemami, swoim życiem,
- wypieranie, bagatelizowanie swoich problemów,
- pragnienie kontroli wszystkiego i wszystkich. DDA „wie”, jak kto ma żyć, postępować, działać w każdej sytuacji. Jedyną rzeczą, jakiej DDA nie wie, to: jakie jest? Co lubi, a czego nie? Co czuje? Czego by chciało? Taki człowiek o innych wie wszystko, bo cała jego uwaga jest przerzucona na innych, a niskie poczucie własnej wartości i wypieranie nie pozwala zobaczyć mu siebie prawdziwego i dostrzec swoich problemów.
 - W związku z tym, co powyżej, DDA nie umie przyjmować krytyki, nawet słusznej, konstruktywnej. Po pierwszym odruchu będzie ją zawsze traktować jak atak. DDA nie przyzna się do błędu, nie przeprosi, bo ono WIE, dlatego tak trudno dotrzeć do niego, bo ono widzi, co chce widzieć, słyszy, co chce słyszeć, i rozumie wszystko tak, jak chce, czyli żeby pasowało do jego przekonań.
- Wzorce DDA zaślepiają, stają się pewnego rodzaju filtrem, przez który patrzy na życie. DDA zamiast żyć – REAGUJE.
- DDA cechuje rozchwianie emocjonalne, ono żyje emocjami, boi się ich, nie umie ich przeżywać, wypiera niektóre (takie jak złość). Emocje oczywiście nie są złe, dają wskazówki, ale kiedy zaczynają człowiekiem rządzić, zaciemnia się perspektywa postrzegania świata.
- DDA często nosi maskę, udaje, że jest dobrze i się uśmiecha, a wewnątrz jest spięte i kontroluje.
- DDA nie potrafi wchodzić w zdrowe relacje – albo się dystansuje, polega tylko na sobie, albo się na kimś zawiesza. Często na przemian wpada ze skrajności w skrajność, raz trzyma kogoś na dystans, innym razem nadmiernie na kimś polega.

Gdy zapoznamy się z charakterystycznymi dla DDA cechami, poczytamy artykuły, zauważymy ogrom tematu, zaczynamy mieć tego dość. To bardzo dobry objaw. Kiedy zaczynamy mieć czegoś dość, zaczyna nas to męczyć – wtedy pojawiają się warunki do zmiany. Jesteś zmęczony/a, to puść te wzorce, puść DDA. One są potwornie męczące, ale jak długo zgadzamy się je nosić, tak długo je nosimy, za naszą zgodą chodzimy z takim „garbem” wykrzywiającym rzeczywistość.
Może zmęczenie oznacza gotowość, by puścić, zostawić to wszystko za sobą?
Ja, kiedy tak naprawdę wzięłam się za DDA, byłam nie tylko zmęczona, ale przede wszystkim zdeterminowana, wiedziałam, że już dłużej nie dam rady tak „żyć” i zrobię WSZYSTKO, żeby uwolnić się od DDA, dosłownie wszystko, wypróbuję każdą metodę i sposób, ale uwolnię się.
Bo to nie życie, tylko wegetacja, to takie bycie marionetką – żyje się, reaguje, widzi przez wzorce, nic nie jest prawdziwe.

Wzorce DDA wprowadzają chaos, dezorientują, to dlatego, kiedy zaczynamy się w nich zagłębiać, wszystko wydaje się motać, bo to jest siatka połączonych kodów, tworzących cały mechanizm. To są jednak pozory, zajmowanie się tym, czyli uświadamianie sobie, nazywanie, rozumienie, puszczanie, zmiana na nowe, to działa tylko na samym początku, nie od razu widać oszałamiające efekty, ponieważ to jest proces przebijania się przez skorupę.

Jednym z wzorców DDA jest: „nie chce mi się”, wpadanie w stagnację – „nie podoba mi się tak, ale nie chce mi się zrobić nic, żeby było inaczej” – to dodatkowo utrudnia proces uzdrawiania. Jednak to dla nas nic nowego, takie czy inne kody są po to, żeby się od nich uwalniać i iść dalej.

Pisałam to już przy różnych okazjach, ale powtórzę i będę powtarzać do znudzenia:
trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie, swój rozwój, życie. Wziąć na siebie uwolnienie od wzorców DDA. Nie robić tego z przymusu, bo ktoś kazał. Nie patrzeć na to, co inni robią czy powiedzą, bo to jest odwracanie swojej uwagi od sedna sprawy, ale trzeba zwrócić się do siebie, do wewnątrz. Patrzeć na wszystko od swojej strony: dlaczego tak zareagowałem/am? Dlaczego to się stało/rozegrało w ten sposób? Co to dla mnie znaczy? Co ja czuję i dlaczego? Bo kluczowe jest to, co ja czuję. I zaraz potem: a co chciałbym/chciałabym czuć? I to jest kierunek, do którego powinno się dążyć.

NikodemMarszalek.pl

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.
http://artelis.pl/artykuly/52887/DDA-wstep
Czlowiek z aktywnymi wzorcami DDA jest marionetką tych wzorców, reaguje w wyuczony, schematyczny sposób na sytuacje: tu nie ma samodzielnego myślenia, podejmowania decyzji. Jest wewnętrzne spięcie i impulsy zmuszające, by działać, myśleć i czuć tak, a nie inaczej. Wzorce DDA to maska, której podtrzymywanie kosztuje bardzo dużo energii, jaką można by poświęcić na uzdrawianie, uwalnianie.

Wzorce DDA blokują osobowość, dezorientują, ale z czasem – kiedy zaczynamy się im przyglądać – zaczynamy rozróżniać, co jest wzorcem, a co nami, co reakcją, a co decyzją. Trzeba świadomie się przyglądać, bez wyłączania uczuć, a nie zimno analizować. Brak odczuwania może wydawać się łatwiejszy, ale jest to pułapka, bo głową analizujemy, a skąd mamy wiedzieć, o co nam chodzi, jak to zrozumieć? Żeby jednak rozróżniać i zacząć uwalniać DDA, trzeba wiedzieć, na co zwracać uwagę.

Przy obserwacji i rozróżnianiu warto zwrócić uwagę na:
1. Powinności DDA.
2. Oczekiwanie porażki.
3. DDA zgaduje zachowania – co jest normalne?
4. Poczucie bezpieczeństwa budowane na kontroli = odbieranie otwartości, bliskości jako zagrożenia.
5. Wkręcanie się w spiralę wzorców.
6. Świat bez zasad.
7. Związki DDA.
8. Bycie potrzebnym.
9. Przeżywanie złości.
10. Przebaczenie.
11. Poczucie własnej wartości.


1. Powinności DDA

„Powinnam, powinienem” – to ulubione słowo DDA, a co to w ogóle znaczy, że „powinnam”?
Znaczy to tyle, że nie mam w ogóle na coś ochoty, ale muszę to zrobić z różnych względów, między innymi z mojej wrodzonej, wewnętrznej „szlachetności”, poświęcenia itd.
„Powinnam/powinienem” jest to słowo, od którego DDA zaczyna wiele swoich wypowiedzi/myśli, gdyż żyje powinnościami. Powinność nie ma nic wspólnego z tym, co się naprawdę chce robić, z pragnieniami – to jest to, co się uważa, że należy robić. Z DDA jest tym trudniej, że taka osoba utożsamia powinności z tym, co chce. Stawia tam znak równości i nie zastanawia się, czy jest inaczej. Kiedy zaczynałam terapię DDA i dowiedziałam się o tych powinnościach, zaczęłam widzieć, w jakich sytuacjach i jak często używam tego słowa i było tego bardzo wiele. „Powinnam to, powinnam tamto” plus ortodoksyjne wymaganie od innych, by równie sumiennie wykonywali swoje powinności. Wtedy rozpoczęłam swoją przygodę z odnajdywaniem tego, czego chcę, co lubię, czego potrzebuję, a słowo „powinnam” postanowiłam usunąć z mojego słownika.
Przygoda z odkrywaniem, czego chcę, ma cały czas swoją kontynuację, uświadomiła mi to ostatnia sesja z Nikodemem w temacie kontroli wewnętrznej. Kontrola wewnętrzna to taki gorset przekonań, zobowiązań, ról przyjętych jako ważne na to wcielenie i które zobowiązaliśmy się pełnić.
To są właśnie takie powinności – oczywistości – dla nas, nad którymi się nie zastanawiamy. Tylko że w tym nie ma nas prawdziwych, nie ma tego, czego byśmy chcieli, ten gorset sztucznie nas trzyma, scala, żebyśmy funkcjonowali i trwali na baczność w przyjętych zobowiązaniach. Jest na tyle mocno zasznurowany, by „brak oddechu” nie pozwalał się zastanowić, czy to na pewno my; nie daje nam prawa do bycia sobą. Nic tak bardzo nas nie oddala od siebie samych jak życie powinnościami, które szczelnie oddzielają nas od naszych prawdziwych potrzeb i pragnień i nie pozwalają ich zobaczyć. Powinność odbiera tożsamość.
Kiedy zdejmiemy ten sztucznie podtrzymujący nas gorset, wszystko się rozpada, bo nic nas już nie trzyma, i wtedy możemy zobaczyć, czego tak naprawdę chcemy i jacy jesteśmy. Przyznam, że to spotkanie z samym sobą może być bardzo zaskakujące, ale daje poczucie wolności i radości, dalekie od starych „standardów” powinności.


2. Oczekiwanie porażki

Zespół wzorców DDA to taki program na osiąganie porażek, na niedobór i brak.
Jeżeli DDA wierzy, że nie jest wystarczająco dobre w związku, to z jednej strony wymierza sobie kary, bo nie zasługuje na to, żeby było dobrze, przyjemnie, lekko itd., a z drugiej strony dowartościowuje się i buduje swoją wyjątkowość na trudnościach życiowych („tyle zniosę, z tyloma rzeczami sobie radzę”).
DDA ma problem z osiąganiem zadowolenia (zdarza się tylko chwilowe), nawet jeśli coś się uda, zawsze jest za mało, za słabo, można było lepiej, fajniej, dłużej – DDA czuje wieczny niedosyt. Ma być perfekcyjnie (niska samoocena) i niezmiennie, co stwarza iluzję bezpieczeństwa. Dlaczego iluzję? Bo DDA wyrasta z przekonania, że kontrola może dać bezpieczeństwo i szczęście, że da się kontrolować coś takiego jak przepływ.
Kiedy w końcu zdarza się coś, co pokazuje, że kontrola zawodzi, cały plan bierze w łeb, a DDA czuje, że traci grunt pod nogami. Wyobrażenia są zawsze większe niż rzeczywistość.
Ten idealizm, niedosyt i parcie, żeby się działo, sprawia, że DDA nie może zaznać spokoju.
Chce mieć wszystko dograne, zaplanowane, zapięte na ostatni guzik, pragnie przewidzieć wszystkie możliwości, zabezpieczyć się, by nie zostawić miejsca na sytuacje nieprzewidziane – wszystko ma być pod kontrolą. Nie można spocząć, cieszyć się tym, co jest, tym, co się ma. Poczucie niedosytu ciągle pcha dalej, nie obiecując jednak, że na końcu tego biegu będzie zadowolenie. DDA wymyśla sobie idealistyczny, nierealny scenariusz, a potem wzdycha: „no tak, przecież mówiłem, że się nie uda...”.
DDA nie będzie zadowolone, bo nie umie być zadowolone z siebie, stan idealny jest nieosiągalny w wyśrubowanych standardach takiego człowieka, bo nie istnieje.
Idealny stan, jeśli tak można mówić, to dający spokój stan akceptacji, otwartości, przepływu, a w wersji DDA ideał to dążenie do ułudy, że można tak kontrolować życie, żeby było dokładnie tak, jak się zaplanowało.
Często słyszę wypowiedzi typu: „jak to załatwię, to już odpocznę” lub: „jak byś przestał robić to czy tamto, to miałbym już spokój”, „przez twoje pomysły nie mogę spać, denerwuję się”. DDA nie spocznie, póki cały świat nie będzie działał jak należy – czyli tak, jak ono sobie wymyśliło.


3. DDA zgaduje zachowania – co jest normalne?

DDA wychowało się w tak traumatycznych/toksycznych/dysfunkcyjnych warunkach, że ma słabe pojęcie o tym, jakie panują normy zachowań obyczajowych, grzecznościowych w codziennym życiu. To, co innym przychodzi naturalnie, bo wychowali się w zdrowym otoczeniu, dla DDA jest zawsze łamigłówką. Jak się zachować, co powiedzieć, jak zareagować, żeby było normalnie?
Stąd reakcje na pewne zdarzenia, emocje, zachowania u DDA są przesadzone i nieadekwatne lub zbyt zdystansowane, zimne. Wtedy otoczenie często sądzi, że albo DDA zwariowało, bo się za bardzo ekscytuje, albo że nie ma uczuć i jest socjopatą. Jednak we wnętrzu DDA wrze kocioł z emocjami i przeżyciami, który jest pod ciągłą kontrolą, by się z niego nie wylało. DDA pożytkuje masę energii, by trzymać swoje wnętrze na wodzy, przeprowadza ciągłe analizy swojego zachowania, reakcji. Nawet entuzjastyczna radość najczęściej jest wyreżyserowana. Na twarzy DDA widnieje maska spokoju, życzliwego uśmiechu, a w środku – wulkan, i tak sobie DDA trwa, aż dochodzi z jakichś względów do erupcji i wylania tłumionych emocji. Ponieważ te długo skrywane, odpychane, wypierane emocje, przeżycia kłębiące się w człowieku w końcu znajdują ujście – DDA wybucha. Można oczywiście temu zapobiec, nie bać się tak swoich emocji, nie traktować ich z przerażeniem, nie odpychać, tylko przeżywać na bieżąco, zrozumieć, przyglądać się im, ale nie utożsamiać się z nimi, DDA nie rozumie, że nie jest emocjami, które przeżywa. A przecież czuje złość, ale nie jest złe, czuje smutek, ale nie jest smutne – to jest naprawdę kolosalna różnica w podejściu.

DDA są osobami o tendencji do dużej otwartości na ludzi albo wycofania i zamknięcia. Albo poddają się pragnieniu bliskości niezaspokojonej w domu, albo pragnieniu ucieczki przed zranieniem i utrzymują dystans. Odnośnie moich przeżyć, zawsze miałam dużą otwartość na ludzi, często większą niż mieli oni, z czasem zaczęło mnie to onieśmielać, gdy widziałam ich dystans, bo odczytywałam to jako odrzucenie. Ale teraz widzę, że tym, czego mi kiedyś brakowało, jest poczucie własnej wartości – to oczywiste – ale też poszanowanie czyichś potrzeb, w tym przypadku potrzeby dystansu. Parcie i brak poczucia własnej wartości sprawia, że nie umiemy szanować cudzej przestrzeni. Jesteśmy tak skupieni na sobie i swoim kruchym wnętrzu, że nie widzimy szerszego kontekstu. Każdy człowiek ma przecież inne potrzeby i prawo do decydowania o swojej przestrzeni, trzeba zostawić ludziom przestrzeń na ich potrzeby i zaspokajać swoje.


4. Poczucie bezpieczeństwa budowane na kontroli = odbieranie otwartości, bliskości jako zagrożenia.

Żeby być z kimś blisko, doświadczyć prawdziwej miłości, trzeba się otworzyć, a żeby się otworzyć, trzeba zrezygnować z kontroli. Otwarcie na innych i na świat wymaga choćby najmniejszej utraty kontroli.
A co jeśli poczucie bezpieczeństwa jest zbudowane na tej kontroli, jest sztuczne, jest czymś na kształt protezy? Wtedy takiego człowieka ogarnia panika, traci grunt pod nogami, wszystko się chwieje. A prawda jest taka: gdy rezygnujemy z kontroli, spotykamy na naszej drodze odpowiednią osobę, z którą możliwy jest przepływ, zaczynamy w ogóle czuć, zaczynamy czuć bliskość, czuć to, czego chcemy. Często jednak strach, że staniemy się bezbronni – paraliżuje. Ten strach bywa tak wielki, że tracimy przytomność myślenia, widzenia rzeczywistości, wyrzekamy się radości z bliskości, podtrzymując iluzję poczucia bezpieczeństwa, zamiast budować autentyczne poczucie bezpieczeństwa.

Poczucie bezpieczeństwa jest trwałe i ugruntowane, kiedy oparte jest na ufności, nie zaś na czynnikach zewnętrznych, a kiedy budowane jest na kontroli, zależne jest od wszystkiego, wszystkich zmiennych, aspektów, osób, które się kontroluje lub wydaje się, że się to robi.
Kontrola daje nam iluzję bezpieczeństwa. Dlaczego iluzję? Bo wyrasta z przekonania, że kontrola może dać bezpieczeństwo i szczęście, że da się kontrolować coś takiego jak przepływ.
Kiedy w końcu zdarza się coś, co demaskuje kontrolę, DDA czuje, że traci grunt pod nogami i ucieka w popłochu, ale czy życie polega na uciekaniu?
Jak być sobą, poznawać siebie, kiedy odmawia się sobie prawa do zaspokajania potrzeb, kiedy się blokuje jedną z pierwotnych i naturalnych potrzeb przepływu i wymiany energii między istotami?
Uczucia, czucie nie są dla nas zagrożeniem, natomiast zagrożeniem jest wypieranie uczuć, odcinanie się od nich, bo zamykamy się w ten sposób na siebie, dezintegrujemy się. A uczucia są, nie znikają, kiedy odgradzamy się od nich murem, zagrożeniem jest to, że nie wiemy, co się dzieje wewnątrz nas. Przecież to, że udajemy, że czegoś nie ma, nie oznacza, że to zniknie, więc nie wiem, czemu w tym przypadku masowo stosowana jest ta metoda.

Tacy jesteśmy wrażliwi, mamy serca, czujemy – to my prawdziwi, nie wyrzekniemy się tego, że uczucia są integralną częścią nas samych. Możemy je za to przyjąć z miłością i akceptacją, otworzyć się na to, co wielokrotnie odpychaliśmy, scalić i pokochać jak wszystkie inne „części” siebie. Przepływ między istotami to naturalny stan istnienia, jak oddech dla ciała fizycznego. Oddech płynie – wdech, wydech – wymiana, przepływ między ludźmi, to się po prostu dzieje instynktownie, bez wysiłku. Ciekawe, co się po drodze stało, że zrezygnowaliśmy z płynięcia w żywym nurcie energii i postanowiliśmy go regulować, zmieniać, dopasowywać do wymyślonych schematów. Kiedy zdarza mi się czuć z kimś przepływ, jest to fascynujące i orzeźwiające, przyjemne, dające lekkość, radość, kontakt nie męczy, nie trzeba wkładać wysiłku energetycznego, bo nie ma blokad i oporu, kiedy natomiast nie ma przepływu, nie ma lekkości, bez obiegu energii trzeba jej więcej wydatkować, trudniej się rozmawia, trudniej o wzajemne zrozumienie. I mówię tu w ogóle o relacjach, interakcjach, nie tylko o tych partnerskich czy małżeńskich. Wszystkie kontakty lepiej się udają, gdy jest przepływ. Kiedy traci się kontrolę, strach odpada na tyle, żeby zauważyć różnicę, zaczynamy widzieć, jaki ciągły opór musimy pokonywać w codziennych relacjach, ile się zmagamy, męczymy, zamiast płynąć i przypominać sobie, kim jesteśmy.

NikodemMarszalek.pl

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.
http://artelis.pl/artykuly/52889/DDA---Najwazniejsze-problemy-wyzwania-i-tematy-do-pracy-cz.1-
W tej części artykułu opisuję mechanizmy:  wkręcania się w spirale wzorców DDA, strachu przed zmianami, wynikającym z dorastania w trudnych i nieprzewidywalnych warunkach, oraz o związkach DDA, a także o pragnieniu bycia potrzebnym. 5. Wkręcanie się w spiralę wzorców. DDA wciąga jak narkotyk, wkręca jak hazard - już chcesz to przerwać, już się bronisz, a stare mechanizmy pociągają za sznurki, aż znów je uwolnisz. Im szybciej się orientujesz, że się wkręcasz, tym szybciej możesz temu zaradzić, a z  czasem już nie dasz się w to wciągać. Niewkręcanie się nie zawsze jest wynikiem zerwania kontaktu, tylko wycofania się z kontaktu (rozmowy, przekonania, dyskusji, działania) opartego, napędzanego na wzorcach DDA.
Ileż to razy dajemy się wkręcać w rozmowy, o których wiemy, że nakręcają tylko spiralę złości i nieporozumienia. Ile razy prowadzimy dyskusje, po raz kolejny próbując kogoś przekonać do czegoś, do czego ten ktoś nie da się przekonać. Odgrywaliśmy setki razy te same sytuacje i wiedząc, jak się to zakończy, nie potrafiliśmy zachować się inaczej niż poprzednio. Coś pchało nas do tego, by postąpić właśnie tak, powiedzieć właśnie to i zrobić taką minę, a nie inną. Każdy z nas mógłby pewnie przytoczyć takie sytuacje ze swojego życia, pokazać, kiedy działa schematycznie. Dotyczy to szczególnie relacji rodzinnych, rodziców, rodzeństwa, a potem własnego partnera i dzieci. Ile ja takich rozmów „kierowanych” przeprowadziłam w życiu, starając się przekonać kogoś do tego, o czym ten ktoś kompletnie nie był przekonany. Ogromny wydatek energetyczny i nakręcenie. Taka sytuacja zaczyna się z pozoru spokojnie, choć w środku już wszystko świdruje, starannie dobieramy słowa, jeszcze nie widząc, że toczymy walkę na argumenty, aż wzorce już nas mają, emocje biorą górę i nawet jeśli nie kończy się to wybuchem, długo trzeba dochodzić do siebie energetycznie, człowiek jest rozbity, skołowany.
Kiedy odkryłam tę prawidłowość, czułam niemoc, wiedziałam już, kiedy to się dzieje, ale bezwolnie się temu poddawałam, czując bezradność wobec fali, która mnie niosła. Chcę wyjść, wycofać się, skończyć rozmowę, ale nie mogę, dalej stoję i mówię. I ulegałam temu tak długo, jak długo wewnętrznie, gdzieś w głębi podświadomości, czułam taką potrzebę, czułam jakąś przyjemność z tego („ale fajna jazda”), ale przyszedł moment, że już nie było przyjemności, że zmęczenie brało górę.
Bo to było jak walka rozbitka z morzem w czasie sztormu, rzucało mną na lewo, prawo, do przodu i do tyłu, a ja nic nie mogłam zrobić. A jednak mogłam! Zanim nauczyłam się nie reagować na zaczepki i prowokacje, to udawało mi się znaleźć tyle siły woli, by wycofać się z rozmowy w trakcie jej trwania, zanim się pogrążyłam i zaczęłam odczuwać silne negatywne skutki. To był pierwszy krok, potem przychodzi drugi – nie musisz wychodzić, żeby przerwać rozmowy, po prostu kończysz rozmawiać, zmieniasz temat i nie czujesz już negatywnych emocji w stosunku do tej osoby, sytuacji. Jeżeli te negatywne emocje jednak są, najlepiej spojrzeć w siebie, porozmawiać z duszą i uwolnić się. Przychodzi też kolejny etap, kiedy od razu dostrzegasz prowokację i możliwe wzorce i z uśmiechem z nich rezygnujesz, zanim na nie zareagujesz. Oczywiście nie jest to możliwe zawsze, stale spotykamy nowych ludzi i sytuacje, ale to jest już zupełnie inny poziom funkcjonowania, inny poziom relacji, kontaktów międzyludzkich.
Gdy rozluźnia się pancerz wzorców, widzimy coraz więcej, coraz więcej decyzji podejmujemy „my”, a coraz rzadziej są to reakcje na wzorce. Kiedy zauważasz, że rozmawiają wzorce, a nie ty sam, trzeba się zatrzymać, przyjrzeć temu i zacząć samemu mówić za siebie i rozmawiać na tematy, na które ma się ochotę, i z ludźmi, z którymi naprawdę chce się rozmawiać.


6. Świat bez zasad

DDA/DDTR dorasta w świecie bez stałych zasad i norm, w środowisku kompletnie nieprzewidywalnym, w którym rosnące dziecko nie ma się czego złapać i czuje się zagrożone. Dzisiaj wolno jedno, jutro drugie, w trzeci dzień za pierwsze dostaniesz burę, a za drugie lanie. To ciągła potrzeba bezpieczeństwa oraz zmaganie się z chęcią aprobaty najbliższych i ciągłe znoszenie ich dezaprobaty. Nawet jeśli dziecko nie doświadcza przemocy fizycznej, ta psychiczna i emocjonalna potrafi ranić jeszcze dotkliwiej i na dłużej. Dlatego dziecko próbuje znaleźć choć odrobinę stałości i pewności, a później ta stałość i pewność staje się substytutem poczucia bezpieczeństwa. Dlatego DDA boi się zmian, boi się, by było inaczej, przeraża je, że coś zmieni swój dotychczasowy porządek, bo to oznacza zagrożenie utraty tej stabilności, którą wypracowało. Życie w tak rozdygotanym świecie jest niezmiernie trudne, więc ścisła kontrola i pilnowanie rytuałów i powtarzalności pozwala przetrwać.
Jednak potem, w dorosłym życiu, ten plan na przetrwanie nie pozwala się rozwijać, zawęża widzenie/rozumienie do walki o przetrwanie. Nawet kiedy już tego nie pamiętamy i ten dziecięcy strach zepchnęliśmy gdzieś głęboko, on nadal jest, a program ochrony/przetrwania nadal funkcjonuje. Jako dorosłe osoby go nie potrzebujemy, powiem więcej, jeśli mamy dorosnąć, ten program ochrony trzeba zdezaktualizować i wyłączyć, bo będzie nam utrudniał życie, zamiast wspierać i pomagać. Wciąż będzie wracał do nas (w zupełnie już nieadekwatnych sytuacjach) lęk małego dziecka, że sobie nie poradzi, mimo że nie ma do tego realnych podstaw. Potem wielu rzeczy w życiu DDA/DDTR nie spróbuje, bo się ich boi, odruchowo mówi „nie”, choć chciałoby spróbować, kiedy jednak czuje znajomy niepokój, poddaje się, myśląc, że to intuicja, a to tylko stary program. Nierzadko wybiera coś w zamian, w zastępstwie, coś, co wydaje się w danej chwili bezpieczniejsze i mniej przeraża. DDA boi się wziąć odpowiedzialność za chęci i znaleźć siły, by je realizować, jest to obawa o zmianę rytuałów, znajomych zwyczajów. Taka osoba woli „bezpiecznie” pozostać w tym, co znajome, nawet jeśli nie jest to dla niej satysfakcjonujące. Tak się dzieje oczywiście do czasu, aż postanowimy zbudować prawdziwe poczucie bezpieczeństwa, prawdziwą zdrową samoocenę i zrezygnujemy wreszcie z kontroli, która blokuje nas lękiem, by sięgnąć po to, czego chcemy, spróbować nowych rzeczy, nowego życia na wolności.


7. Związki DDA

DDA/DDTR buduje związki – to jest dopiero ciekawa rzecz. Z pozoru wszystko może wyglądać dobrze, że kocha, że dba, że dla bliskich zrobi wiele albo wszystko, tylko że to dzieje się własnym kosztem, nie jest prawdziwe, to odgrywanie wizji związku/rodziny, jaką DDA ma w swojej głowie. DDA/DDTR ma WYOBRAŻENIE, a nie WIEDZĘ czy doświadczenie na temat tego, jak wygląda miłość, jak wygląda dobry związek, jak wyglądają bliskość, zwyczaje rodzinne, rozmowy.
Doświadczenia domu rodzinnego DDA/DDTR to nie sielanka, a trauma, więc marzeniem każdego DDA jest stworzyć „idealny związek/idealną rodzinę” i taką wizję tworzy w swojej głowie wraz z misternym planem, jak to ma wyglądać. Kiedy już znajdzie partnera, jak się wydaje odpowiedniego, zaczyna realizować ten plan, z klapkami na oczach podąża ku swojej wizji, nie zważając na nic, zwłaszcza na chęci i potrzeby partnera czy pozostałych członków rodziny. Cały plan DDA dotyczący idealnego związku i rodziny jest ograniczony jego wyobrażeniami, nie ma tu miejsca na niespodzianki, spontaniczność, zmiany, bo nie ma otwartości (wcześniejszy wpis o poczuciu bezpieczeństwa budowanym na kontroli).
Idea idealnego związku wydaje się DDA tak porywająca, że nie przyjdzie mu do głowy wprowadzić korekty w planach – bo po co? I to jest największa pułapka, ponieważ DDA nie zważa na zmiany w otoczeniu, w sobie, partnerze i nie koryguje planu pod te zmiany, tylko trzyma się sztywno wcześniejszych ustaleń, które – co ciekawe – poczyniło samo ze sobą, a nie z partnerem, rodziną.

Wiec tak naprawdę gdzie tu miłość, gdzie tu bliskość, gdzie tu idealny związek?
Dla DDA miłość to zbitka wyobrażeń własnych, podłapanych z otoczenia, mediów, strzępków rozmów, książek, romantycznych lub ekscytujących filmów i nie taka łatwa jest konfrontacja tego z rzeczywistością i przyznanie, że to mit oraz otwarcie się i poszukanie szczerego, prawdziwego uczucia. Dlatego DDA na partnera najczęściej wybiera kogoś, kto też nie ma tej otwartości, co daje „bezpieczeństwo” utrzymania stworzonego światka i niewychylania z niego nosa na rzeczywiste możliwości gamy odczuć, doznań możliwych do przeżywania w relacji/ach przy otwarciu, przepływie, otwartym sercu i kanale miłości. DDA nie chce płynąć z nikim, chce trzymać się tego, co ma w swojej wizji – ze strachu, że to straci, że cała reszta to niepewność.
Tylko co możemy zyskać, oszukując siebie, żyjąc w iluzji, zamykając się na siebie i na bliskich? Bo czy kontrolowana miłość to miłość? Kontrolowana bliskość to bliskość? Czy są to tylko wyobrażenia, że tak jest?
Co to za miłość odtąd – dotąd, otwarcie się na kogoś w ograniczonym zakresie, bliskość od – do? To takie ħś-owe (hś – hierarchia światła). Ja sama teraz już nie rozumiem, co mogło być tak pociągającego w takim dozowaniu, manipulowaniu? To krzywdzenie siebie i bliskich.
Oczywiście tu w grę jeszcze wchodzą wszystkie misje ochrony/nauki/ratowania od.. więc zdaniem DDA ono pomaga bliskim, prowadzi ich, broni, chroni, bo więcej wie, rozumie itd.
W efekcie blokuje partnerowi i rodzinie możliwość poznania prawdziwej nieograniczonej miłości, bliskości, przepływu, rozwoju, samodzielności.
Przyznam, że trzeba mieć dużo odwagi, by to przyznać i podważyć prawdziwość świata, w którym się żyje, który się zbudowało. Zrobiłam to ładnych parę lat temu i wtedy było to dla mnie wielkim szokiem. Cały misternie ułożony plan stworzenia „idealnej rodziny/związku” legł w gruzach, bo zobaczyłam, że jest iluzją. Zrozumiałam, dlaczego mimo iż z pozoru wszystko wyglądało dobrze, ciągle mi czegoś brakowało, że stale coś było nie tak. A było „nie tak”, bo było nieprawdziwe, bo to był mój plan, a nie plan mojego partnera czy rodziny, i dążyłam sobie do niego sama. Mój partner nie „nadążał” za mną, miał inne potrzeby, nie szukał tego co ja.

Czemu czegoś brakowało? A można się najeść wirtualnym jedzeniem? Jeśli ktoś szuka autentycznej miłości, bliskość, relacji, przepływu, to czy choćby najpiękniejsza iluzja da spełnienie? Jednak jeśli szuka się autentyczności, nie można ograniczać jej swoimi wyobrażeniami. Najczęściej jednak nawet nie wiemy, że mamy wyobrażenia, realizujemy je, żyjemy nimi, zanim je odkryjemy. I kiedy już to zobaczymy i rozpoznamy, dopiero wtedy można przyjrzeć się temu, co realnie stworzyliśmy, gdzie w tym wszystkim jesteśmy my i jacy jesteśmy, gdzie w tym wszystkim są nasi bliscy, partner i jacy są. Odnaleźć to, czego się naprawdę chce, jakiej się chce relacji i zobaczyć, czy to się pokrywa z pragnieniami partnera, bo po latach może się okazać, że priorytety, potrzeby i chęci są rozbieżne albo że między partnerami nie ma przepływu.


8. Bycie potrzebnym

Ważnym aspektem tworzenia relacji przez DDA jest to, że właściwie wszystkie relacje stworzone przez nie opierają się najczęściej na byciu potrzebnym (często mylone jest to z miłością) osobom, z którymi się wiążą – to główny napęd działania, często nieświadomy. DDA wiąże się z tymi, którym, jak sądzi, jest potrzebne, bo sobie bez niego nie poradzą, bo musi z nimi być i im pomagać (życie cudzym życiem, przeżyciami, emocjami – współuzależnienie).
DDA zatem najlepiej czują się w towarzystwie tych, którym na różne sposoby mogą pomagać, udzielać rad, wyręczać i w sumie tylko z takimi osobami dobrze się czują i widzą sens wiązania się z nimi. Nie umieją cieszyć się z bycia z kimś dla samej przyjemności bycia, dzielenia się sobą, partnerskie relacje to zagrożenie zburzeniem porządku świata, odrzuceniem (bo kiedy ktoś nie potrzebuje, to zostawia), ale często też DDA kontynuują tylko te znajomości, w których są bardzo ważne jako doradcy, pomagający, wspierający, ci mądrzejsi. Tam, gdzie nie muszą się opiekować, pomagać, brać odpowiedzialności, to nie ma tej atrakcyjności i DDA często nie widzą sensu dalszej znajomości. Swoją misję uważają za skończoną.
Dzięki życiu cudzym życiem mogą „podbudować” swoją samoocenę, są przydatni, użyteczni, niezbędni i czują się bezpiecznie w swoim wyobrażeniu, bo takie „opiekujące” relacje nie są wyzwaniem. Partnerstwo jest natomiast ogromnym wyzwaniem dla DDA, tam gdzie zakładana jest równość, nie ma mądrzejszego, lepszego z założenia.

A co w sytuacji, kiedy partner okaże się silniejszy, mądrzejszy, w czymś lepszy? To koniec świata dla DDA. To znaczy jego świata iluzji bezpieczeństwa, idealnych relacji i kontroli. Bo przecież w partnerskiej relacji nie ma miejsca na kontrolę.

NikodemMarszalek.pl

Artelis.pl serwis z artykułami do przedruku.
http://artelis.pl/artykuly/52891/DDA---Najwazniejsze-problemy-wyzwania-i-tematy-do-pracy-cz.2-

Czytaj więcej...

Listy

Jeśli jeszcze nie uświadomiłeś sobie, jak wiele dobrego w Twoje życie może wnieść praca nad sobą i własny rozwój przeczytaj uważnie listy studentów szkoły.

  1. ELA ODMIENIŁA MOJE ŻYCIE
  2. PODARUJ SOBIE SWÓJ SUKCES!
  3. PODARUJ SOBIE SUKCES !
Czytaj więcej...

Prace studentów

Zapraszamy do zapoznania się z najciekawszymi pracami naszych studentów:

Opis przypadku - uzależnienie i współuzależnienie PDF POBIERZ
Zastosowanie afirmacji w praktyce PDF POBIERZ
Afirmacje - opis przypadków 1 PDF POBIERZ
Afirmacje - opis przypadków 2 PDF POBIERZ
Afirmacje - opis przypadków 3 PDF POBIERZ
Afirmacje - opis przypadków 4 PDF POBIERZ
Typologia partnerów i typy związków PDF POBIERZ
Kodeks partnerski PDF POBIERZ
Praca z wewnętrznym dzieckiem 1 PDF POBIERZ
Praca z wewnętrznym dzieckiem 2 PDF POBIERZ
Techniki samokontroli umysłu PDF POBIERZ
Praca z NLP - Nowy Kod NLP PDF POBIERZ
Praca z wewnętrznym dzieckiem - Bajka o tancerce PDF POBIERZ